Czeski film w Bochni. Wystarczyła plotka o przyjeździe Szydło, by zakończyć prace archeologiczne

Stanowisko archeologiczne w Bochni musi zostać zamknięte do piątku.
Stanowisko archeologiczne w Bochni musi zostać zamknięte do piątku. Przemysław Taranek
W tej sprawie jedno jest pewne – stanowisko archeologiczne na rynku ma być zamknięte miesiąc wcześniej niż planowano. Oficjalnie dlatego, że już za trzy tygodnie do Bochni mieli przyjechać Prezydent i Premier, więc władze miasta przygotowują się na ich przybycie. Tyle że do dziś nie wysłano im zaproszeń...

Bochnia – jedno z najstarszych miast w Małopolsce, gdzie od wieków wydobywano sól. Właśnie za sprawą „białego złota” miasto w średniowieczu było bogate i prężnie się rozwijało. Podupadać zaczęło dopiero w drugiej połowie XVI wieku. Dziś liczy około 30 tysięcy mieszkańców. Można się spodziewać, że 19 maja wielu z nich przyjdzie na piknik organizowany przez Komendę Wojewódzką Straży Pożarnej z okazji Dnia Strażaka.



Wczoraj media obiegła wiadomość, że spodziewany jest przyjazd do Bochni prezydenta Dudy i premier Szydło. Z tego powodu mają do końca miesiąca zastać zamknięte prace archeologiczne. – Nam pracy wystarczyłoby jeszcze na rok. A prawda jest taka, że jakbyśmy mieli trzy lata to też byśmy się nie nudzili – przyznaje Paweł Klóska, jeden z archeologów, którzy na rynku bocheńskim szukali śladów po dawnym ratuszu miasta. Kopać mieli jeszcze przez miesiąc, tyle czasu mieli według umowy z gminą. Burmistrz postanowił pozbyć się naukowców o miesiąc wcześniej. Jak zapewnia, zrobił to na wniosek powiatowej komendy Straży Pożarnej.

To o tyle ciekawe, że w powiatowej komendzie nic na ten temat nie wiedzą. Oficer dyżurny, w porozumieniu z rzecznikiem zapewnia w rozmowie z naTemat, że nie prosili o zakończenie prac archeologicznych. – Wnioskowaliśmy jedynie o udostępnienie płyty rynku. I to nie całego, wystarczyłby nam kawałek – tłumaczy. Dodaje, że jeśli ktoś mógł prosić o wyrzucenie naukowców, to może z komendy wojewódzkiej.
– My na pewno o nic takiego nie wnioskowaliśmy. Straż Pożarna jest formacją bardzo mobilną, przygotowaną do działania w różnych warunkach, dalibyśmy sobie radę nawet wówczas, gdyby część placu była wciąż zajęta przez archeologów – twierdzi z kolei kapitan Sebastian Woźniak, rzecznik małopolskiej komendy Straży Pożarnej. Zapewnia, że wojewódzka komenda nie ma nic wspólnego z decyzją o wcześniejszym zakończeniu prac archeologicznych.

Głównym celem naukowców było odnalezienie na rynku śladów po XIV-wiecznym ratuszu miejskim, rozebranym przez Austriaków pod koniec XVIII wieku. Wtedy też zburzono resztki murów miejskich i dwa bocheńskie kościoły. Archeologowie cieszyli się na samą myśl o tym, że uda się umiejscowić historyczny ratusz na mapie miasta. – Ostatnie plany miejskie na których było go widać pochodzą z XVII wieku, ale te mapy nie są zbyt dokładne – twierdzi Klóska.
Na miejscu archeologom udało się odkopać liczne artefakty, ale nie one były dla nich najważniejsze. – Najbardziej nam zależało na określeniu, gdzie dokładnie stał historyczny ratusz. Gdybyśmy mieli więcej czasu to moglibyśmy spenetrować jego piwnice, które już częściowo udało nam się odkryć – mówi w rozmowie z naTemat Paweł Klóska.

