Komornik o sprawie 5-letniej Julki: Często jesteśmy pierwszymi prawnikami, z którymi spotykają się spadkobiercy

Bank domaga się od dziewczynki zwrotu 120 tys. długu zaciągniętego przez zmarłego dziadka.
Bank domaga się od dziewczynki zwrotu 120 tys. długu zaciągniętego przez zmarłego dziadka. screen TVP2
Od wczoraj Polska żyje sprawą 5-letniej Julki, od której bank Raiffeisen domaga się spłaty 120 tys. zł długu po zmarłym dziadku. Tematem zajął się Magazyn Ekspresu Reporterów w TVP2. Czy dziewczynka i jej rodzina mają się czego bać? Sytuację Julki analizuje Robert Damski – komornik sądowy, członek Zespołu ds. Alimentów przy RPO i RPD.

Czy słyszał pan o tym, że bank domaga się 120 tys. zł od 5-letniej Julki?


Tak, znam sprawę. Jako komornik niestety spotykam się czasem z podobnymi przypadkami.

Może to naiwne pytanie, ale i tak je zadam: dlaczego takie rzeczy się dzieją?

Ludzie nie mają wiedzy o prawie spadkowym. Gdy ktoś umiera i po nim dziedziczą, często nie wiedzą jakie mają prawa, a jakie obowiązki. Nie wiedzą, jakie mają możliwości i jakie są ich konsekwencje. Często pierwszym prawnikiem, z którym spotykają się spadkobiercy jest właśnie komornik.

Przeanalizujmy sytuację Julki krok po kroku. Dziewczynka dostała list od banku, który domaga się od niej spłaty 120 tys. zł długu po zmarłym dziadku. Dlaczego dług dziadka obciąża wnuczkę?

Stało się tak dlatego, bo ojciec dziewczynki sam zrzekł się spadku po swoim ojcu, ale nie zrobił tego w imieniu Julki. Zakładam, że po prostu nie wiedział, że powinien to zrobić, bo gdyby wiedział, to pewnie chciałby ochronić córkę przed tym całym zamieszaniem.

A od kogo miał się tego dowiedzieć? Czy jest jakaś instytucja, która informuje spadkobierców o ich prawach?

Nie ma czegoś takiego, nikt nie uświadamia bliskich z urzędu, nikt nie informuje ich nawet, że są spadkobiercami, więc jeśli nie utrzymują kontaktu z bliskimi krewnymi, to mogą dowiedzieć się o spadku gdy wszystkie decyzje już zapadły na drodze sądowej. Dlatego ważna jest świadomość prawna.

Zacznijmy od tego, że są dwa rodzaje dziedziczenia: ustawowe i testamentowe. W przypadku Julki mamy do czynienia z dziedziczeniem ustawowym, które zachodzi wtedy, gdy zmarły nie sporządził testamentu. Jest ono regulowane przez artykuły 924, 925 i 1031 Kodeksu cywilnego.

Czy może pan to wyjaśnić w sposób zrozumiały dla nieprawników?

Załóżmy, że nasz bliski krewny umiera i po nim dziedziczymy. Mamy sześć miesięcy na to, by podjąć decyzję o przyjęciu lub odrzuceniu spadku. Oczywiście musimy zgłosić ją do sądu. Jeśli nie poinformujemy sądu o naszej decyzji, to automatycznie dziedziczymy spadek z dobrodziejstwem inwentarza.

Co to znaczy?

Najprościej rzecz ujmując komornik, przeprowadzając spis inwentarza po zmarłym, wpisuje to, co zostawił po sobie zmarły do tabelki plusów i minusów. Bierzemy pod uwagę wszystko – zobowiązania finansowe, nieruchomości, nawet kubki i talerze. Długi wędrują do minusów, zaś posiadany majątek do plusów. Jeśli po zsumowaniu tabelki okaże się, że długów jest więcej niż majątku, to spadkobierca nie dostaje nic, ale nie musi regulować zobowiązań zmarłego. Z kolei jeśli jest więcej plusów, a my przyjmujemy spadek, to musimy uregulować minusy. Podam przykład z mojej praktyki: kobieta odziedziczyła mieszkanie warte 100 tys. złotych i 2 tys. zł długu. W takiej sytuacji warto przyjąć mieszkanie, mimo konieczności zapłacenia długu.

Brzmi rozsądnie.

Takie rozwiązanie zostało wprowadzone kilka lat temu, ale nawet przed tą zmianą małoletni, czyli osoby takie jak Julka, dziedziczyli z dobrodziejstwem inwentarza właśnie po to, by nie wchodzili w dorosłość z cudzym długiem.

Dlaczego więc bank chce uzyskać od Julki 120 tys. zł za dług dziadka?

Bank stosuje metody miękkiej windykacji, bo czymś takim jest właśnie list od banku dotyczący zapłaty. Musiało dojść do jakiejś pomyłki, bo bank nie ma prawa pisać do dziecka – korespondencję musi kierować do jego opiekuna prawnego. Poza tym pamiętajmy, że windykator nie ma uprawnień do przymusowego egzekwowania należności. Narzędzia do wyegzekwowania długu ma komornik, który wprowadza w życie orzeczenie sądu. A Julka dziedziczy z dobrodziejstwem inwentarza, czyli najgorsze co może się stać to to, że nie dostanie po dziadku nic, jeśli jego majątek jest równy lub mniejszy długowi w banku.

Jak według pana skończy się sprawa Julki?

Myślę, że bank odstąpi od windykacji należności od dziecka. Pomijając już czysto ludzkie względy, zasypywanie 5-latki listami z żądaniem spłaty jest po prostu marketingowym „strzałem w stopę”.

Czyli Julka i jej bliscy mogą spać spokojnie?

W mojej opinii nic im nie grozi.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...