Poszedł do kwiaciarni, zwyzywano go od "pedałów”. Ale sprawa skończyła się pozytywnie

Do zdarzenia doszło w jednej z kwiaciarni na Saskiej Kępie w Warszawie.
Do zdarzenia doszło w jednej z kwiaciarni na Saskiej Kępie w Warszawie. Fot. Błażej Żuławski
Przychodzi facet do kwiaciarni, a tam zaczynają go wyzywać od "pedałów". To nie jest początek niesmacznego żartu, to niestety historia ze stolicy cywilizowanego, można by sądzić, kraju. Pan Błażej nie przymknął oka na zachowanie agresywnego sprzedawcy i podzielił się przykrym doświadczeniem na Facebooku. – Wygląda na to, że sprawa będzie miała pozytywne zakończenie – mówi teraz, ponad tysiąc udostępnień, dziesiątki komentarzy i telefonach od mediów i od antybohatera tej historii później.

Dopiero co wrócił z zagranicy, miał za sobą męczący lot transoceaniczny, w kwiaciarni rozmawiał przez telefon – chciał poinformować ojca, że jest już w kraju. Pan Błażej opisuje, że przyglądał się różnym paczkom z nasionami, a właściciel krzątał się gdzieś po drugiej stronie sklepu. Po jakimś czasie podszedł do niego i wywiązała się między nimi wymiana zdań.
Błażej Żuławski

- Kupujesz pan coś, czy zawracasz pan tylko głowę, ja mam tu swoja robotę!
- Wie pan co...tak. Chciałem kupić trawę.
- To nie jest trawa!
- No właśnie widzę. Ale dlatego czytam te opakowania...
- Dobra, decyduj się pan, a nie włazisz mi pan do sklepu, gadasz przez telefon, ja nie mam czasu.
- No widzę, że piękne ma Pan podejście do klientów.
- Panie, pan nie jesteś żaden klient, kończ pan tą rozmowę i mów pan co pan bierzesz.
- No w tej chwili to chyba już niczego u Pana nie kupię.
- To nie! To spadaj pan, włazisz pan mi do kwiaciarni gadasz przez telefon, zachowujesz się pan...
- Przepraszam, proszę mnie nie wychowywać.
- Wyp****alaj.
- Słucham?
- Słyszałeś mnie, pedale je**ny,
No to postanowiłem, że rzeczywiście "wyp***dalam".

Pan Błażej sprawę zrelacjonował na Facebooku. Dlaczego? Z kilku powodów. Jednym było to, sytuacja nie zdarzyła się w jakimś losowym miejscu i nie dotyczyła osoby, której już nigdy mógłby nie spotkać. – Mieszkam tam już od 27 lat. To mała dzielnica, raczej zna się wszystkich sklepikarzy, kwiaciarzy, rzeźników i innych sprzedawców papeterii. W tej kwiaciarni sporadycznie coś kupuję, przynajmniej raz do roku i do tej pory wszystko szło dobrze. Nawet jej sprzedawca przesadził mi orchideę, która potem umarła, ale to już nie była jego wina – żartuje.



Pan Błażej tłumaczy, że rzeczywiście rozmawiał przez telefon, był trochę zamyślony, ale są przecież różne sytuacje. Miał za sobą noc w samolocie, ludzie są tylko ludźmi. – Ktoś może czuć się urażony, że rozmawia się przez telefon, ale nie trzeba od razu wyzywać go od "pedałów”. Można powiedzieć cokolwiek innego: zamykam sklep, muszę się skupić, proszę skończyć rozmowę… Nigdy nie rozumiem tego, że ludzie idą od razu na noże. Zajedzie ktoś komuś drogę i od razu ta druga osoba krzyczy "ty je**y c***u, zabiję twoich rodziców!”, albo w ogóle dochodzi do rękoczynów. Tutaj też mogło do nich dojść, gdyby nie to, że ja nie wierzę w takie rozwiązania.

