Każde życie jest cenne. Tym chorym koniecznie trzeba pomóc. Tym bardziej, że nie jest to duży koszt

Adam Meyna, chory na chłoniaka
Adam Meyna, chory na chłoniaka Materiały prasowe
Adam Meyna 1 marca tego roku przeszedł operację allogenicznego przeszczepu szpiku kostnego. Przeszczep ma wyleczyć go z chłoniaka, nowotworu układu limfatycznego. Ten przeszczep nie zostałby przeprowadzony, gdyby nie odpowiednie leczenie. Adam otrzymał je, bo zakwalifikował się do udziału w badaniach klinicznych leku. Niestety, nie wszyscy mają taką szansę.

– Zaczęło się od powiększonego węzła chłonnego na szyi. Poszedłem do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, który przepisał mi antybiotyk. Podejrzewał, że to jakiś wirus. Po tygodniu miałem wrócić na kontrolę. Antybiotyk nie zadziałał, poszedłem z powrotem do lekarza. Dostałem skierowanie do szpitala. Po miesiącu było już wiadomo, na co jestem chory. To był chłoniak – opowiada Adam Meyna.


Rozwiązać rebus
Jak wyjaśniał podczas debaty „Chłoniak nawrotowy – terapia jedynej szansy” prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii, chłoniak jest zwykle diagnozowany bardzo późno.
Prof. Wiesław Jędrzejczak
Konsultant krajowy w dziedzinie hematologii

Chłoniaki to znakomici aktorzy. Proces diagnostyczny przy chłoniaku można porównać do rozwiązywania rebusa. Trzeba pamiętać, że powiększenie węzłów chłonnych u osoby dorosłej rzadko zdarza się z błahego powodu. Jeśli jest to węzeł zlokalizowany w jamie brzusznej lub klatce piersiowej, to jeszcze trudniej wychwycić, że coś złego się dzieje. Wtedy zwykle objawy ogólne są podstawą do pogłębionych badań w kierunku chłoniaka.


To właśnie chłoniaki umiejscowione w jamie brzusznej lub klatce piersiowej są diagnozowane najpóźniej, dlatego – jak mówił z kolei dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, warto raz w roku wykonać badanie USG szyi i jamy brzusznej. W ten sposób można wychwycić chorobę na wczesnym etapie.

Co roku u 7,5 tys. osób w Polsce diagnozuje się chłoniaka, nowotwór układu limfatycznego. Chorują najczęściej 50-60-latkowie, choć choroba nie omija też młodszych osób. Część z nich zapada na chłoniaka agresywnego. Jak tłumaczy prof. dr hab. Wojciech Jurczak, chłoniaki agresywne to chłoniaki dynamiczne, ale nie ma w tym nic tragicznego. To, że komórki dzielą się szybko, tak naprawdę pozwala je zniszczyć.

Nie wszyscy mają szczęście
Immunochemioterapia stosowana w pierwszej fazie leczenia pozwala wyleczyć nawet 70 proc. chorych. Reszta pacjentów musi walczyć dalej. Ci, u których chłoniak jest oporny na leczenie, wkrótce po immunochemioterapii mają wznowę choroby. Takich chorych jest 200-300 rocznie. Mają niewielkie szanse na wyleczenie, rzędu 5 proc.

– Przez 4 lata miałem trzy linie leczenia. Były dwa nawroty choroby. Każdy nawrót był bardziej intensywny. Mój stan zdrowia szybko się pogarszał. Trzy razy miałem guza wielkości pięści – mówi Adam Meyna.

Jednak, jak tłumaczy prof. Wiesław Jędrzejczak, w medycynie jest stały postęp i stale pojawiają się nowe terapie. Czasami lekarze sięgają po leki, które stosowane były w leczeniu innych nowotworów, i tak właśnie dzieje się w przypadku chłoniaka rozlanego z dużych komórek B, czyli opornego na standardowe leczenie.

W szpitalach w Warszawie i Trójmieście prowadzone są badania kliniczne piksantronu, który jest nadzieją dla chorych z tym chłoniakiem. Lek jest stosowany z powodzeniem już w 13 krajach UE.

– Piksantron nie jest na razie w Polsce refundowany, ale miejmy nadzieję, że to się zmieni, bo to stosunkowo tani lek. Nie jest on w stanie sam wyleczyć chłoniaka, raczej jest stosowany w leczeniu pomostowym, które umożliwia przeszczepienie szpiku, a to oczywiście prowadzi do całkowitego wyleczenia – wyjaśniał prof. Jędrzejczak.

Trzeba pamiętać, że lek jest nie tylko skuteczny, ale też bezpieczny. Charakteryzuje się obniżoną kardiotoksycznością w porównaniu z innymi terapiami stosowanymi w leczeniu chłoniaków. Może być podawany m.in. starszym osobom, które z uwagi na wiek mają schorzenia kardiologiczne.

Każde życie jest bezcenne
Teraz piksantronem, w ramach badań klinicznych, leczonych jest w Polsce tylko kilka osób. Prognozowana liczba chorych to ok. 200-300 osób. Z punktu widzenia płatnika to nie jest wielkie wyzwanie. Z punktu widzenia samego chorego i jego bliskich owe 300 uratowanych istnień to bezcenny dar życia.

– Mam pacjentkę, która bierze udział w badaniu klinicznym. Dwa lata temu była przygotowana, że to jej ostatnie święta z rodziną. Żyje dzięki udziałowi w badaniu – opowiadała dr Mariola Kosowicz, kierownik Poradni Psychoonkologii Centrum Onkologii w Warszawie.

– Zawsze wierzyłem, że tę chorobę można leczyć. Leczyć skutecznie – mówił Adama Meyna jeszcze przed przeszczepieniem szpiku. Pan Adam ma rację, jest nadzieja dla tych 30 proc. chorych , którzy nie reagują na standardowe leczenie. Miejmy nadzieję, że już niedługo lek zostanie zrefundowany i więcej chorych będzie mogło wygrać walkę z wielokrotnie nawracającym lub opornym na leczenie, agresywnym chłoniakiem nieziarniczym z komórek B.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...