Czy to u Polaków normalne? – Brazylijczyk pyta o zachowanie sąsiada. Fredro przewraca się w grobie ze śmiechu

"Sami swoi" – kultowa komedia, która w krzywym zwierciadle pokazała sąsiedzkie układy.  Teraz poznał je pewien Brazylijczyk i jest zdumiony.
"Sami swoi" – kultowa komedia, która w krzywym zwierciadle pokazała sąsiedzkie układy. Teraz poznał je pewien Brazylijczyk i jest zdumiony. Fot. Bartłomiej Kuraś / Agencja Gazeta
Lvi na stronie dyskusyjnej dla cudzoziemców w Warszawie poskarżył się na zachowanie sąsiada. Bezradny spytał, czy tak właśnie w Polsce jest? Fredro miałby gotowy szkic dla współczesnej wersji "Zemsty". Czytanie komentarzy wywołuje atak śmiechu, ale czasami jest gorzko, a nawet bardzo. Cudzoziemcy odkryli, że ulubionym hobby Polaków jest podglądanie sąsiadów i uprzykrzanie im życia.

Po lekturze postów nasuwa się wniosek, że każdy obcokrajowiec nim osiedli się w Polsce, powinien przeczytać "Zemstę". Właśnie Lvi poznał stosunki sąsiedzkie w wersji polskiej. Brazylijczyk był tak poruszony spotkaniem z mieszkańcem domu obok, że opisał je na forum dla obcokrajowców mieszkających w Warszawie. Sąsiad zwrócił uwagę Brazylijczykowi, że ma pełny kosz na śmieci i uschnięte rośliny w ogrodzie.
Ten zaś usiłował delikatnie, wytłumaczyć, że kosz jest pełny i wystawiony, bo następnego dnia będzie odbiór odpadów. Natomiast na temat roślin zdołał tylko odbąknąć, że to "mój ogród". Sąsiad zagroził, że jeśli nie uporządkuje zieleni, to zadzwoni na policję. Lvi rozbrajająco zapytał: – Czy to jest normalne w Polsce?
Na forum dawno nie było tak burzliwej dyskusji. Pytanie o relacje sąsiedzkie w kraju nad Wisłą doprowadziło do analizy zachowań Polaków. Wzorem Fredry pogrupowaliśmy je w kilka aktów.



Po co żyją Polacy?
Większość komentujących zgodnie odpowiedziała, że historia z koszem i badylami z Żoliborza to typowo polskie zachowanie. Sąsiadami często kieruje zawiść – Jeżeli sąsiad zarabia (więcej) pieniędzy, to trzeba mu uprzykrzyć życie – stwierdza Yana.
Co więcej, to jest sens życia Polaków! – Żyją, aby szpiegować sąsiadów. To ich ulubione zajęcie – podkreślił zjadliwie Ben. Kolejny komentujący – sądząc po nazwisku Anglik – dodał z nutą rezygnacji: – Przyzwyczaj się albo wyprowadź.
Zdaniem Sherii o szkockim nazwisku i drugim polskim członem, sąsiad Brazylijczyka ma tęsknoty za komunizmem. – Niech się odpie... – dodała.

Jak poradzić sobie z sąsiadem?
Zdezorientowany Brazylijczyk zapytał, co ma zrobić I tu Svietlana ze znawstwem stwierdza, że w żadnym wypadku nie może ulegać. – Sąsiad znajdzie kolejne powody do nękania – ostrzega.
Natomiast Sherii dramatycznie dodaje: – Jesteś celem! Anton o nazwisku byłego prezydenta Polski. – Ignoruj. Powiedz mu, aby spier... i że to nie jego interes – dodał. Natomiast Krzysiek poradził: – Postrasz prawnikiem.
Dlaczego rozmawiać ze strażnikami po angielsku?
Lvi dociekał również czy sąsiad rzeczywiście w sprawie niekryminalnej, chyba że za taką uznać wyziewy z kosza, może wezwać mundurowych. – To nie ma sensu – przyznał. Rozbawiony Hindus odparł: – Niech wzywa, aresztują twoje śmieci. Yana potwierdziła, że może zadzwonić po policję i straż miejską. W takiej sytuacji, przestrzegała Sherii, w rozmowie z mundurowymi nie może ulec emocjom, zwłaszcza ze strażnikami.
Anton z nazwiskiem, jak były prezydent Polski radzi, aby rozmawiał ze strażnikami tylko po angielsku. Większość z nich nie zna tego języka – zignorują, więc zgłoszenie sąsiada. Dodaje, że dobrze, gdyby nauczył się kilku polskich przekleństw i wplatał je w swoją opowieść.

