"Umieranie po polsku. Chce się wyć z bezradności". Ta historia poruszyła tysiące osób. Sprawdzamy, czy tak musiało być

"Umieranie po polsku. Chce się wyć z bezradności". Ta historia poruszyła tysiące osób
"Umieranie po polsku. Chce się wyć z bezradności". Ta historia poruszyła tysiące osób Fot. google.pl/maps oraz Facebook.com i polki.pl
Ten ośrodek był kontrolowany przez służby Wojewody Mazowieckiego i doszukano się tam nieprawidłowości. Placówka ta od dawna była negatywnie oceniana w internecie przez anonimowych byłych pracowników oraz rodziny pacjentów. To wszystko dość szybko da się znaleźć zanim odda się tam najbliższą osobę. A jednak – ośrodek ten wciąż ma pełne obłożenie łóżek.

Chodzi o NZOZ Millenium Zakład Pielęgnacyjno-Opiekuńczy w Siennicy koło Nasielska. O ośrodku tym zrobiło się głośno za sprawą znanego filmowca, Andrzeja Saramonowicza (piszemy o tym tutaj). Zamieścił on bowiem na Facebooku wstrząsający tekst jego przyjaciela – mieszkającego od prawie ćwierć wieku w Meksyku profesora filozofii i antropologii Witolda Jacórzyńskiego. "Umieranie w Siennicy" to szokujący opis kilku dni wizyt prof. Jacórzyńskiego w ośrodku koło Nasielska, do którego trafiła jego mama.

Szanowni Państwo, na prośbę mojego wieloletniego przyjaciela Witolda Jacórzyńskiego zamieszczam jego wstrząsający...

Opublikowany przez Andrzej Saramonowicz na 26 kwietnia 2017
Komentujący ten opis internauci są zaszokowani opisywaną bezdusznością personelu ośrodka. Wstrząśnięci tym, jak według relacji traktowani są pensjonariusze placówki – i ci, którzy są w stanie poruszać się o własnych siłach, i ci, którzy są przykuci do łóżek i skazani na pomoc z zewnątrz. I opisem samej śmierci.
Witold Jacórzyński pisze, że jego mama do ośrodka trafiła w stanie "znośnym", początkowo dobrze się czuła "w tym domu przypominającym szlachecki dworek", a jedzenie jej smakowało. To wszystko profesor opisuje na podstawie relacji innych osób, bo gdy on sam przyjechał do swojej mamy z Meksyku, jej stan był już ciężki (w ośrodku w Siennicy umieściła ją jego siostra). Matka poznała go, ale przeżyła jeszcze tylko kilka dni.
Dla Jacórzyńskiego były to dni bardzo ciężkie nie tylko ze względu na to, że były to ostatnie chwile mamy. Profesor skarży się też, że miał problemy z personelem placówki, który po paru dniach od jego przyjazdu nie chciał go już wpuszczać do środka. Dlaczego? Bo złamał regulamin Zakładu. Jak sam przyznaje – rozdawał papierosy pacjentom ośrodka (choć pielęgniarka go upominała), a także uczęstował ich... piwem.
Dopiero następnego dnia po tym, jak pielęgniarka oświadczyła, że złamał regulamin, kupując piwo pacjentom ośrodka, prof. Jacórzyński poszukał opinii w internecie na temat Zakładu Millenium w Siennicy. To, co przeczytał, przeraziło go. Rzeczywiście – w internecie są tylko i wyłącznie złe opinie o tym ośrodku. Ich anonimowi autorzy przedstawiają się jako bliscy pacjentów tej placówki.
Co więcej, w ostatnim czasie pojawiły się w internecie opinie osób, które przedstawiają się jako byli pracownicy Zakładu Millenium w Siennicy. Z ich relacji wynika, że właściciele ośrodka próbują na wszystkim zaoszczędzić i dlatego kuleje jakość opieki nad osobami, które są w poważnym stanie.

Do tej placówki nie oddałabym najgorszego wroga. I nie chodzi mi o opiekę. Bo wszyscy starają się najlepiej jak potrafią. Ale właściciele są sknerusami. Lekarze bez uczuć. Nie zależy im na dobru pacjenta. Liczy się tylko kasa. Oszczędzają na wszystkim: na lekach, posiłkach, ogrzewaniu. Zimą temperatury na 1 piętrze spadają nawet do 15 stopni. Jedzenie z krótkim terminem przydatności w ograniczonych ilościach. (...)