Wykopaliska ruszyły w marcu tego roku i miały potrwać trzy miesiące. To bardzo mało czasu, tym bardziej, że pogoda nie rozpieszczała naukowców. Długa zima, później ulewne deszcze utrudniały prace. Przemysław Taranek, reporter radia Zet, który był wczoraj na rynku w Bochni twierdzi, że dopiero dokopano się do murów piwnicznych. – Ale nawet okiem laika widać, że do końca prac - przynajmniej wczoraj - było jeszcze daleko. A dziś leje – dodaje.

Gospodarzem terenu jest gmina. Asystent burmistrza Bochni Andrzej Koprowski nie jest zdziwiony tym, że archeologowie najchętniej pozostali by na placu dłużej. – Gdy w Krakowie odkopano jakiś fragment piwnic to natychmiast go zakopano. Gdyby tam weszli archeologowie to mogliby siedzieć nawet kilka lat, a przecież takie wykopaliska są bardzo uciążliwe zarówno dla instytucji, które znajdują się w pobliżu, jak i zwykłych mieszkańców – tłumaczy Koprowski. – Bochnia to stare, średniowieczne miasto i gdzie by wbić łopatę, to zawsze coś się znajdzie – dodaje.

Na 19 maja zaplanowano w Bochni Dzień Strażaka. Tego dnia oddana zostanie do użytku powiatowa komenda Straży Pożarnej przy ulicy Poniatowskiego, którą właśnie rozbudowano. Uroczystości zaczną się od mszy, później na rynku będą wręczane nagrody i awanse bocheńskim strażakom. Będzie defilada, orkiestra, baloniki i wozy strażackie do zwiedzania dla chętnych. – Liczymy, że mieszkańcy Bochni tłumnie przyjdą na festyn, przecież będziemy tam honorować strażaków, którzy na co dzień dbają o ich bezpieczeństwo – mówi Woźniak.

– Powiedziano nam, że trzeba wcześniej skończyć prace z uwagi na to, że na uroczystości spodziewane jest przybycie premier Szydło i Prezydenta Dudy – mówi Klóska. Na ich przyjazd rynek ma być jak nowy, bez straszącej na środku dziury po wykopaliskach. Tymczasem jednak Kancelaria Prezesa Rady Ministrów już zdążyła zdementować tę informację. 19 maja Beata Szydło będzie przebywała z wizytą w Chinach i żadnym sposobem nie będzie mogła być w dwóch miejscach jednocześnie. Kancelaria Prezydenta na razie milczy w tej sprawie.
Skąd zatem te doniesienia? Burmistrz twierdzi, że oni tylko dają teren, na którym odbędzie się festyn, ale nie ogłaszają listy gości. – Goście? Nie, my tylko organizujemy piknik, po listę gości proszę się zwracać do komendy wojewódzkiej – twierdzi oficer dyżurny z powiatowej komendy PSP. – Nie, nie wysyłaliśmy zaproszeń. Dopiero trwają ustalenia w tej sprawie – twierdzi Sebastian Woźniak. To o tyle dziwne, że piknik zaplanowano kilka miesięcy temu i takie zaproszenia już dawno temu powinny zostać wysłane.

Nieoficjalnie mówi się o tym, że starosta jest osobą związaną z ważnymi politykami Prawa i
Sprawiedliwości i to on mówił o przybyciu tak ważnych gości na obchody Dnia Strażaka. – Ktoś te zapowiedzi o przyjeździe Szydło i Dudy potraktował jako pewnik i zarządził zasypanie dziury i malowanie trawy na zielono. A teraz nie ma nikogo, kto by się przyznał, że to on za tym stoi – tłumaczy Przemysław Taranek.

Nasi rozmówcy wskazują na jeszcze inne możliwe wytłumaczenie zaistniałej sytuacji. Władze miasta skorzystały z nadarzającej się okazji, by pozbyć się archeologów z rynku. Tak czy inaczej, archeologom zostało kilka dni na zakończenie prac. – Mamy nadzieję, że przy okazji rewitalizacji rynku będziemy mogli tam wrócić. Teren rynku wymaga dokładniejszego przebadania – podkreśla archeolog Paweł Klóska.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...