Pan Błażej nie chciał odpuścić jeszcze z jednego powodu. – Gdyby ten człowiek nazwał mnie sku****elem, pomyślałbym co najwyżej "Jezu, co za cham, nigdy tam nie przyjdę”. Ale zaczął od słowa "pedał”, a wydaje mi się, że w obecnej rzeczywistości ludzi czuje przyzwolenie na różnego rodzaju zachowania homofobiczne i rasistowskie. A gdybym nie był blondynem, tylko miał ciemną karnację i jakiś odpowiedni kształt nosa, to pewnie by powiedział "wyp******aj ty Żydzie”. Pomijam kwestię kultury osobistej, ale tak nie powinno być, że ludzie czują, że mogą mówić takie rzeczy. W żadnym innym, cywilizowanym kraju to byłoby nie do pomyślenia, bo skończyłoby się to pozwem – tłumaczy.

Nie ukrywa, że podobne taki na niego i jego znajomych to nie pierwszyzna. – Może dlatego, że odbiegamy od ich pojęcia męskości, czyli może trochę łysego i może trochę z brzuszkiem. I może trochę z tatuażem "Legia Warszawa na ramieniu”. Ja miałem na przykład wczoraj kolorowy szalik... – zastanawia się, czy ma to znaczenie.

– Mam koleżankę, która ma ciemną karnację i rysy, które są nazywane semicko-arabskimi. I regularnie bywa obrażana. Mijając miesięcznicę smoleńską, zdarzało się jej słyszeć: "patrz, idzie Żydówa”. Albo że jest jakąś "brudną Arabką”… – opowiada.

POLSKA WITA Z OTWARTYMI RAMIONAMI! // STOP AGRESJI! STOP CHAMSTWU! STOP HOMOFOBII! W budzie przy Walecznych 29 działa...

Posted by Blazej Zulawski on Thursday, April 13, 2017
Historia doczekała się licznych komentarzy, wielu chciało własnoręcznie ukarać kwiaciarza, inni przeciwnie, dołączali się do obraźliwej tyrady pod adresem pana Błażeja. – Mój post pokazał kilka śmiesznych rzeczy. Po pierwsze, że w pewnym momencie fala się odwraca. Z poparcia zaczyna się hejt. Pytałem nawet mojego znajomego, zajmującego się mediami społecznościowymi: ciekawe czy ktoś prowadzi badania, jak dużo czasu musi upłynąć, by fala poparcia zamieniła się w falę hejtu? I natychmiast ktoś napisał: "a wystarczyło nie być pedałem”… – komentuje.

Są też tacy, którzy twierdzą, że pan Błażej pracuje dla jakiegoś dewelopera, który chce zlikwidować tę budkę i zbudować na jej miejscu blok. – Byłby to najmniejszy blok świata, o jednym pomieszczeniu i powierzchni 10 metrów kwadratowych – śmieje się autor wpisu i zauważa, że to kolejny ciekawy wniosek, płynący z tej historii. – W rzeczywistości postprawdy i akcji typu Dee Dee szukającej chłopaka dla Reserved, ludzie już nie wiedzą, w co mają wierzyć. A może rzeczywiście to jest akcja reklamowa hurtowni kwiaciarskiej, która zaraz otworzy się za rogiem?

Sprawa otarła się o media, w końcu do pana Błażeja zadzwonił również kwiaciarz. – Powiedział, że bardzo przeprasza i to nie dlatego, że na Facebooku rozkręciła się afera i że dzwonią do niego z gazet i tak dalej. Tylko dlatego, że uważa, że nie powinno się tak zachowywać i że on nie wie, co w niego wstąpiło. Mówił, że kupuje u niego bardzo wielu homoseksualistów. Na marginesie, nie jestem gejem, ale to nie ma tu żadnego znaczenia. Tak czy inaczej, mimo tego, że on mnie obraził, ja go obsmarowałem na Facebooku, to wygląda na to, że się pogodzimy. A to nie jest oczywiste w dzisiejszych czasach, szczególnie w naszym kraju – podsumowuje.
Pan Błażej obiecał też wstąpić w najbliższym czasie do kwiaciarni. Jak poinformował mnie przed chwilą, właśnie to zrobił i kwiaciarz osobiście go przeprosił – powiedział między innymi, że cała sprawa będzie dla niego nauczką na całe życie i że ma nadzieję, że wnioski wyciągną z niej również inni. Klient ostatecznie kupił trawę, dostał kwiaty, wszystko skończyło się dobrze.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...