Czy Polacy kochają tylko Europę?
Zdaniem komentujących, sytuacja Brazylijczyka jest delikatnie rzecz ujmując nieciekawa. – Ale on jest biały – ktoś zauważył na podstawie zdjęcia. Andrew stwierdził, że mniejsza o to, ale jest spoza Europy. – Postrzeganie przyjezdnych z takich krajów jest jednoznaczne – dodaje. Inni komentujący bronili mieszkańców Polski. – Ja miałem tylko wspaniałych, pomagających sąsiadów. Musisz się przystosować i szanować miejscowe zwyczaje – poradził Mark.
Niestety, odpowiedź w sprawie ksenofobii sama się nasunęła. Matt pisał o "brudnych ludziach".
Z ciekawości zerknąłem na profil. Na zdjęciach nie ma widocznej twarzy. Na jednym zakapturzony mężczyzna trzyma flagę Polski.

Kto zostawia buty przed drzwiami?
– Myślę, że w tym przypadku doszło do różnicy na tle kulturowym. Niestety, widać tutaj ten aspekt odwołania się do siły, czyli policji – komentuje Robert Boch z Mediatorzy.pl. Dodaje, że właśnie konflikty sąsiedzkie były podstawą do powstania obecnej formy mediacji. To jednak tradycja i powszechna praktyka w USA. Natomiast w Polsce rozwiązywanie konfliktów bez odwoływania się do sądu wciąż raczkuje. Częściej mediatorzy wzywani są podczas sporu inwestora z sąsiadem niż rozwiązywanie konfliktów bardziej indywidualnych. Czy jesteśmy narodem kłótliwym? – Owszem. Lubimy się kłócić. Co ciekawe, chcemy, aby kłótnia była zakończona, ale racja musi być po naszej stronie. I to się przenosi na wiarę, że sąd rozstrzygnie za nas problem. Nie ma u nas tradycji rozwiązywania problemów w drodze pokojowej – podkreśla mediator. Sądy zasypywane są pozwami, a przynajmniej część spraw można rozwiązać na drodze mediacji. Przykładowo w Norwegii co 5 sprawa cywilna rozwiązywana jest przez mediatorów. W Polsce co 342 trafia do mediacji! Przykład Brazylijczyka i opinii obcokrajowców pokazuje, że konfliktów sąsiedzkich będzie przybywać.

– U mnie na klatce schodowej zamieszkali Azjaci i zostawiają buty przed wejściem do mieszkania. Dla mnie nie stanowi to problemu, bo wiem, że to jest normalne zachowanie w krajach azjatyckich – komentuje mediator. – No właśnie, dla pana. Ktoś inny mógłby powiedzieć, że buciory śmierdzą i należy je zabrać – odpieram. – To dowód, w jakiej kondycji jest nasze społeczeństwo. Inność przeraża. Wolimy to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. A osoby, które się boją, odwołują się do pozycji siły, czyli na przykład policji. Tymczasem wystarczy się trochę zastanowić, aby zrozumieć tych drugich ludzi. Nie bać się inności. Zamiast straszyć Brazylijczyka policją, tego nikt nie lubi, lepiej zaprosić go na herbatę. Z pewnością będzie o czym mówić, bo pochodzi z dalekiego kraju i wtedy powiedzieć mu, że widok uschniętej roślinności rodzi mój dyskomfort, psuje otoczenie. Wytłumaczyć dlaczego chcemy, aby bardziej zadbał o ogród. Dać mu szansę zrozumienia nas – apeluje Robert Boch.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...