Ten poseł znalazł idealny sposób na gnębienie PiS. I sądząc po reakcji partii doprowadził go do perfekcji

Poseł Krzysztof Brejza z pewnością nie ma wielu fanów w PiS za swoją działalność "piśmienniczą".
Poseł Krzysztof Brejza z pewnością nie ma wielu fanów w PiS za swoją działalność "piśmienniczą". Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Jedni wolą przekonywać do swoich racji Polaków poprzez media, inni idą na barykady, a poseł Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej pisze. Ale nie, nie listy. Pisze interpelacje i zapytania. I tak się składa, że wszystkie dotyczą Prawa i Sprawiedliwości. Strona rządząca dwoi się i troi, bo poseł na swoje pisma odpowiedzi uzyskać musi. Czasami wychodzi strasznie, czasami trochę śmiesznie.

Trzeba przyznać, że poseł pieczołowicie dokumentuje swoją „działalność”. Jej wynikami chętnie chwali się na Twitterze. Najświeższy przykład pochodzi z wczoraj. Jak pisaliśmy w naTemat, jeszcze w marcu Brejza zapytał KPRM, czy premier pogratulowała Donaldowi Tuskowi wyboru na drugą kadencję w roli szefa Rady Europejskiej.



Minął ponad miesiąc, a odpowiedzi... nie ma. Zamiast tego Brejza pokazał pismo (z końcówki kwietnia!), w którym sekretarz stanu z KPRM Grzegorz Schreiber poprosił Marszałka Marka Kuchcińskiego o... "przedłużenie terminu udzielenie odpowiedzi na zapytanie”. "Ciągle kalkulują, czy gratulować" – podsumował całą sprawę Brejza ze śmiechem.

Ale to nie pierwszy raz, kiedy poseł gnębi partię rządzącą swoimi pismami. A jak się okazuje w praktyce, daje jej okazję do jakże modnego w internecie "samozaorania".

Etyka strzelecka w praktyce
Kolejny przykład: ostatnio Brejza pytał ministra Szyszkę o słynne polowanie na bażanty pod Toruniem, do którego doszło 11 lutego 2017 roku. Jak przypomniał Brejza w swojej interpelacji, "myśliwi strzelali wtedy do bażantów wyhodowanych w klatach, które zostały wypuszczone z nich specjalnie dla myśliwych", a "taka metoda polowania budzi wątpliwości co do jej etyczności".

W związku z powyższym Brejza zapytał Szyszkę – dodajmy, że ze śmiertelną powagą – m.in. o to, jak często "bażanty wyhodowane w tym ośrodku wysyłane są na rzeź podobną, która miała miejsce 11 lutego 2017 roku", a także "czy w opinii Pana Ministra polowanie na ptaki wypuszczane z klatek wprost pod lufy broni myśliwskiej jest zgodne z prawem łowieckim oraz zasadami etyki łowieckiej".

Odpowiedź od Szyszki była co najmniej lakoniczna. "Informuję, iż pytania w tej sprawie proszę skierować do OHZ w Grodnie". Innymi słowy, Szyszko umył ręce.


Na ratunek Tuskowi
A pamiętacie, jak minister Waszczykowski miał wątpliwości co do legalności wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej? – Doszło do fałszerstwa. Mamy ekspertyzy mówiące o tym, że Tusk został wybrany w sposób, który można zakwestionować na poziomie prawa europejskiego – powiedział w marcu Witold Waszczykowski na antenie TVN24.

Na jego nieszczęście tę wypowiedź usłyszał Brejza, który szybko napisał interpelację do premier Szydło w tej sprawie. Zapytał, kto jest autorem ekspertyz, o których wspomina MSZ i które potwierdziły rzekome fałszerstwa, kiedy zlecono ich wykonanie czy też kiedy będzie mogła się z nimi zapoznań opinia publiczna.

I szybko wyszło, że kłamstwo ma krótkie nogi. Na interpelację odpisać musiał Konrad Szymański, wiceszef MSZ zajmujący się sprawami europejskimi. "Uprzejmie informuję, że rząd nie zamawiał ekspertyz dotyczących fałszerstwa procedury wyborczej przy wyborze Donalda Tuska, zatem pytania o autora ekspertyz, o datę ich zamówienia oraz o udostępnienie pełnej wersji tych ekspertyz są bezprzedmiotowe".
Odpowiedź była jednak niepełna, więc do sprawy odniósł się drugi z zastępców Waszczykowskiego – Jan Dziedziczak. Żeby jednak było śmieszniej, Waszczykowski w tę sprawę dalej brnął. "Analizy naukowców i ekspertów, zajmujących się prawem europejskim zostały MSZ dobrowolnie udostępnione". Przy okazji okazało się, że rząd „nie podjął decyzji by kwestionować wybór D. Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej".


