"Jesteśmy bardzo wdzięczni za sygnał ze strony mieszkańców". Lidl wyjaśnia, jak to było z otwartym w Wielkanoc sklepem

"Jesteśmy bardzo wdzięczni za sygnał ze strony mieszkańców". Lidl wyjaśnia, jak to było z otwartym w Wielkanoc sklepem
"Jesteśmy bardzo wdzięczni za sygnał ze strony mieszkańców". Lidl wyjaśnia, jak to było z otwartym w Wielkanoc sklepem Fot. Anna Kraśko / Agencja Gazeta
Mieszkańcy Zielonej Góry wykazali się uczciwością. Choć zauważyli, że sklep w święta jest otwarty, a wewnątrz nie ma ani jednego pracownika, nie próbowali wejść do środka tylko zadzwonili na policję. Z marketu nic nie zginęło. I – jak wynika z przesłanych nam wyjaśnień – nic zginąć nie mogło.

Ta informacja w Lany Poniedziałek rozgrzała internet do czerwoności. Okazało się, że sklep Lidla w Zielonej Górze na osiedlu Zdrojowym był otwarty w czasie świąt. Mieszkańcy odkryli to zupełnie przypadkiem: gdy spadł ulewny deszcz, przechodnie schronili się przed nim pod sklepowym daszkiem i wtedy automatyczne drzwi rozsunęły się, jakby zapraszając do środka. Wewnątrz było ciemno i nie widać było żadnych pracowników. Nikt z przemokniętych mieszkańców jednak nie wszedł – ktoś zadzwonił na policję i tak o wszystkim dowiedzieli się dziennikarze. A internauci nie kryli podziwu dla uczciwości zielonogórzan.
Poprosiliśmy władze Lidla o wyjaśnienia, jak to się stało, że sklep pozostał na święta otwarty. Z przesłanego nam oświadczenia wynika, że pracownicy nie zapomnieli zamknąć marketu. To, że otworzyły się automatyczne drzwi, to skutek awarii. No i najistotniejsze – nawet gdyby ktoś wszedł do środka, to najpewniej nic by nie wyniósł, bo alarm działał, o czym przekonała się policja.
Aleksandra Robaszkiewicz
Lidl Polska, PR Manager

Sklep przy ul. Zdrojowej w Zielonej Górze został zamknięty, jednak z przyczyn technicznych drzwi do wiatrołapu zamykały się i otwierały. Po wejściu policji na teren obiektu, w sklepie automatycznie włączył się alarm. Zajmująca się ochroną placówki firma zewnętrzna zareagowała natychmiastowo, na miejscu pojawili się także pracownicy firmy Lidl. Następnie wejście do obiektu zostało zablokowane.

Lidl informuje, że osobą odpowiedzialną za zamknięcie sklepu jest kierownik zmiany, a nie ochroniarz. W komunikacie nie ma nic o tym, aby ktoś miał ponieść konsekwencje zaistniałej sytuacji. To jasne – skoro mowa jest o "przyczynach technicznych".
Jednocześnie władze Lidla dziękują mieszkańcom, że o otwierających się drzwiach poinformowali policję. "Jesteśmy bardzo wdzięczni za informacje i sygnał ze strony mieszkańców. Chcielibyśmy w tym miejscu bardzo podziękować im za interwencję w tej sprawie. Dołożymy wszelkich starań, by w przyszłości takie zdarzenie nie powtórzyło się" – czytamy w przesłanym nam oświadczeniu.
A z uczciwością klientów niemiecka sieć ma już pewne doświadczenia. Jesienią ubiegłego roku Lidl "przejechał się" na promocji "Absolutna satysfakcja lub zwrot pieniędzy". Ludzie przywozili do sklepu, mówiąc wprost, śmieci domagając się pieniędzy za samo opakowanie po zjedzonym produkcie. Niektórzy w ten sposób potrafili wyłudzić od sklepu nawet 1000 zł. Po paru dniach Lidl wycofał się z tej promocji.



A jeśli chodzi o krytykę wobec pracowników zielonogórskiego sklepu, niech pointą będzie ten oto komentarz.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...