Kiedy rodzi się dzicz. Skandaliczne zachowanie gości w kociej kawiarni w Gdyni to kropla w morzu bezmyślności

Ludzie tratowali się w Carrefourze w Chełmie. Wszystko przez promocje na cukier. "Kobieta za mną upadła"
Ludzie tratowali się w Carrefourze w Chełmie. Wszystko przez promocje na cukier. "Kobieta za mną upadła" Fot. Screen z Daniellos525 / YouTube.com
Chytra baba nie mieszka w Radomiu. Chytra baba chodzi po ulicach wszystkich polskich miast i wsi. Tak samo jak tatuśkowie wkładający swoje dzieci do wybiegów dla zwierząt w zoo. I dorosłe kobiety na czworakach wtykające głowy w kocie drzwiczki. Nasza choroba narodowa nosi nazwę - dzicz, pierwszym objawem jest całkowita bezmyślność.

Biały Kot się broni
Nie tak dawno temu ukazała się książka byłej minister sportu Joanny Muchy, w której opisuje polską rzeczywistość po apokalipsie. Apokalipsą było tam całkowite zdziczenie ludzi, którzy w jednej chwili tracą zdolność do korzystania z rozumu i zaczynają kierować się jedynie popędami, instynktem i jakimś tajemniczym imperatywem niszczenia wszystkiego wokół siebie. Kiedy rozglądam się po Polsce, w której co chwila dzieją się rzeczy niepojęte, coraz łatwiej mi zrozumieć, skąd u autorki pomysł na koniec świata w wykonaniu bezmyślnych barbarzyńców.



Tak źle, jak opisuje to w książce Mucha, jeszcze nie jest - trzeba wierzyć, że wielu jest w naszym pięknym kraju ludzi obdarzonych rozumem i empatią. Z drugiej strony przeczących tej regule jest więcej niż wyjątków łacinie - najnowszy kuriozalny przykład płynie z kociej kawiarni w Gdyni.

Wersja krótka: Od najbliższej soboty wizyta z dziećmi poniżej 10 roku życia jest objęta obowiązkową rezerwacją miejsc....

Posted by Biały Kot - Kocia Kawiarnia Gdynia on Thursday, May 4, 2017
Niby kocich kawiarni w całej Polsce jest już sporo, niby XVII wiek też mamy za sobą i już wiemy, że zwierzęta odczuwają ból i mogą cierpieć. Ale w cywilizacyjnym wyścigu niektórzy radzą sobie chyba gorzej niż inni. Właściciele lokalu Biały Kot już po trzech dniach musieli zmienić regulamin ze względu na skandaliczne zachowanie gości i przede wszystkim niedopilnowanie przyprowadzanych przez siebie dzieci.

Obsługa lokalu upominała o przestrzeganie regulaminu, prosiła, zwracała uwagę - w zamian otrzymywała pretensje niezadowolonych rodziców albo wzruszenie ramionami - przecież strasznego nic się nie dzieje, prawda? – Hitem weekendu zdecydowanie zostaje dziewczynka ok. 7 lat, która pierwszego dnia spytała "gdzie są te wszystkie koty?" a na odpowiedź, że pewnie śpią, bo są zmęczone, stwierdziła, że "ona płaci więc wymaga, żeby one ją zabawiały" – opowiadają właściciele lokalu na Facebooku.

Czadu dały nie tylko dzieci, którym rodzice albo nie potrafili, albo nie chcieli wytłumaczyć, że męcząc zwierzęta, ciągnąc je za ogon i ganiając po sali robią im krzywdę. – Drugie miejsce zajęła Pani ok. 35 lat (pozdrawiamy serdecznie!), która ku uciesze swoich córek (około 8 lat), położyła się na ziemi przy pokoju z kuwetami i włożywszy głowę przez dziurę w drzwiach dla kotów robiła "kicici". Gdy bardzo grzecznie zwróciłem jej uwagę, stwierdziła, że "przecież mogliśmy to gdzieś napisać, że tak nie wolno”… – czytamy w relacji na stronie Białego Kota.

