Dlaczego Tusk przyjechał do Warszawy i wzbudził takie wielkie emocje? Zaczęło się od politycznego rewanżyzmu

Wizyta Tuska w stolicy wzbudziła zaskakujące dla wielu emocje.
Wizyta Tuska w stolicy wzbudziła zaskakujące dla wielu emocje. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Były premier pewnie pracowałby teraz w Brukseli, gdyby nie jedna decyzja warszawskiej prokuratury. Tusk zeznaje dzisiaj jako świadek w śledztwie, które dotyczy rzekomej współpracy polskiego i rosyjskiego wywiadu.

Zapytacie, co premier, którego przyjazd wywołał dzisiaj wręcz awanturę na Dworcu Centralnym, ma do rozgrywek pomiędzy wywiadami dwóch państw. Otóż prokuratura sprawdza, czy Służba Kontrwywiadu Wojskowego oraz Federalna Służba Bezpieczeństwa z Rosji nie współpracowały ze sobą bez wymaganej zgody premiera. SKW musi mieć taką zgodę na współpracę z każdym obcym wywiadem, nie tylko rosyjskim. A skoro takiej zgody miało nie być, a współpraca miała istnieć, to Donald Tusk staje się istotnym świadkiem w sprawie.

Oczywiście wielu przeciwników Tuska o tym dzisiaj zapomniało – dla wielu zwolenników PiS były premier przyjechał dzisiaj jako oskarżony w tej sprawie, a nie świadek.

Historia ciągnie się od dłuższego czasu. "Gazeta Wyborcza" już w zeszłym roku poinformowała o zarzutach, które usłyszeli m.in. były szef SKW gen. Janusz Nosek i jego następca gen. Piotr Pytel. Zarzuty oczywiście dotyczyły współpracy z Rosją. To efekt audytu, który w SKW przeprowadzili ludzie Macierewicza po przejęciu władzy przez PiS.

Rozmowy między SKW a FSB miały rozpocząć się jeszcze w 2010 roku – po katastrofie smoleńskiej, kiedy było konieczne ustalenie statusu polskich oficerów przebywających w Mokswie. Ponadto współpraca miała dotyczyć współpracy przy zagranicznych misjach NATO i ONZ, w tym według TVN ewakuacji polskich żołnierzy z Afganistanu. Sam Nosek zarzuty uznał za absurdalne.

Drugie podejście
Tusk w prokuraturze miał się zjawić już wcześniej. Pierwotnie miał bowiem wyznaczony termin na 15 marca. Niedługo po prestiżowej porażce 1:27 polskiego rządu w Brukseli. Tamto wezwanie pojawiło się dość nieoczekiwanie, wiele osób odebrało to jako polityczny rewanż. Kaczyński odpowiadał na te zarzuty, że po prostu w "wielu obecnie toczących się postępowaniach nazwisko Donalda Tuska się przewija".

Mimo wszystko wtedy szef Rady Europejskiej poinformował jednak, że nie może się stawić, ponieważ będzie brał udział w sesji Parlamentu Europejskiego. Tam prezentował informację dotyczącą szczytu UE, który odbył się kilka dni wcześniej.

Na drugi termin Tusk już się zgodził. Jak sam zaznaczył na Twitterze, z tego powodu ostatnie dni to dla niego "niezły maraton".

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...