Naraził się Brytyjczykom, zachęcił Hiszpanów. Czyli Donald Tusk w samym centrum dyplomatycznej wojny o Gibraltar

Donald Tusk w centrum dyplomatycznej wojny o Gibraltar.
Donald Tusk w centrum dyplomatycznej wojny o Gibraltar. Fot. Wikipedia/Domena Publiczna
Nagonka w kraju to nic w porównaniu z tym, z czym przyszło mu się w ostatnich dniach zmierzyć na forum międzynarodowym. Jako szef Rady Europejskiej Donald Tusk znalazł się na linii ognia, ale też na ustach wielu zwykłych Brytyjczyków i Hiszpanów, którzy wcześniej pewnie w ogóle nie zwracali na niego uwagi. Gdyby nie on być może nie wypłynęłaby tak głośno kwestia suwerenności Gibraltaru. Można za to powiedzieć, że dzięki niemu ten 30-tysięczny półwysep ma właśnie swoje 5 minut.

Oczywiście, wszystko przez Brexit. Gdyby Brytyjczycy nie chcieli wyjść z UE, problemu z Gibraltarem by nie było i Tusk nie musiałby się nim zajmować. A tak, wyszło na to, że sprzyja Hiszpanom. Dokładnie tak odebrali jego propozycję Brytyjczycy i na Wyspach natychmiast rozległo się głośne: "Gibraltar nie jest na sprzedaż!". Niektóre brytyjskie media mocno to podkręcały.
Tusk od razu pojechał do Londynu, spotkał się z brytyjską premier, a tamtejsze gazety – niemal jak jeden mąż – ogłosiły, że Theresa May powiedziała Tuskowi, że status Gibraltaru jest nie do ruszenia. Żadnych negocjacji o suwerenności nie będzie bez woli mieszkańców. I na pewno nie w czasie negocjacji o Brexicie. "Brawo May! Tak Trzymać!" – rozległo się zaraz w internetowych komentarzach.
"Jestem dumna z tego, że jestem Brytyjką"
Przypomnijmy, poszło o umowy handlowe między Londynem a UE. Zgodnie z propozycją UE, której uosobienie stał się Tusk, hiszpański rząd mógłby zablokować do nich dostęp Gibraltarowi. I od tego wszystko się zaczęło. Można jednak spytać przewrotnie – gdyby nie to, kiedy o Gibraltarze znów byłoby tak głośno?

Nawet wybory nowego burmistrza Gibraltaru odbyły się w atmosferze "tuskowego" sporu. I fakt, że została nim była Miss Świata okazał się mniej istotny niż to, że od razu zajęła stanowisko w tej sprawie. – Jestem dumna z tego, że jestem Brytyjką. Dlaczego mielibyśmy kiedykolwiek zmienić naszą flagę? Gibraltar jest brytyjski i zawsze taki pozostanie – ogłosiła Kaiane Lopez. Najmłodsza burmistrz Gibraltaru w historii, trzecia kobieta na tym stanowisku i Miss Świata z 2009 roku.
"Powiedzą, że obronili Gibraltar"
Sprzeciw ogromny wybuchł zarówno na półwyspie, jak i na Wyspach. Szef gibraltarskiego rządu porównał Tuska do "zdradzonego męża, który odreagowuje się na dzieciach”. "To sprawa mieszkańców Gibraltaru, nikomu nic do tego" – komentują internauci. Nieźle dostało mu się również w hiszpańskich mediach. Na jednym z portali pojawiła się ostra publicystyka.

Prawnik i profesor prawa międzynarodowego, Charles Gomez, przeanalizował wręcz przeszłość Tuska i przypomniał, że urodził się w Gdańsku, którego sytuacja, jak stwierdził, kiedyś terytorialnie była podobna do Gibraltaru. A w ogóle, jak napisał, Tusk zdradził integrację europejską, gdyż dyskryminuje obywateli UE, mieszkających na Gibraltarze. W dodatku od 300 lat. Gomez przypomniał też referendum, które odbyło się tu w 2016 roku i 96 procent mieszkańców opowiedziało się za pozostaniem w UE.
Donald Tusk na pewno poruszył drażliwą kwestię. Co nieliczni zauważają tylko, że propozycja UE dotyczy tylko umów handlowych, a nie żadnych kwestii związanych z suwerennością. "Ale brytyjscy politycy będą próbowali to sprzedać zwykłym ludziom "walczyliśmy o Gibraltar i wygraliśmy". I oczywiście brytyjscy nacjonaliści to kupią" – komentuje jeden z internautów.

Jakby nie było, Donalda Tuska i tak czeka trudne zadanie pt. "Brexit". A to dopiero początek. Skoro Wielka Brytania wychodzi z UE to przecież Gibraltar razem z nią.

Napisz do autorki : katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...