Nasze Ciapkoty bardzo serdecznie dziękują za dzisiejsze smakołyki, które dla nich przynieśliście. :) Jesteście wspaniali <3

Posted by Biały Kot - Kocia Kawiarnia Gdynia on Saturday, May 6, 2017
Teraz kawiarnia zdecydowała się przyjmować osoby z dziećmi poniżej 10. roku życia tylko po wcześniejszej rezerwacji i prosi rodziców, by wyjaśniły pociechom, do jakiego miejsca je zabierają. Tylko czy oni sami też to rozumieją?

– To problem naszych czasów – komentuje weterynarz Przemysław Łuczak, który kiedy tylko może, walczy z przedmiotowym traktowaniem zwierzaków. – Dla dziecka kotek to kotek, maluch bazuje swoją wiedzę na kreskówkach, a nie Animal Planet. Rodzic powinien uzmysłowić dziecku, że zwierzę to nie zabawka, ale co jeśli sam nie miał nigdy kontaktu z kotem?

Weterynarz zwraca też uwagę, że nawet jeśli rodzice starają się coś dziecku wytłumaczyć, to często nie tak, jak powinni. – Niestety większość porad to: "nie głaszcz, nie dotykaj bo CIEBIE ugryzie", a nie "nie głaszcz, nie dotykaj, bo zwierzę sobie tego nie życzy". Niestety zaostrzenie regulaminów i wywieszenie ich wszędzie nie zmniejszy skali problemu, bo to nie jest kwestia braku czytania ze zrozumieniem, ale braki w wychowaniu, empatii i szacunku do zwierzęcia – komentuje.

Dzikość serca
Co tam kawiarnia, kiedy już w przypadku zoo zaczynają się schody. Kilka dni temu w zamojskim ogrodzie zoologicznym pewien rezolutny tata postanowił wsadzić swoje kilkuletnie dziecko do wybiegu z dzikimi zwierzętami. Dlaczego nie, surykatki to przecież takie słodkie Timony z "Króla Lwa”. Bajkowe skojarzenia (Miś Yogi?) musieli mieć też pewnie rodzice dzieci, którzy w ubiegłym roku stawiali je na ogrodzeniu dla niedźwiedzi w zoo w Poznaniu. I to nie są jednostkowe przypadki. "Na 200 tys. rozsądnych bywalców ogrodów zoologicznych trafia się jeden myślący inaczej” - komentowali po incydencie pracownicy zoo w Zamościu.

Skąd się bierze taka bezmyślność? Coś mi mówi, że zajmuje miejsce w głowie po sąsiedzku z szaleństwem podczas promocji w supermarketach. W lutym podczas wyprzedaży cukru w Carrefourze niemal doszło do rękoczynów. Jeśli tam było ostro, to przecena robota kuchennego w Lidlu z marca tego roku zamieniła się w scenę walki MMA.
Do regularnych popisów zachowań plemiennych dochodzi też w sieciówkach odzieżowych - kto był świadkiem batalii z użyciem ciężkich armat o produkty z kolekcji Balmain w sklepach H&M w 2015 roku, temu nie trzeba tłumaczyć, co to znaczy agresywny shopping. A niech broń Boże coś będzie nam dane z darmo - darmowa puszka Coca Coli za złoty czterdzieści dziewięć, 3 Cytryny o wartości złoty siedemdziesiąt pięć! Cóż, dość powiedzieć, że są to zdarzenia wysoce memogenne.

Kiedy tylko my sami robimy z siebie głupków, to pół biedy. Postawa "płacę, to wymagam" miesza się z "należy mi się, bo..." i jakoś kręci się ta karuzela śmiechu przez łzy. Niemniej rzadko kto za sąsiada ma jedynie bezkres nieba - zdziczenie ma to do siebie, że lubi odbijać się na innych. Na niewinnych zwierzętach, które nie rozumieją, dlaczego ludzie, którym uczyły się ufać, teraz je krzywdzą. Na dzieciach, które są pozbawiane cennych lekcji z empatii i społecznych zachowań. Wreszcie, na własnym zdrowym rozsądku, który podobno wszyscy mamy.

Póki co zamiast do tego ostatniego, właściciele kociej kawiarni w Gdyni postanowili po prostu zaostrzyć regulamin - zapraszają osoby z dziećmi niżej 10 roku życia tylko po wcześniejszej rezerwacji, ci, którzy nie stosują się do regulaminu, będą wypraszani. Czy dopiszą do niego, by nie wtykać głowy do kocich drzwiczek - na razie nie wiadomo.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...