Stanowczo odradzam pobyt bliskiej tam osoby... Jedna wielka tragedia.(...) Umieralność to chyba tam jest większa niż w hospicjum tak naprawdę. (...)

fragmenty opinii osób przedstawiających się jako byli pracownicy placówki w Siennicy
Do anonimowych opinii w internecie oczywiście należy podchodzić z rezerwą. Znacznie bardziej wiarygodne są, rzecz jasna, urzędowe pisma. Na stronach Urzędów Wojewódzkich można znaleźć wyniki kontroli, jakie służby wojewody mają obowiązek przeprowadzać w placówkach wykonujących działalność leczniczą.
NZOZ Millenium Zakład Pielęgnacyjno-Opiekuńczy w Siennicy koło Nasielska, jak wynika z danych w Biuletynie Informacji Publicznej, był kontrolowany co najmniej dwukrotnie, w 2013 i 2016 r. Za każdym razem służby wojewody generalnie pozytywnie oceniały działalność tego ośrodka. Stwierdzano, że jest czysto, że pacjenci otrzymują wyżywienie
Jednak wykryto też niemało nieprawidłowości. Ustalono m.in. że na 50 skontrolowanych dokumentacji medycznych wady są... we wszystkich 50. Strony w dokumentacji nie były numerowane i opatrzone nazwiskiem pacjenta, co oznaczało, że można było jakąś niewygodną stronę usunąć i nie byłoby po tym śladu.



Przy każdej kontroli stwierdzano, że Zakład ten powinien zatrudnić więcej pielęgniarek, aby móc zapewnić należytą opiekę pacjentom. W 2013 roku w ośrodku przebywało 70 osób (zajęte były wszystkie łóżka) i tylko 17 z nich było w stanie funkcjonować samodzielnie, a 6 wymagało stałej pielęgnacji i nadzoru. Zakład zaś zatrudniał w tym czasie tylko 15 pielęgniarek, które musiały chorym zapewnić całodobową opiekę. Mało tego – pielęgniarki te pracowały na niepełnych etatach, a jedna jako wolontariuszka. Dlatego w wystąpieniu pokontrolnym 4 lata temu zalecono zatrudnienie dodatkowych osób do opieki.
W 2016 roku w Zakładzie pracowało już rzeczywiście więcej pielęgniarek: nie 15 a 17. Ale i pacjentów było więcej: nie 70 a 77. Mało tego – w chwili kontroli ośrodek nie miał pozwolenia na opiekę nad taką liczbą osób. Jednak o takie pozwolenie wystąpił i konsekwencji żadnych nie poniósł. Liczbę łóżek w ośrodku zwiększono, nie zapewniono natomiast miejsca, gdzie po śmierci pacjenta należałoby przenieść zwłoki.
Do tego doszły braki w dokumentacji sprzętu medycznego oraz tradycyjne już zalecenie, by ośrodek zatrudnił więcej pielęgniarek.
O tym, że tak funkcjonujący ośrodek należałoby zamknąć, pisze wielu komentujących wpis Andrzeja Saramonowicza. Ale wielu też zwraca uwagę, że wszystkie te informacje można sprawdzić zanim odwiezie się bliską osobę do takiego ośrodka. A jeśli już ktoś do takiego zakładu odda mamę, czy tatę, to – jak dodają niektórzy – wielu przykrych przeżyć można oszczędzić umierającej osobie, gdy się ją regularnie odwiedza. Wtedy łatwiej zauważyć, że opieka jest niewłaściwa i dopilnować tego, aby personel starał się bardziej. Oczywiście – czytając te komentarze, łatwo dojść do wniosku, że wszystko to łatwo się ocenia nad klawiaturą komputera, czy smartfona. A życie często potem weryfikuje te oceny.

Człowiek stary, który ma rodzinę powinien umierać w domu wśród bliskich. (...) Oddawanie w obce miejsce z obcymi ludźmi – to nie bank czy sklep, aby liczyć tak bardzo na profesjonalizm. Możemy potępić domy opieki. Zgadzam się z tym. Można się też pomęczyć trochę że schorowaną matką lub ojcem.

