Nowy prezydent Stargardu właśnie pokazał, ile są warte plany Kaczyńskiego. Majstrowanie przy ordynacji nic mu nie da

Oto nowy prezydent Stargardu. Poparcia może mu zazdrościć każdy polityk w tym kraju
Oto nowy prezydent Stargardu. Poparcia może mu zazdrościć każdy polityk w tym kraju KWW Rafała Zająca/Facebook
To była tak druzgocąca porażka, że choć dotyczyła jedynie wyborów samorządowych w niewielkiej miejscowości, z pewnością odnotowano ją i na Nowogrodzkiej, gdzie urzęduje Jarosław Kaczyński, i na Wiejskiej, gdzie jest siedziba Platformy Obywatelskiej. Rafał Zając został nowym prezydentem Stargardu w województwie zachodnio-pomorskim, ale nie to jest w tej sprawie szokujące, a jego wynik. I jak rozprawił się z kandydatami dwóch największych polskich partii – choć sam od wielkiej polityki woli się trzymać z daleka.

– Jestem cały czas pełen uznania dla mieszkańców. Tłumnie poszli na wybory. To jest budujące. To silny mandat, tak duże poparcie wynika z racji dużego zaufania, ale za tym idzie wielka odpowiedzialność – mówi na gorąco dla naTemat nowy prezydent Stargardu, któremu poparcia może zazdrościć każdy polityk w tym kraju.

Okazja, na którą wcale nie czekał
I pewnie nawet by nie pomyślał, że mógłby być prezydentem, gdyby nie nagła śmierć urzędującego w Stargardzie od wielu lat Sławomira Pajora. Niezbędne były więc kolejne wybory. Jak pisaliśmy w naTemat, Zając zdeklasował konkurencję. Zgarnął niemal 88 proc. głosów. Kandydat PiS miał 11-procentowe poparcie, a PO… dwuprocentowe. Zaskakująca – zwłaszcza jak na dodatkowe wybory – była frekwencja. Ta wyniosła około 55 proc. Mandat od słynnego suwerena jak na polskie warunki jest więc imponujący.

Zając, choć w praktyce miał w rękawie wszystkie wyborcze asy, w pewnym sensie wygrał wbrew całej wyborczej machinie. Bo jeśli ktoś myśli, że udało mu się wygrać, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska odpuściły te wybory, to jest w naprawdę dużym błędzie.
Rafał Zając
nowy prezydent Stargardu

W spocie wyborczym kandydata PiS występowała pani premier, na ulotce była z prezydentem Dudą. Przyjeżdżali tu ministrowie, więc trudno mówić o odpuszczeniu tematu. Rzucone siły były bardzo duże.

Te partie zresztą doskonale zdawały sobie sprawę, że Zając jest oczywistym faworytem. Dlatego każda z nich próbowała go najpierw... namówić na start z ramienia danej partii. Dopiero, gdy odmówił, zaczęły szukać swoich kandydatów.

Poparcie widmo
To samo dotyczy Nowoczesnej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Te partie od rana gratulują sukcesu "swojemu człowiekowi" w Stargardzie, czyli Zającowi. Bo to "ich" kandydat, był przez nich popierany.
Problem w tym, że na takie stawianie sprawy niekoniecznie chce się zgodzić sam Zając. – Partie polityczne, które dzisiaj tak gorąco mówią o swoim poparciu (dla Zająca – red.), najpierw same zbierały podpisy, więc chciały mieć swojego kandydata. Kandydat SLD aktywnie zbierał podpisy na mieście, na moim wieczorze wyborczym nie było tych partii. I jak ogłaszali to poparcie: nie na wspólnej konferencji prasowej, tylko samodzielnie – zwraca uwagę nowy prezydent.

I jak dodaje, został postawiony w niezręcznej sytuacji. – Czy ja teraz mam odrzucić to poparcie? Nie mogę, bo to pewna grupa mieszkańców, a ja deklaruję, że będę służył mieszkańcom niezależnie od poglądów politycznych. Włącznie z tymi pisowskimi, a dlaczego nie? Ale o poparcie partii nie zabiegałem.

Klucz do sukcesu
Zając do wyborów nieprzypadkowo poszedł bez poparcia partii. Postawił na to, czego partyjni nominaci nie mogli zaoferować – doświadczenie i wieloletnią pracę z mieszkańcami. – Pracuję nie od dziś w mieście, w urzędzie od 1999 roku, a od 10 lat byłem zastępcą prezydenta, właśnie świętej pamięci Sławomira Pajora. Więc ja współpracować z mieszkańcami nauczyłem się, potrafię to. Mam z nimi dobre relacje – zwraca uwagę.

Decyzję o starcie w wyborach podjął wspólnie z organizacją, która stanowiła oparcie dla zmarłego prezydenta. – Od początku miałem wsparcie najpierw stowarzyszenia Stargard 21, którego nie jestem członkiem, a później kolejnych organizacji pozarządowych. W sumie w komitecie honorowym znalazło się kilkadziesiąt takich organizacji – opowiada.
Rafał Zając
nowy prezydent Stargardu

Z tym wsparciem, jak się szło na miasto, było czuć tę energię. Choć oczywiście frekwencja była niewiadomą.

Kij w szprychy roweru dobrej zmiany
Te wybory były jednak ważne nie tylko dla mieszkańców Stargardu. To istotny test także dla całej Polski samorządowej. Przypadek z tego niewielkiego miasta odpowiada powiem sytuacji, którą możemy zastać w wielu polskich miastach, jeśli PiS zrealizuje swoje plany dotyczące nowej ordynacji wyborczej.

Najistotniejsza zmiana ma dotyczyć ograniczenia liczby kadencji. Po zmianie ordynacji każdy samorządowiec będzie mógł rządzić najwyżej dwie kadencje. Partia Jarosława Kaczyńskiego chce w ten sposób wyrugować z wielu lokalnych społeczności kandydatów, których nie byliby w stanie pokonać. Po odejściu tych ludzi naturalnie otwiera się miejsce dla partyjnych nominatów. Jak pisał w naTemat Tomasz Ławnicki, lista "stołków" do przejęcia jest długa.

Tak właśnie byłoby w Stargardzie. Sławomir Pajor rządził bowiem miastem od 2002 roku, aż do nagłej śmierci. Ta kadencja byłaby dla niego więc ostatnia. Czy w jego miejsce udałoby się wepchnąć partyjnego kandydata? Przypadek Zająca pokazuje, że niekoniecznie.

Sam nowy prezydent na tematy polityczne wypowiadać się nie chce. Ale do sprawy podchodzi w sposób znacznie bardziej uniwersalny. – Jeśli szuka się kogoś na stanowisko kierownicze, które wiąże się z olbrzymią odpowiedzialnością, to pyta się takiego kandydata o kilka rzeczy. M.in. o kompetencje i kwalifikacje, ale także o doświadczenie. Nawet na pierwszym miejscu. Oczekuje się, że ktoś, kto obejmie ważne stanowisko kierownicze i będzie zarządzał setkami milionów złotych, będzie naprawdę miał doświadczenie. Okazuje się, że zdaniem niektórych polityków w tym jednym przypadku doświadczenie ma być obciążeniem, a nie atutem. Ja tego nie potrafię zrozumieć – podsumowuje.

Na szczęście mieszkańcy go popierają i dali politykom czerwoną kartkę, bo jak przypomina Zając, "miejskie inwestycje nie mają politycznych barw".

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...