W polskich kinach uznali, że już zarabiamy jak Niemcy. Zobaczcie ceny biletów i trzymajcie się za portfele

Za kino płacimy więcej niż Niemcy.
Za kino płacimy więcej niż Niemcy. Fot. Marcin Stepien / Agencja Gazeta
Wyjście do kina w sobotni wieczór na ósmą część "Szybkich i wściekłych" będzie kosztować już 37,90 zł w Multikinie Złote Tarasy. Ta sama rozrywka kosztuje w Polsce więcej niż w jednym z najlepszych kin Berlina, Cinemaxx.

Tej wiosny narzekania na ceny biletów mają szanse przebić temat numer jeden w dyskusjach kinomaniaków "że nie leci nic ciekawego". Bilet normalny na weekendowy seans kosztuje już prawie 38 złotych . To więcej niż za normalny bilet płacą berlińczycy odwiedzający Cinemaxx – podobne sieciowe kino. Tam bilet normalny kosztuje 8,60 euro, czyli po przeliczeniu na złotówki około 36,5 zł. To cena podstawowa, bez dopłaty (0,50 do 2,50 euro) w zależności od tego czy pokaz to premiera. Szokuje o tyle, że w zestawieniu z zarobkami i siłą nabywczą Niemców, kino to dla nich rozrywka około 4 razy tańsza.

Podobnie wysokie ceny wprowadziła właśnie inna z największych sieci w Polsce Cinema City. Co ciekawe, sieć Helios należąca do Agory nie przeskoczyła w cenach bariery 30 złotych. O to, skąd taka kalkulacja cen, zapytaliśmy rzecznik Multikina Natalię Kaletę-Nguyen: - Multikino tak jak bardzo wielu operatorów kinowych na świecie różnicuje ceny biletów w zależności od: lokalizacji kina, dnia tygodnia, rodzaju filmu i jego popularności oraz od tego, czy jest grany przedpremierowo, premierowo lub czy jego premiera była już kilka tygodni wcześniej – odpowiedziała rzecznik nie wyjaśniając jednak skąd te 37 zł.

Z jej odpowiedzi wynika z tego, że jeśli mieszkacie w Warszawie to naturalne jest, że musicie płacić więcej. Ponadto jest przecież tyle sposobów na "potanianie biletów". Na przykład możecie zacząć chodzić do kina np. w środy, czy poniedziałki, zamiast w soboty. Możecie też zacząć jeść batoniki Kinder Bueno, a wtedy w czwartek bilet będzie najtańszy (trzy batoniki = bilet za 12 zł). Możecie też zaplanować odwiedzenie ciotki/babci/stryja w Kielcach lub w Bydgoszczy i tam wybrać się do kina (także będzie taniej).

Jeszcze niedawno operatorzy kin twierdzili, że jedynym ratunkiem dla naszych portfeli jest zaakceptowanie serii reklam przed seansem. Wpływy z nich to sposób utrzymanie niższych cen. Właśnie runął ten mit.

Widocznie operatorzy zauważyli, że do kin wybiera się coraz więcej Polaków. A skoro tak, to będzie można swobodnie przetestować próg bólu i sięgnąć głębiej do kieszeni klientów. W 2016 roku frekwencja wyniosła 52 mln widzów, rekord od wielu lat (dane Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej). Rok wcześniej kina odwiedziły 44 mln osób. Co ciekawe, jeszcze w ubiegłym roku najdroższe bilety sprzedawano po 31 zł. W tym biznesie od pewnego czasu pojawiło się sporo dodatkowych opłat: złotówka za zakup biletu przez internet, 4 zł dopłaty za miejsca VIP, 3 zł za okulary do oglądania filmów w wersji 3D. Wraz hiperdrogim popcornem, ultrakosztowną popitką, to teraz zapewne najbardziej zyskowna masowa rozrywka.

Do tej pory "międzynarodowymi cenami" szczyciły się nasze muzea: Malbork i Wawel.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...