Te 3 osoby to najwięksi żyjący szczęściarze na świecie. Historie ich życia są jak najlepsze hollywoodzkie filmy

Joan R. Ginther, Maarten de Jonge i Frane Selak to bez wątpienia najwięksi szczęściarze świata.
Joan R. Ginther, Maarten de Jonge i Frane Selak to bez wątpienia najwięksi szczęściarze świata. Fot. The Lotto Life; Facebook.com/dejongemaarten; YouTube.com/LaganezeTV
Szczęście to pojęcie względne. Zazwyczaj każdy inaczej wyobraża więc sobie najszczęśliwszych ludzi na świecie. Jest jednak niezwykle wąskie grono osób, które takim tytułem bezspornie określi chyba cała ludzkość. Nazywają się Joan R. Ginther, Maarten de Jonge i Frane Selak. I historie ich życia po prostu trzeba poznać.

Joan R. Ginther
"Szczęściara" z Teksasu
Pierwszy raz zrobiła to w 1993 roku. Pojechała na stację paliw w swoim rodzinnym Bishop w Teksasie, kupiła los na loterię i... kilka dni później świętowała wygraną i liczyła pierwsze 5,4 mln dolarów na swoim koncie. Pierwsze, bo dzięki teksańskiej loterii zdrapkowej Joan R. Ginther kilkanaście lat później ponownie się wzbogaciła. W 2005 roku zgarnęła 2 mln dolarów. Było jej mało, więc grała dalej. 2007 wspomina za sprawą losu, który zamieniła na 3 mln dolarów. Ukoronowaniem jej loteryjnej kariery był rok 2010, gdy wygrała 10 mln dolarów.



Choć jako milionerka Joan R. Ginther skrupulatnie chroni swoją prywatność, amerykańskim mediom przez lata udało się ustalić, że na miano największej szczęściary świata prawdopodobnie ciężko zapracowała. Na pierwszy rzut oka kluczem do jej sukcesów zdaje się wierność kilku pobliskim kolekturom. Trzy warte miliony losy Ginther kupiła bowiem na wspomnianej stacji paliw w Bishop, a czwarty w oddalonym zaledwie o kilka kilometrów Kingsville. W rzeczywistości największe znaczenie miał raczej fakt, iż w latach 70-tych Joan R. Ginther na Uniwersytecie Stanforda zrobiła doktora ze... statystyki.
Maarten de Jonge
Kolarz uciekający przeznaczeniu
Nazwisko Maartena de Jonge'a zapewne kojarzą przede wszystkim kibice kolarstwa. Wielkich sukcesów nie odnosi, ale od czasu do czasu daje się zauważyć w wyścigach. Od kilku lat wyszukując jego nazwisko znajdziemy jednak linki prowadzące przede wszystkim do historii o dwóch tragicznie zakończonych lotach linii Malaysia Airlines z 2014 roku. A wszystko dlatego, że Maarten de Jonge wyjątkowo szczęśliwie uniknął wejścia na pokład w obu przypadkach.

W marcu 2014 roku holenderski kolarz planował podróż między wyścigami samolotem Malaysia Airlines 370. Jednak rozmyślił się, bo nie chciał utknąć podczas przesiadki na lotnisku w Pekinie. I tak po raz pierwszy uniknął śmierci. Malezyjski Boeing 777 zaginął bez śladu na trasie z Kuala Lumpur do stolicy Chin. Jeszcze bliżej śmierci Maarten de Jonge był kilka miesięcy później. Miał już zarezerwowane miejsce na lot Malaysia Airlines 17 z Amsterdamu do Kuala Lumpur, ale w ostatniej chwili z niego zrezygnował, bo znalazł tańsze połączenie. Dzięki temu nie znalazł się na pokładzie samolotu, który stał się celem ataku Rosjan nad okupowanymi przez nich terytoriami Ukrainy.
Frane Selak
Najszczęśliwszy pechowiec świata
Los nie oszczędzał tego urodzonego w 1929 roku nauczyciela muzyki z Chorwacji. Zaczęło się w 1962 roku, gdy Frane Selak był uczestnikiem katastrofy pociągu, który wpadł do rzeki. Wielu pasażerów zginęło, ale u niego skończyło się tylko na złamaniach i hipotermii. W 1963 roku w dalsze podróże Selak chciał udać się samolotem. W maszynie, którą leciał doszło jednak do awarii drzwi, przez które został on wyssany, ale... spadł w stóg siana. Reszta pasażerów nie miała tyle szczęścia, rozszczelniona maszyna uległa katastrofie. Bez takich emocji minęły mu tylko kolejne trzy lata. W 1966 roku Chorwat znowu cudem uratował się przed utonięciem, bo do rzeki wpadł autobus, którym podróżował.

Nic dziwnego, że w latach 70-tych Frane Selak wolał unikać komunikacji zbiorowej i podróżował autem. To nie uchroniło go jednak przed pechem. W roku 1970 jego auto zapaliło się w trakcie jazdy, uciekł zza kierownicy na chwilę przed wybuchem. Ponad dwie dekady minęły Selakowi spokojnie, aż pech wrócił w 1995 roku. Wówczas w Zagrzebiu potrącił go autobus. Rok później uniknął czołowego zderzenia z ciężarówką ONZ. Odbił w bok i auto kierowało się wprost w przepaść. "Na szczęście" Selak nie zapiął pasa bezpieczeństwa i wyleciał zza kierownicy.

Mało szczęścia? W 2003 roku Chorwat przekonał się, że seria cudownych ucieczek przed śmiercią to nie wszystko, co życie dla niego przyszykowało. Na końcu czekała bowiem nagroda za wszystkie te stracone przez lata nerwy. Tuż po swoich 73. urodzinach Frane Selak wygrał na loterii 800 tys. euro! W tym samym czasie znalazł też wreszcie szczęście w miłości i ożenił się po raz piąty.

źródło: "Forbes" / Velomotion.de / "Dnevnik"

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...