"Niech mnie pan stąd weźmie”. Ta historia o konaniu i znieczulicy personelu domu opieki wzrusza i przeraża

Witold Jacórzyński prosi o pomoc w walce ze znieczulicą personelu domu opieki w Siennicy.
Witold Jacórzyński prosi o pomoc w walce ze znieczulicą personelu domu opieki w Siennicy. Pixabay
Historię opisał filozof Witold Jacórzyński, filozof i antropolog, od 23 lat mieszkający w Meksyku. Bada tam kulturę Indian, do Polski przyjechał do ciężko chorej matki. To co zobaczył i opowiedział zmroziłoby najtwardsze serca.

Matka Jacórzyńskiego po krótkim pobycie w szpitalu Bielańskim w Warszawie trafiła do domu opieki w Siennicy. Siostra pana Witolda nie była w stanie sama zajmować się matką, wymagającą fachowej opieki. Kierując się opiniami znalezionymi w internecie próbowała znaleźć dla matki najlepszą placówkę opiekuńczą, po czym o swoim wyborze zawiadomiła brata.

Szanowni Państwo, na prośbę mojego wieloletniego przyjaciela Witolda Jacórzyńskiego zamieszczam jego wstrząsający...

Opublikowany przez Andrzej Saramonowicz na 26 kwietnia 2017
na prośbę mojego wieloletniego przyjaciela Witolda Jacórzyńskiego zamieszczam jego wstrząsający...

Opublikowany przez Andrzej Saramonowicz na 26 kwietnia 2017

Pan Witold przyjechał do Polski. W Siennicy znalazł ładny dom, z ogrodem. Pensjonariusze wyciągali ręce po papierosy, biorą po dwa, po trzy. Jedna pani błagała go, żeby ją stąd zabrał. Na miejscu zderzył się z biurokratyczną ścianą. Personel nie chce udzielić mu informacji o stanie zdrowia matki, tylko dlatego, że umowę podpisywał nie on, tylko jego siostra. Dobrze, że matka jeszcze go poznała i mogła za niego poświadczyć. Choć nie miała już sił podpisać podstawionego jej dokumentu.


Witold Jacórzyński podejmuje decyzję o przeniesieniu matki do domu. Jest przekonany, że będzie jej tam lepiej, już planuje, w jaki sposób zapewnić jej najlepszą możliwą opiekę. Musiał jednak zrewidować plany, gdy okazało się się, że stan zdrowia matki się pogorszył i próba przenosin może przysporzyć matce dodatkowych cierpień.

W międzyczasie okazało się, że pan Witold złamał kilka punktów regulaminu. Personel uniemożliwia mu widzenie z umierającą matką, dopiero interwencja policji sprawiła, że mógł wejść do pokoju i podtrzymać umierającą za rękę -ale jedynie w obecności siostry. A i tak pracownica próbowała go wyprosić. Gdy w pewnym momencie matka umiera, zwrócił na to uwagę stojącej za nim pielęgniarce. Ta spojrzała mu przez ramię i powiedziała zimno: "No właśnie. Nie żyje”. Brakowało tylko, żeby kazała mu się wreszcie wynosić.

Następnego dnia okazało się, że ani pan Witold, ani jego siostra nie mogą nawet wybrać zakładu, który przygotuje pogrzeb ich matki. Takie sprawy załatwia dom opieki, na podstawie jednego z zapisów umowy, jaką podpisała siostra pana Witolda. Gdy oddawała chorą matkę do domu opieki nie myślała o pogrzebie tylko o tym, że może matka nabierze sił i wyzdrowieje.

Pan Witold też przegrzebał internet w poszukiwaniu opinii o domu w Siennicy. I znalazł takie, których nie zobaczyła wcześniej jego siostra. "Do tej placówki nie oddałbym najgorszego wroga (…) zimą temperatury spadają nawet do 15 stopni, (…) stanowczo odradzam wszystkim pobyt w tej placówce” – napisał anonimowo jeden z ... byłych pracowników.

Teraz pan Witold szuka innych osób, która tak jak on czują się poszkodowane przez dom opieki w Siennicy. "Jestem pewien, że powinniśmy coś zrobić, czego regulamin Siennicy nie obejmuje: opisać bezduszność, przede wszystkim po to, by ją powstrzymać. Pomóżcie mi, bo sam nie dam rady. Ale wierzę, że trzeba tak postąpić. Bo inaczej nic nie ma sensu” – kończy swoją opowieść na Facebooku Witold Jacórzyński. Wiele komentarzy wskazuje na to, że jego przypadek nie jest odosobniony. Dyrekcja dom opieki z Siennicy na razie nie zajęła stanowiska.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...