Opolskie zakonnice wynajęły ziemię cyrkowi ze zwierzętami. "Oczekiwałabym od nich bardziej etycznej postawy"

Fundacja Viva protestowała na Wiejskiej w obronie zwierząt cyrkowych. W ubiegłym roku interweniowali w cyrku, który teraz występuje na przykościelnym terenie w Opolu. Odebrali mu wówczas zwierzęta.
Fundacja Viva protestowała na Wiejskiej w obronie zwierząt cyrkowych. W ubiegłym roku interweniowali w cyrku, który teraz występuje na przykościelnym terenie w Opolu. Odebrali mu wówczas zwierzęta. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Opole należało do miast, które z powodów etycznych wprowadziło zakaz występu cyrków mającym w programie tresurę zwierząt. Tymczasem cyrkowy namiot stanął na terenie należącym do jednego ze zgromadzeń opolskich zakonnic. I to jakiego cyrku! Fundacja Viva: – W ubiegłym roku odebraliśmy im niedźwiedzia, dwa żółwie i krokodyla.

W 2016 roku prezydent miast Opola wprowadził zakaz urządzania przedstawień z wykorzystaniem zwierząt. Przepis obejmuje tereny miejskie, prywatni właściciele nie muszą go przestrzegać. – Rozumiem, że jakaś firma nastawiona na zysk użycza swój grunt i nie przejmuje się stroną etyczną, cierpieniem zwierząt. No, ale od zakonnic oczekiwałabym bardziej etycznej postawy. Dostałam wiadomość od znajomych z Opola o tej sprawie i aż nie dowierzam – komentuje Anna Plaszczyk z Fundacji Viva.



Namiot cyrku stanął w Czarnowąsach na terenie należącym do Domu Pomocy Społecznej prowadzonym przez siostry zakonne. Anna Plaszczyk ze zgrozą przeczytała, że należy do cyrku "Vegas". Doskonale go zna. – W ubiegłym roku odebraliśmy im niedźwiedzia, dwa żółwie i krokodyla. Niedźwiedzia karmiono popcornem. Żółwie były popychane po wybiegu, aby zrobiły, chociaż dwa kroki. Natomiast krokodyla noszono niczym maskotkę. Zwierzę miało zawiązany pysk taśmą. Trudno wyobrazić sobie jego cierpienia. Hałas, błyszczące lampy i te łapska dotykające jego ogon – działaczka Fundacji Viva wzdryga się na samą myśl.

Spodziewa się, że wkrótce znów zawita do "Vegas". Właściciel cyrku kupił cztery lwy. – To bardzo wymagające w utrzymaniu zwierzęta, tymczasem przetrzymywane są w przyczepie – dodaje. Jak się udało ustalić władze miasta postanowiły sprawdzić co dzieje się na Czarnowąsach. – Na miejsce pojechała straż miejska. Cyrku już nie było – zapewnia Katarzyna Obarska- Marciniak, rzeczniczka prasowa Urzędu Miasta w Opolu.

Problem rozwiązał się sam? – Rozwiązaniem będzie, gdy tego typu cyrki nie będą funkcjonowały. Zwierzęta tam występujące cierpią – mówi Magda Stefańska z opolskiej Fundacji Fioletowy Pies. Anna Plaszczyk dodaje: – Posłowie mają zająć się nowelizacją przepisów o ochronie zwierząt. Tam ma się znaleźć zapis o cyrkach. Liczę, że posłowie dotrzymają słowa danego wyborcom.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...