"Zabierają nam bezpieczeństwo. Ludzie są w strachu". PiS rządzi w Warszawie, a nie dostrzega problemów na końcu Polski

Mieszkańcy Bieszczad oburzeni, że wojewoda chce im zabrać karetkę.
Mieszkańcy Bieszczad oburzeni, że wojewoda chce im zabrać karetkę. Fot. Franciszek Mazur / AG
Bieszczady żyją sprawą, której z punktu widzenia Warszawy nie widać, dla wielu może też wydać się ona mało pasjonująca. Ale tam, na końcu Polski, to sprawa życia i śmierci. Wojewoda chce zabrać im karetkę. Jedyną mobilną pomoc SOR. Od razu wyobraźmy sobie te olbrzymie, bieszczadzkie odległości, brak zasięgu komórkowego w wielu miejscach, w sezonie tysiące turystów. Łatwiej będzie zrozumieć oburzenie mieszkańców. Aż dziw, że PiS, który miał być blisko ludzi, do nich nie dociera. W wielu miasteczkach i wsiach są problemy, których władza nie dostrzega.

Do tej pory karetki SOR były dwie. Teraz na dwa powiaty ma zostać tylko jedna. To, jak podkreślają w Bieszczadach, pierwsza i jedyna taka sytuacja w kraju. Decyzję podjął wojewoda z PiS. Od niego wyszły takie informacje. Ludzie dowiedzieli się swoimi kanałami.



– Do nas dotarły pocztą pantoflową. Jeden przekazywał drugiemu, i tak wszyscy się dowiedzieliśmy. To jest zgroza. To zabieranie nam bezpieczeństwa – mówi naTemat Kazimierz Bzdyk, mieszkaniec Lutowisk, którego syn organizuje protesty przeciwko zabraniu karetki.

Likwidacja połączeń autobusowych - żenada Likwidacja karetki - przesada Bieszczady są regionem o bardzo małej gęstości...

Opublikowany przez Grzegorz Zaletański na 24 kwietnia 2017
"Trzeba być kompletnie pozbawionym wyobraźni"
Mieszkańcy – i nie tylko – niemal pukają się w głowę, jak ktoś w ogóle mógł coś takiego wymyślić. Tu, w Bieszczadach, gdzie są takie odległości! Gdzie nie wszędzie jest zasięg dla telefonów komórkowych. Gdzie przyjeżdża tylu turystów. – Nie pochwalam. To bardzo zły projekt wojewody. Nie do pomyślenia są takie oszczędności. Ta jedna karetka nie nadwyręży przecież finansów publicznych państwa! – oburza się radny Krzysztof Gąsior. Internet? "Trzeba być kompletnie pozbawionym wyobraźni" – reagują ludzie.
Komentarz internauty

"To naprawdę granda, czyli Bieszczady wracają do lat 50 ubiegłego stulecia, gdzie porody odbierały babki a leczył felczer lub weterynarz, granda, tak wygląda organizacja administracji i władzy". Czytaj więcej

Komentarz mieszkańca

"Karetki ratujące życie są w Bieszczadach niezbędne! Czy tam na górze myślą, że będziemy tu chorować tylko wtedy gdy nam pozwolą? Walczmy!" Czytaj więcej

W karetce SOR jeździł lekarz, zawsze na miejscu, zawsze gotów do pomocy. Na obszarze od Ustrzyk Górnych do Dolnych, obsługiwał Cisnę, Wetlinę i inne odległe miejscowości. Jeśli wojewoda zabierze mieszkańcom jedną karetkę, to będzie dramat. – Są w strachu. Jak w całej Polsce, mamy wiekowe społeczeństwo, młodzi wyjechali, zostali starsi. Sam jestem po dwóch zawałach – mówi Kazimierz Bzdyk.

Może PiS pomoże...
W Ustrzykach nie ma Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). – Jak coś się zdarzy, najbliższy jest w Sanoku. Z Ustrzyk Górnych to jakieś 130 km – słyszę. A w karetce, która się tu ostanie ma nie być lekarza, tylko ratownik. – On dopiero ma się konsultować z lekarzem, ale jak to zrobi, gdy u nas wszędzie nie ma zasięgu? To zgroza – mówi mieszkaniec Lutowisk.

Mieszkańcy się organizują, protestują i liczą na dobrą zmianę.

– Ale jak? – pytam. – Przecież to wojewoda z PiS zabiera wam tę karetkę.
– Ale starosta powiatowy też jest z PiS. Może jakoś się dogadają – rzuca Krzysztof Gąsior.

