Ochroniarz bloku wie więcej, niż myślisz: kto miał zawał, kogo nie ma nocami, która dziewczyna jest na stałe

Ochroniarz bloku wie o tobie więcej, niż myślisz
Ochroniarz bloku wie o tobie więcej, niż myślisz Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Ochroniarz w bloku – dobry, ale wścibski wujek. "Zagląda pod kołdrę" i doskonale wie, co dzieje się za drzwiami niejednego domostwa. Dla niektórych łagodny anioł ułatwiający życie, dla innych – ciekawski diabeł.

Najczęściej są już w podeszłym wieku. Ochraniając bloki, budowy czy centra handlowe po prostu dorabiają do emerytury. Wspólnoty mieszkaniowe zatrudniają ich zwykle po to, by poprawić samopoczucie lokatorów i stworzyć pozory bezpieczeństwa. Bo ich praca zwykle, przynajmniej w tych nowoczesnych blokach, polega na kręceniu się w kółko i odbijaniu karty w miejscach kontrolnych. Ich rola, z pozoru marginalna, dla lokatorów wcale taka nie jest. Bo: odbierają paczki, przekazują klucze, wiedzą co i u kogo słychać. Dlatego mieszkańcy jednego z warszawskich osiedli murem stanęli za ochroniarzem, którego chciano zwolnić. Dopięli swego. Został.



Na początku roku zawrzało, gdy okazało się, że wzrosła płaca minimalna i chroniącym nasze domostwa trzeba płacić więcej. Niektóre spółdzielnie ograniczyły liczbę ochroniarzy, inne w ogóle z nich zrezygnowały. Oto historie, które pokazują, że najlepszy monitoring osiedla, najbardziej wścibska sąsiadka, nie dorównają ochroniarzowi. Wiedzą więcej, niż nam się wydaje.

Czy Anita Werner jest wysoka?
Pan Staszek, ochroniarz jednego z ursynowskich bloków, zaczepia Olgę, dziennikarkę, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja.
Olga
mieszkanka jednego z ursynowskich osiedli

Nieważne, czy wracam z pracy, imprezy, urlopu. Koniecznie musi zamienić ze mną kilka słów o polityce i próbować wypytać mnie o tajemnice gwiazd TVN. Na przykład docieka, czy Anita Werner naprawdę jest wysoka albo czy prawdą jest, że Magda Gessler była z Adamczykiem.

Ochroniarz jest przekonany, że skoro Olga jest dziennikarką, to załatwi jemu albo innym sąsiadom jakąś sprawę. – Bo przecież "pani bliżej polityków" – powtarza za panem Staszkiem. Ale ta znajomość jest czasami korzystna także dla Olgi. – Dzięki niemu nie muszę chodzić na pocztę po polecone, bo zachowuje się trochę jak członek rodziny i odbiera za mnie. Potem mi je przekazuje – mówi. Ochroniarz doskonale wie, kogo może wpuścić do bloku. Na przykład rodzicom Olgi drzwi otwiera jeszcze zanim zadzwonią. Pomógł też w innej sprawie. – Studenci wynajęli mieszkanie w mojej klatce. Byli nie do zniesienia i pan Staszek wysłał pismo do wspólnoty i w ogóle był kluczowym świadkiem – mówi Olga.

Wie, kto ma dziecko, kogo nie ma nocami

Bartosz ma w bloku trzech ochroniarzy. Ale osobistą relacje ma z dwoma. Wszystko zaczęło się od tego, że pozwolili mu parkować w podziemnym parkingu na kilku miejscach, które i tak zawsze są wolne. – Czasami nawet sam nie potrzebuję, a wychodzą z inicjatywą i wpuszczają – opowiada. W zamian Bartosz podrzuca im co jakiś czas czekoladę, piwo albo mały upominek na święta. Zdarza się, że mijając budkę ochrony zachodzi, żeby się przywitać lub wymienia się ze stróżującymi uśmiechami.
Bartosz
mieszkaniec jednego z ursynowskich osiedli

Wieczorami, gdy jest spokojniejsza chwila, trochę pogadamy. Dużo lepiej mieć taką życzliwą twarz, która może pomóc, czy to w w odbiorze przesyłki, czy czymkolwiek innym. Niedługo zmieniam miejsce zamieszkania i zupełnie szczerze nie wyobrażam sobie mieć na ochronie osoby, którą będzie się mijać bez słowa.

