Produkujemy go na potęgę, a sami tak się go boimy. Jaka jest prawda o eksportowanej na cały świat polskiej specjalności?

Polska słynie z produkcji drobiu, jednak nie wszyscy z nas są do niego przekonani. Aktorka Małgorzata Ostrowska-Królikowska (pierwsza z lewej) i lekarz weterynarii Aleksandra Porada (pierwsza z prawej) zapewniają, że nie mamy czego się bać
Polska słynie z produkcji drobiu, jednak nie wszyscy z nas są do niego przekonani. Aktorka Małgorzata Ostrowska-Królikowska (pierwsza z lewej) i lekarz weterynarii Aleksandra Porada (pierwsza z prawej) zapewniają, że nie mamy czego się bać Materiały prasowe
Dzięki niemu jesteśmy numerem jeden w Unii Europejskiej – wyprzedzamy nawet takie potęgi jak Wielka Brytania, Francja czy Niemcy. Nic w tym dziwnego, skoro mogą zajadać się nim wszyscy już od 6 miesiąca życia. Na przeszkodzie nie stoi nawet uczulenie, ciąża czy „uroki” starości. Jednak paradoksalnie w naszym kraju powstały na jego temat niestworzone historie, przez co w niektórych z nas wzbudza nieuzasadnione lęki.

Jaka jest prawda o rodzimym drobiu, specjalności, z której Polska, bez cienia przesady, słynie na cały świat? – Wokół żadnego innego rodzaju mięsa nie narosło tyle szkodliwych mitów, ile wokół drobiu – zauważa Aleksandra Porada, lekarz weterynarii oraz ekspertka Krajowej Rady Drobiarstwa. – Być może wynika to z pewnych procesów stosowanych na świecie, a może również i dawniej w Polsce – przypuszcza.
Specjalistka zwraca uwagę, że: „obecne niezwykle restrykcyjne prawo unijne i prawo polskie sprawiają, że standardy bezpieczeństwa i jakości drobiu są w Unii Europejskiej najwyższe na świecie. Wiele lat ciężkiej pracy naukowców, lekarzy weterynarii i hodowców sprawiły, że kupując mięso drobiowe z pewnego źródła, polski konsument może się bez obaw cieszyć jego walorami odżywczymi, smakowymi i zdrowotnymi”.

Z jakimi w takim razie największymi mitami musimy się zmierzyć, gdy mowa o mięsie pochodzącym od kur, indyków czy innych opierzonych lokatorów ferm. Lek.wet. Aleksandra Porada wskazuje na 5 głównych i wspólnie z nią tłumaczymy, czemu powinniśmy włożyć je między bajki.

1. Antybiotyk, tak na wszelki wypadek

Pokutuje mit, że zaliczanym do drobiu ptakom aplikuje się antybiotyki „w razie czego”, tak aby nie nabawiły się jakiegoś choróbska. W rzeczywistości zwierzętom z ferm lekarze weterynarii przepisują leki tylko wtedy, gdy ich pierzaści pacjenci złapali już infekcję. Wynika to z przepisów, w myśl których w Polsce podawanie antybiotyków w celach innych niż leczenie jest niedozwolone.

Poza tym coraz rzadziej weterynarze strzelają do ptaszków z wielkiej armaty, czyli leczą je antybiotykami na chybił trafił. Zamiast metody prób i błędów wykonywane są antybiogramy wskazujące, na jakie specyfiki wrażliwy jest pustoszący kurnik szczep bakterii. A po zakończeniu terapii obowiązuje okres karencji (czas potrzebny na oczyszczenie organizmu z pozostałości leku).

2. Kurak na dopalaczach

Mięso nafaszerowane hormonami, które mają zrobić z kurczaka ptasiego Supermana lub Wonder Woman? Ten pogląd również nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Dlaczego? Bo w krajach Wspólnoty, a więc i w kraju nad Wisłą, podawanie hormonów wzrostu w chowie drobiu jest surowo zabronione już od 20 lat!

Jak w takim razie wytłumaczyć bujny wzrost ptaków hodowlanych? To po prostu cecha, którą mają w genach tzw. broilery – odmiana kurczaków wprowadzona w Polsce na początku lat 70. Kurczęta są więc „zaprogramowane” w taki sposób, by rozwijały się szybko. Temu procesowi sprzyja też pełnowartościowa wysokobiałkowa pasza, która działa na nie tak jak dobra dieta na sportowców.