Kolejny objaw wykluczenia gmin bieszczadzkich. Pierwszy kwartał 2017r. przyniósł niepokojące wiadomości o planowanym...

Opublikowany przez Nowoczesna Lesko na 27 kwietnia 2017
Kempa nie uratowała szpitala
Oby, dla dobra mieszkańców. Bo przypomnijmy, że"wielka pomoc" samej Beaty Kempy nie pomogła uratować szpitala w jej rodzinnej miejscowości, Sycowie. Choć minister w kancelarii premiera obiecywała i obiecywała, nic z tej obietnicy nie wyszło. – Pani Beatka nie dotrzymała słowa. Ludzie poczuli się oszukani, bo powtarzała kłamstwo za kłamstwem. Głosowali na nią, bo obiecała im szpital. I teraz żałują – mówiła nam jedna z mieszkanek, gdy szpital przestał już istnieć.

Takich sytuacji, które pokazują, że PiS nie do końca zdaje sobie sprawę, co dzieje się w mniejszych miejscowościach, jest więcej. Nawet w rejonach, gdzie rząd ma ogromne poparcie. A Podkarpacie to PiS. Warto tak zadzierać z mieszkańcami? Dla nich ważniejsza jest karetka czy szpital. Najprostsze, życiowe sprawy niż wielkie zapewnienia PiS o tym, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Oni chcą mieć pewność, że ich codzienne, normalne życie nie zmieni się na gorsze. I nie chcą, by ktoś im coś zabierał.

Dlatego w Ustrzykach, Lesku i innych miejscowościach, się nie dadzą. "Może w końcu mieszkańcy Bieszczadów przejrzą na oczy i zobaczą, że ich ulubiona partia, czyli PiS, ma ich głęboko w... No sami wiecie gdzie" – to komentarz internauty na stronie portalu bieszczadzka24.pl. Inni piszą na Facebooku: "Oni myślą, że są Bogami??? Że im nie będzie potrzebna w każdej chwili pomoc, są nieśmiertelni? Że stołek i kasa kiedyś się nie skończy???". Albo: "Brawo ludzie, nie zapomnijcie znowu głosować na PiS".
Tak zlikwidowali PKS
Gdy w 2103 roku do Ustrzyk Dolnych przybył Jarosław Kaczyński, sala, gdzie spotkał się z mieszkańcami, pękała w szwach. – Polska może być dobrze rządzona, można przełamać w niej zjawiska kryzysowe. Nie każda władza jest zła – mówił wtedy prezes PiS.

Czy PiS zależy, żeby to stracić? Zupełnie niedaleko stąd, w Krośnie, część mieszkańców burzyła się niedawno przeciwko likwidacji PKS. Firma, którą partia Kaczyńskiego obiecywała uzdrowić, nagle, za jej zgodą, została zlikwidowana. Zniknął relikt przeszłości, dla wielu jedyne autobusy, z których korzystali.

A obietnicę osobiście składała premier Beata Szydło. – Wysłuchała naszych żalów. Obiecała, że pomogą i zobowiązała posłów, którzy z nią byli, do działania. Zaufaliśmy politykom Prawa i Sprawiedliwości, ale zawiedliśmy się na nich – mówił naTemat jeden z pracowników PKS.

Droga do szkoły jest dłuższa
Również reforma edukacji postawiła wiele gmin pod ścianą. Zmuszając do zamknięcia niektórych placówek i wywołując chaos w lokalnej społeczności, gdy okazało się, że dzieci trzeba wozić do innej wsi. Albo stoją przed jeszcze innymi problemami. Wybudowali piękne gimnazja, a teraz nie mają, co z nimi zrobić. Albo trzeba było zmienić obwody i rodzice zostali postawieni przed faktem dokonanym. Od września ich dzieci mają zmienić szkoły i koniec.

– Droga do szkoły wydłuża się z ok. 1,5 km do ponad 3. A wszystko to wzdłuż ruchliwej drogi krajowej 39, która nie jest zabezpieczona barierkami – to reakcja mieszkańca z Namysłowa pod Opolem, z reportażu Radia Opole. O tym, jaką niewygodę przyniosą wielu rodzicom zmiany "po reformie". A przecież tak jest w całej Polsce.

I znów można powiedzieć, że 500+ to nie wszystko. Podobnie jak pamięć historyczna, Żołnierze Wyklęci, pomniki smoleńskie i ronda im. Lecha Kaczyńskiego. Dla ludzi ważne są zwykłe rzeczy. Tu, obok, koło nich. A nie tam, na Wiejskiej czy Nowogrodzkiej. Gdy będzie taka potrzeba, nikt z rządzących nie uratuje im przecież życia.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...