"Tusk pokazał wczoraj, że jest ludzkim panem". Bezwarunkowy talent i PR-owy majstersztyk

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk po wyjściu z prokuratury
Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk po wyjściu z prokuratury Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Donald Tusk na własną korzyść przekuł coś, co zapewne w pierwotnym zamiarze PiS miało go pogrążyć. Pokazał, że proste gesty: wpięty żółty żonkil, spacer zamiast limuzyny i rozmowy z przechodniami, są jego największą polityczną siłą. – Bez wątpienia atutem Tuska było to, że potrafił zejść z piedestału. Nie mówił, że jesteśmy "ludzkie pany" i nie rzucał innym, że są "chłopcami z podwórka", jak Jarosław Kaczyński. Potrafił przełamać dystans z innymi i zachować dystans do siebie – skwitował w rozmowie z naTemat Jarosław Flis, politolog i socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk zjawił się wczoraj w warszawskiej prokuraturze, gdzie aż przez 8 godzin i 20 minut był przesłuchiwany jako świadek w śledztwie dotyczącym współpracy między Służbą Kontrwywiadu Wojskowego i rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa, o której miał nie wiedzieć. Od kilku dni jego zwolennicy szykowali się na huczne powitanie byłego premiera. – To wszystko, co w zamyśle przeciwników Tuska miało stać się jego upokorzeniem, wyszło zupełnie odwrotnie – zauważa Jarosław Flis.
Jarosław Flis
politolog i socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego

Oni (PiS i przeciwnicy Tuska - red.) oczywiście próbują jakoś obrócić to na jego niekorzyść, ale widać po skali zaangażowania po obydwu stronach, że tak to nie działa. Oczywiście można mówić, że to hucpa. Bez wątpienia ta sprawa jest czymś, co jest problemem wielokrotnie większym dla PiS, niż dla PO.

Nazajutrz zagraniczna prasa obwieściła, że Tusk "zamienił przesłuchanie w triumfalny pochód" ("Der Spiegel"). – To PR-owy majstersztyk – ocenia w rozmowie z naTemat Wiesław Gałązka, specjalista ds. PR z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. I punktuje, że były premier w ten sposób przypomniał o sobie Polakom. – Nazywając to słowami Kaczyńskiego, Tusk pokazał, że potrafi być "ludzkim panem" – ironizuje Gałązka. Ale po kolei.

Pociąg zamiast samolotu

Donald Tusk po 7. wyruszył z Sopotu do Warszawy. Wybrał pociąg, zajął miejsce w drugiej klasie. Czas podróży wykorzystał na rozmowy z innymi pasażerami, chętnie pozował do zdjęć, o które ci go prosili. Niechętnie zaś odpowiadał na pytania dziennikarzy. Kiedy padło to o to, dlaczego wybrał pociąg, odparł tylko, że z Gdańska do stolicy pendolino jeszcze nie jechał, a "czuje się jakoś ich ojcem".

To pierwszy prosty, ale znaczący gest: prezydent Europy wybrał pociąg, a nie samolot. – Pokazywał, że jedzie pociągiem, chociaż nasi dygnitarze rozbijają się limuzynami i samolotami – punktuje Gałązka. Choć przypomina także, że jako premier również latał samolotami z Warszawy do Gdańska. – Tusk jawi się skromniej, niż obecna władza – dodaje specjalista ds. PR.

Spacer zamiast limuzyny

W Warszawie Tusk zjawił się przed południem. Powitały go tłumy zwolenników, jak i przeciwników. W drogę do prokuratury ruszył z tymi pierwszymi. Nie unikał kontaktu z ludźmi, przybijał piątki, żartował, uśmiechał się. – Na pewno spacer jest o wiele lepszym rozwiązaniem, niż gdyby przyjechał limuzyną. Bez wątpienia Tusk potrafi wykorzystać swoje atuty, pewność siebie. To ona jest warunkiem niezbędnym, żeby zdecydować się na taki krok. I żeby nie wyszło śmiesznie, jak to było kiedy Napieralski jeździł na rowerze – zauważa Jarosław Flis. – Podczas tego spaceru miał okazję na rozmowy z ludźmi. Utrwalił w ten sposób swój wizerunek jako osoby, która jest znana i lubiana. Pokazał, że jest swoim chłopem. Bo ma dar nawiązywania relacji z ludźmi. Zgodnie z zasadami PR, można powiedzieć, że potrafił zrobić coś z niczego – ocenia Wiesław Gałązka.
Żółty żonkil na piersi
Wczoraj w oczy rzucał się wpięty w ciemną marynarkę Tuska żółty żonkil, symbol upamiętnienia rocznicy powstania żydowskiego w warszawskim getcie. To również niewielki gest, ale przez wielu odczytywany jako przywiązanie byłego premiera do Polski, Warszawy, historii.
Wiesław Gałązka
specjalista ds. PR w Dolnośląskiej Szkole Wyższej

To ma znaczenie symboliczne. PiS ma wśród swoich zwolenników także ludzi zbliżonych do ONR, o nastawieniu nacjonalistycznym, a wręcz antysemickim. Pamiętamy o tych perypetiach związanych ze spaleniem kukły Żyda, obroną tego sprawcy przez kolegów pana Ziobry. Trudno sobie wyobrazić, żeby pan Tusk sprawując taką funkcję, nie zadeklarował zrozumienia i refleksji, którą powinniśmy mieć w związku z rocznicą powstania w getcie.


Kawa i herbata po wyjściu z prokuratury

Po ponad 8 godzinach przesłuchania w prokuraturze Tuska dorwali dziennikarze. Odparł szybko, że "nie jest upoważniony do udzielania jakichkolwiek informacji na temat śledztwa", więc "musi pozostać dyskretny". Pytany, czy jego przesłuchanie ma charakter polityczny, odpowiedział tylko: – Cała sprawa ma charakter wybitnie polityczny. Ale nie omieszkał też dorzucić: – Nie mogę narzekać na gościnność prokuratury, dostałem kawę i herbatę, wodę.
– Donald Tusk jest człowiekiem dowcipnym, co pokazał wychodząc z prokuratury. To zabrzmiało tak, jakby druga strona – prokuratura, PiS była bohaterami jakiejś groteski. Tusk w ten sposób sobie z nich zadrwił – uważa Wiesław Gałązka. Choć oczywiście nie tylko w pozytywny sposób odebrano jego komentarz. Pojawiły się też zarzuty o wymuszoną spontaniczność i poczucie wyższości.

Kampania prezydencka trwa w najlepsze?

Szybko pojawiły się głosy, że Tusk w środę rozpoczął kampanię prezydencką. Ale Jarosław Flis ma jedną słuszną uwagę: – Kampania prezydencka zaczęła się już wcześniej. PiS rozpoczęło tę kampanię zgłaszając nieskuteczne weto w stosunku do Tuska (reelekcja na szefa RE – red.) – kwituje Flis. I bez wątpienia wskazuje byłego premiera jako naturalnego kandydata w wyborach prezydenckich w 2020 roku. – Po jednej i drugiej stronie jest oczywiste i to widać i w "Uchu Prezesa", i we wszystkich innych sytuacjach, po każdej ze stronbarykady – kwituje Flis.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...