3. Od kurczaka urośnie ci...

„Jasiu, nie jedz kurczaka, bo będziesz miał stopy jak Yeti. Ty też Małgosiu lepiej uważaj, bo urosną ci za szybko piersi”. Tak ostrzegają dzieci niektórzy rodzice i choć robią to w jak najlepszej wierze, ich obawy nie mają racjonalnego uzasadnienia, gdyż zakaz podawania hormonów u drobiu sprawia, że jego spożycie jest całkowicie bezpieczne dla chłopców i dziewczynek.

Przyspieszone dojrzewanie dzieci ma zupełnie inne podłoże. Lepsze warunki bytowe, czynniki społeczne czy sposób odżywania – to wszystko przyczynia się np. do zjawiska wcześniejszego miesiączkowania. Ten problem to bardzo złożona materia niemająca jednak nic wspólnego z jedzeniem mięsa drobiowego, co potwierdzają liczne badania.

4. GMO w paszy jak wyrok śmierci

Słysząc GMO, niektórym cierpnie skóra ze strachu. Faktem jest, że niektóre ptaki hodowane na polskich fermach żywione są paszą z dodatkiem w takiej postaci. Nie oznacza to jednak, że karmione w ten sposób kurczaki automatycznie podpadają pod kategorię genetycznie zmodyfikowanej żywności. W pochodzącym od nich mięsie i jajach nie uświadczymy śladu GMO.

Jak to wytłumaczyć? Bardzo prosto. W organizmie ptaka pokarm z obcym DNA zostaje strawiony przez enzymy. Nie ma więc siły, by materiał genetyczny w jakikolwiek sposób zmienił jego geny. Przecież, gdy jemy rybę, nie wyrastają nam skrzela? Gdyby spożycie żywności zawierającej cudze DNA wywoływało mutację, to bylibyśmy świadkami scen rodem z filmów science fiction.

5. Bomba cholesterolowa

Przygotowując pyszności z drobiu, mogliśmy sporadycznie natrafić na widoczne gołym okiem białe błony. Zakładamy wówczas, że takie mięso nie nadaje się do spożycia, bo jest zbytnio przesiąknięte tłuszczem. Nic bardziej mylnego. To coś na wzór rozstępów u ludzi. Na taki wygląd mięśni wpływają uwarunkowania genetyczne, wśród przyczyn można też wskazać szybki rozwój drobiu.

Choć mięso o takim „uroku” nie zagraża naszemu zdrowiu (to nie bomba cholesterolowa z nadmiarem tłuszczu), to jednak przemysł drobiarski nie udaje, że nie ma problemu. Wśród producentów taki wyrób uchodzi za wadliwy, a jako środek zaradczy stosują np. suplementację paszy selenem, zaznaczając przy tym, że to nie objaw choroby mięśni wynikający ze złego chowu.
MITY OKIEM MIŁOŚNICZKI DROBIU


Mięso drobiowe zawsze bardzo często gościło na stole w moim domu, bo jest smaczne, a jego przygotowanie nie zajmuje dużo czasu. Muszę jednak przyznać, że do niedawna nie miałam pewności, czy drób oprócz tego, że jest smaczny, jest również zdrowy. Oczywiście wiedziałam, że białe mięso jest nisko-tłuszczowe i ma dużo potrzebnego białka, ale zawsze zastanawiałam się, ile jest prawdy w doniesieniach o faszerowaniu zwierząt antybiotykami i hormonami, od których rosną stopy lub piersi. Okazało się, że wystarczy porozmawiać z dietetykami i zapoznać z opiniami ekspertów, żeby rozwiać wszystkie wątpliwości.

Teraz wiem, że stosowanie hormonów w hodowli drobiu jest zabronione w Unii Europejskiej od ponad 20 lat, a podawanie jakichkolwiek leków odbywa się tylko w przypadku choroby i pod ścisłym nadzorem lekarza weterynarii. Wszystkie legendy o szprycowaniu hormonami i antybiotykami są więc oczywistą nieprawdą, a jedząc drób mamy nie tylko gwarancję smaku, ale też dostarczamy sobie ważnych składników odżywczych – jednym słowem same korzyści.

Małgorzata Ostrowska-Królikowska
Aktorka

Nie ma więc żadnych przeciwwskazań, by drób od naszych rodzimych hodowców stał się stałą pozycją w menu każdego z nas (pod warunkiem, że kupujemy go z pewnego źródła, najbezpieczniej paczkowany). Warto go tam wpisać nie tylko z uwagi na to, że nam nie zaszkodzi. Bo to przede wszystkim smaczne danie, które podaruje nam pełnowartościowe białko, witaminy z grupy B, a także składniki mineralne takie jak żelazo, potas, magnez czy cynk. O odżywczym i bezpiecznym drobiu dowiecie się więcej z lektury innych tekstów z naszego cyklu.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...