Doprawdy, Pani nie wie o czym pisze i czego od ludzi wymaga. Uprzedzając – ja nie życzę sobie, abym dokonywała ostatnich chwil życia w domowych pieleszach moich bliskich i obciążała ich psychicznie i fizycznie moją agonią (zwłaszcza w dwóch pokojach z kuchnią czteroosobowej rodziny).

To nie jest kraj do życia dla starych ludzi, to nie jest kraj do życia dla osób niepełnosprawnych. Boże, dlaczego nas tak karzesz...

Umieranie po polsku. Chce się wyć z bezradności.

Pamietajmy, że każdy z nas jest potencjalnym klientem tego typu ośrodków, domów, placówek. Dlatego już dziś należy dyskutować o tym i nagłaśniać dobre i karygodne sytuacje. Ps. Mam 35 lat.

"Dom Opieki" – to śmierć. Rychła śmierć. Każdy. I ten mniej, i ten bardziej "luksusowy". Sprawdziło się to w przypadku mojej Mamy i rodziców moich znajomych.

komentarze ze strony Facebook.com/ Andrzej Saramonowicz
A jeśli komuś się wydaje, że ośrodek w Siennicy to miejsce jakiegoś szczególnego okrucieństwa wobec osób starszych i schorowanych, to powinien sobie przypomnieć sprawę placówki ze Zgierza, gdzie podopieczni byli skrajnie zaniedbani, a 6 z nich mogło umrzeć z wygłodzenia.

Z wielu opinii przebija myśl, że ta historia spod Nasielska to taki znak czasów. Kiedyś, gdy ludzie częściej mieli więcej dzieci, gdy dzieci te raczej rzadko wyjeżdżały gdzieś daleko w świat, gdy średnia długość życia była znacznie niższa, gdy ludzie częściej umierali w domach, a nie w szpitalach, gdy trumny z ciałem zmarłego wyprowadzano z ich własnych mieszkań, a nie domów pogrzebowych, to wszystko byłoby nie do pomyślenia.

– Kultura, która zaprzecza umieraniu, uniemożliwia istnienie dobrej śmierci – pisała Amerykanka Caitlin Doughty w książce "Dym wciska się do oczu", która jako młoda dziewczyna zatrudniła się w krematorium. I jeszcze: "Nigdy nie jest za wcześnie, by pomyśleć o śmierci swojej lub bliskich".

AKTUALIZACJA:

Z komendy policji w Nowym Dworze Mazowieckim uzyskaliśmy wyjaśnienia wskazujące, że jedynie prof. Jacórzyński zgłaszał policji jakiekolwiek uwagi w sprawie funkcjonowania ośrodka w Siennicy. Oto treść wyjaśnień, jakie przekazała nam policja:

11 kwietnia br. do Komisariatu Policji w Nasielsku zgłosił się mężczyzna, który oświadczył, że nie został wpuszczony na odwiedziny do krewnej przebywającej w Zakładzie Leczniczo-Opiekuńczym w Siennicy. Na miejsce wraz ze zgłaszającym udała się Dzielnicowa, aby wyjaśnić sytuację. Policjantka na miejscu uzyskała informacje, że dzień wcześniej zgłaszający wszedł na teren placówki będąc pod wpływem alkoholu oraz wniósł ze sobą alkohol czym złamał regulamin Zakładu. Z uwagi na powyższe kolejne odwiedziny będą możliwe tylko w obecności innego członka rodziny. O tym fakcie został poinformowany zgłaszający. Na tym interwencja się zakończyła.

Kolejne zdarzenie miało miejsce 12 kwietnia br. – ten sam mężczyzna zgłosił się do dyżurnego Komisariatu i oświadczył, że będąc w odwiedzinach u swojej krewnej został źle potraktowany przez personel, który wyprosił go z pokoju, powołując się na regulamin placówki. Zgłaszający poprosił dyżurnego komisariatu tylko o odnotowanie tego faktu, ponieważ sprawę będzie kontynuował i wyjaśniał z dyrekcją ośrodka.

Poza tymi zdarzeniami policjanci z Nasielska nie mieli żadnych zgłoszeń dotyczących nieprawidłowej opieki nad pensjonariuszami w/w ośrodka i aktualnie nie jest prowadzone żadne postępowanie w tego typu sprawie.

mł. asp. Szymon Koźniewski; Komenda Powiatowa Policji w Nowym Dworze Mazowieckim

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...