Ich relacja na tyle się rozwinęła, że ochroniarze pozwalają sobie na drobne żarty. – Gdy czasami jadę w windzie, jeden z ochroniarzy odpala zdalny mikrofon i zagaduje do mnie przez głośnik, przy okazji lekko mnie strasząc – opowiada. Ale czasami Bartosza wręcz przeraża wiedza, jaką ochroniarze mają o lokatorach. – Kojarzą niemal każdego, wiedzą, kto gdzie mieszka i parkuje. Wiedzą, czy aktualnie jest w domu, czy nie. Wiedzą, kto ma dziecko, kogo nie ma nocami, kto przyjeżdża czasami, kto sprzedaje mieszkanie (ale chce bardzo drogo), kto jest chamski, a kto kulturalny. Jeden ochroniarz raz sam z siebie zapytał mnie, co tam u mojej dziewczyny, bo już dawno jej nie widuje i czy jakaś kłótnia była – nie kryje zdumienia.

Wie, kto choruje na serce

Pan Sławek o mieszkańcach bloku wie dosłownie wszystko. To od niego Katarzyna dowiedziała się, że przed szczytem NATO ich mieszkanie odwiedziła policja, czy że był odczyt liczników, listonosz. – Donosi o wszystkim jeszcze zanim zobaczę kartkę w drzwiach – zaznacza. Przed parapetówką to właśnie pan Sławek uświadomił Katarzynę i jej chłopaka, komu szczególnie hałas może przeszkadzać.
Katarzyna
mieszkanka bloku zlokalizowanego w centrum Warszawy

Po prostu powiedział mi, kto jest chory na serce, z założeniem, że takiemu bardziej przeszkadza hałas. Pan Sławek wie, jak się nazywa kot sąsiadki i ile kotów miała przed nim: jeden wyskoczył przez balkon, drugi wyszedł i nie wrócił, więc ten obecny chodzi tylko po klatce.

Jolanta docenia ochroniarzy, którzy pracują w jej bloku. – Nie są wścibscy, aczkolwiek wszystkich znają i wszystko wiedzą. Zakupy, paczki, przesyłki – wszystko można u nich zostawić – mówi Jolanta. Często zdarza się, że wchodzi do bloku i pyta, czy jej córki bawią się na patio. – Panowie patrzą w kamerę i odpowiadają. Doceniam, że są – podkreśla.

Wie, że to obrotna dziewczyna, a tamta zarabia grosze

Pan Stanisław do najmłodszych już nie należy. To siwy, zarośnięty dziadek, z długą brodą i rozbrajającym uśmiechem. Jest wątły, chudy i ma niedowład prawej ręki. To pozostałość po wypadku. Ale najczęściej powtarza jedno zdanie "Życie jest piękne" i prosi, by się za niego wyspać. Stanisław jest ochroniarzem w dużym bloku z płyty, który dumnie stoi w centrum Warszawy. Na co dzień przesiaduje w małej budce – stróżówce, która znajduje się przed budynkiem. Kiedy Ania wprowadziła się do bloku, to od razu pan Stanisław wiedział, że ta panienka jest nową lokatorką. Zagadywał, wypytywał, zapamiętywał.
Anna
mieszkanka bloku, który znajduje się w centrum Warszawy

Zawsze uprzejmy, nigdy nie widziałam go zdenerwowanego. Nawet, gdy źle się czuje, zagada i pożyczy "zdrówka". Dzięki tej uprzejmości ludzie mu ufają i dużo mówią o sobie - a on potem wie, że ten biedny Żyd z piętra któregoś tam ma stwardnienie rozsiane, a taki chłopak fajny

Pan Stanisław wie także, że tamta Ukrainka z piątego piętra zarabia grosze, ale żałuje jej, bo zdążył dostrzec, że obrotna z niej dziewczyna. Wyliczył, że do babci z 10. piętra już po raz n-ty przyjechała karetka. Latem pan Stanisław sprzedaje biedronkowe piwo spod lady, a jak zapomni się portfela, to poratuje groszem, na imieniny dał Ani czekoladę. – To dusza człowiek, anioł mojego bloku. Czasem rzuci pikantnym żartem, ale nigdy nie przekracza granic dobrego smaku – podkreśla Ania.

Praca jako ochroniarz to wcale nie taki łatwy kawałek chleba. – Latem stróżował kilka dni pod rząd. Zasypiał ze zmęczenia. Kiedyś nawet się zmartwiłam, bo myślałam, że zasłabł, czy coś mu się stało. A on po prostu tak mocno spał, że nie można go było dobudzić – dodaje Ania.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...