Z zawodu myszołap, z konieczności kierowca Ubera. Najdziwniejsza historia o tym, jak ludzie tracą pracę "przez roboty"

Jego zajęcie polegało  monitorowaniu pułapek na gryzonie. Z pracy zwolniły go nowe technologie. (na zdjęciu podobny fachowiec  z Londynu).
Jego zajęcie polegało monitorowaniu pułapek na gryzonie. Z pracy zwolniły go nowe technologie. (na zdjęciu podobny fachowiec z Londynu). Facebook.com / Radio Emi
Słyszał pan kiedyś, jak wyje szczur złapany na lep? Tak, są takie pułapki! Wrzask jest taki, że włosy dęba stają. Od razu trzeba biec i szczura zneutralizować. To człowiek musi robić – opowiada z żalem Marcin, lat 47 z Warszawy. Dziś jest kierowcą Ubera, a jeszcze niedawno pracował przy monitoringu pułapek na gryzonie. Z pracy wyrzuciła go najnowsza "antymysia technologia".

Kasjerzy w marketach odejdą do historii ze względu na automatyczne kasy. W bankowości, internetowe serwisy oraz boty mają wypchnąć z rynku "żywych" sprzedawców kredytów. Telemarketerzy już recytują scenariusze rozmów telefonicznych jak roboty. To wszystko zawody, w których roboty zastępują ludzi. Na tym tle oazą spokojnej przyszłości wydawała się branża łapania gryzoni, a w niej wąska specjalizacja monitoringu pułapek.



Człowiek, który patrzył się na myszy
Wyobraźcie sobie kilka hektarów pod dachem. Magazyny z żywnością i hale produkcyjne pod Warszawą – to właśnie tutaj pracował Pan Marcin. Jego zadaniem było monitorowanie pułapek na myszy i owady. Tylko i wyłącznie. To praca równie niszowa i nieznana jak "łapanie drobiu". Właśnie w tej dziedzinie przepisy polskiego sanepidu stworzyły przyszłościowe i niemal gwarantowane stanowisko pracy.

– Podczas gdy jedno rozporządzenie określa sposób rozmieszczenia pułapek na gryzonie, ich liczbę przypadającą na metry kwadratowe, inne normy nakazują monitoring każdego urządzenia co 12 godzin, aby nie skazywać schwytanych zwierząt na cierpienie. Do tego protokoły ze schwytania, opisy zabiegów czyszczących, odnotowywanie śladów bytności myszy i szczurów na podstawie pozostawionych "bobków". Żeby było poważniej, powstało też kilka ustaw o bezpieczeństwie i przechowywaniu żywności – tłumaczy fachowiec.

Nie daj Boże, gdyby inspektor sanepidu znalazł pułapkę z zatrzaśniętą starą myszą. Za przewinienia grożą surowe kary finansowe. Do tak wielkich magazynów operator magazynów musiał zatrudniać fachowca – i to tylko do wymaganego przepisami monitoringu pułapek. To zupełnie co innego niż zlecenie deratyzacji terenów.

Oho...

Opublikowany przez Sideris na 23 stycznia 2017
Robota głupiego?
Chodzić i sprawdzać pułapki? Część z was skomentuje, że co to za durna robota. Okazuje się, że i w takim zajęciu jest miejsce na profesjonalizm, pomysłowość i finezję. Pan Marcin z ogniem w oczach opowiada, jak przez lata poznawał zachowania gryzoni. Szukał miejsc ich bytowania, przewidywał trasy wycieczek i tam zastawiał pułapki. Spoczywała na nim ogromna odpowiedzialność, bo znalezienie mysich bobków w chronionej strefie produkcji żywności firma traktowała jako "poważny incydent" i skażenie partii produktu.

Ale i tę profesję zmieniły technologie. Na rynku właśnie zaczęły się upowszechniać systemy do elektronicznego monitorowania szkodników. Jest ich na rynku multum. Choćby takie jak ten przedstawiony przez polską firmę Sideris. "Nie musisz osobiście pamiętać o nadzorowaniu stanu stacji deratyzacyjnych. System działający online 24/7 oraz natychmiastowa interwencja naszych pracowników to pewność, że nie przeoczysz żadnego uchybienia pod względem ochrony obiektu przed szkodnikami, a sanepid przestanie wzbudzać w tobie niepokój" – reklamuje system firma.

Pułapki na gryzonie same powiadamiają o schwytaniu zwierzęcia. Niepotrzebny jest już ekspert od monitoringu pułapek na etacie. Dokładnie tak samo brzmiało uzasadnienie likwidacji stanowiska pracy pana Marcina. Co miał robić? Z tak niszowymi kompetencjami od kilku miesięcy jest kierowcą Ubera.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...