Ten Misiewicz, słynny Misiewicz
Brejza oczywiście nie przepuścił także Misiewiczowi, kiedy – jak się wydaje zapomniany już – były rzecznik MON był na samym świeczniku. I kiedy zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu kolejne publikacje dotyczące jego białostockiego clubbingu czy salutujących mu żołnierzy.

Polityk PO pytał wtedy szefa MON Antoniego Macierewicza m.in. o to, czy gdy "minister mówi o 'wysiłku prowokacyjnym' względem Bartłomieja Misiewicza, to o jakie konkretnie prowokacje chodzi i kto miałby je czynić", a także o to, czy "gdy Minister mówi o 'wysiłku dezinformacyjnym' względem Bartłomieja Misiewicza, to o jaką konkretnie dezinformację chodzi".
Brejzie odpowiedział wyraźnie poirytowany Bartosz Kownacki, wiceszef MON. Jak "uprzejmie poinformował" (!), "od momentu objęcia funkcji Ministra Obrony Narodowej przez Antoniego Macierewicza prowadzona jest brudna gra mająca na celu zdyskredytowanie ministra i podległy mu resort, a jedną z odsłon tej gry jest atak medialny na Szefa Gabinetu Politycznego MON – Bartłomieja Misiewicza".
Ale zdenerwowanie jest w pełni zrozumiałe – bo to nie pierwszy raz, kiedy Kownacki musiał się tłumaczyć Brejzie z "odlotów" swojego przełożonego. Choćby sprawa śmigłowców dla wojska, w kwestii których szef MON miota się od dawna. Na przełomie roku mówiło się nawet o tym, że powstaną nowoczesne polsko-ukraińskie helikoptery.

– Mamy bardzo ciekawą propozycję ukraińskiego producenta silników samolotowych i śmigłowcowych Motor Sicz. Silniki z tego zakładu są znakomite. To daje szansę na efektywne wykorzystanie sprzętu porosyjskiego, a także budowę zupełnie nowego śmigłowca, nieustępującego parametrami propozycjom zachodnim – mówił w wywiadzie dla tygodnika "wSieci". Propagandową wrzutkę ministra zniszczył oczywiście Brejza, który o tę konstrukcję zapytał w interpelacji.

Z budowy nowych śmigłowców został… remont starych. Bo chodzi o "rozwiązanie, które zapewni lepszą eksploatację śmigłowców rodziny Mi znajdujących się w zasobach polskich i ukraińskich".
Czasami zapada jednak krępująca cisza
Efekty są oczywiście takie, że poseł Brejza jest w czołówce posłów tej kadencji Sejmu pod względem liczby zgłoszonych interpelacji poselskich. Tych, którym nadano bieg, na swoim koncie ma 220. Z PO zgłosili ich więcej tylko Krzysztof Gadowski, Piotr Nowak, Paweł Olszewski oraz Grzegorz Furgo (dawniej Nowoczesna).

Znaczna ilość tych interpretacji dotyczy właśnie działań rządu, ponieważ ta "akcja" trwa już dłuższy czas. – Od początku kadencji PiS – mówi naTemat poseł Brejza.

– Wykorzystuję instrument walki politycznej, jaką daje możliwość zweryfikowania bzdur rzucanych w warstwie werbalnej przez polityków PiS. W różnych wywiadach, tych różnych kłamstw i manipulacji, zweryfikowania ich pisemnie. I zmuszenia delikwenta do ustosunkowania się do tych bzdur – tłumaczy.

Pytam więc posła o najbardziej "tragiczne" pismo, które wysłał do przedstawicieli rządu. – To chyba dotyczące kwalifikacji przewodniczącego podkomisji smoleńskiej, pana Berczyńskiego. To było zapytanie poselskie, na które nie dostałem odpowiedzi od Macierewicza. Minister wcześniej mówił, że ten człowiek badał dziesiątki katastrof lotniczych. Zapytałem – jakie konkretnie. Macierewicz nie udzielił żadnej odpowiedzi. Skorzystałem z trybu ponowienia pytania, bo jeżeli minister nie odpowie, możemy "docisnąć" w tym trybie, to Prezydium Sejmu wstrzymało mi tę interpelację i nie mogłem dopytać ministra o tak ważną rzecz – podsumowuje z przekąsem.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...