Kobiety są podłe, bo od małego uczą się wredności. "Bajki karmią je intrygami księżniczek, a one myślą, że to życie"

Gimnazjalistki brutalnie skopały koleżankę w Gdańsku.
Gimnazjalistki brutalnie skopały koleżankę w Gdańsku. Fot. Screen/Facebook
Kobiety są wredne. Szczują przeciwko sobie. Non stop o tym słychać. Już w przedszkolu 4- czy 5-latki potrafią wykazać się perfidią. W gimnazjum, czego mieliśmy dowód w Gdańsku, reagują wstrętną agresją, a pół Polski dziwi się potem, że dziewczyny, a tak się zachowują. Zachowują, i to bardzo często. Od małego chłoną takie zachowania jak gąbka. Sprzedawane w bajkach, w telewizji, i w domu. – Uczą się tego od najmłodszych lat – przyznaje psycholog.

Znajoma Magda do dziś pamięta, jak w trzeciej klasie szkoły podstawowej koleżanki postanowiły sprawdzić na przerwie, czy nie maluje rzęs. Miała długie, czarne, nie wierzyły, że są naturalne. – Otoczyły mnie grupą, powiedziały, że przyniosą waciki i zmyją, bo kłamię. Dręczyły mnie przez całą przerwę. Ja wtedy nawet o tuszu do rzęs nie słyszałam – wspomina.



Zawsze dziewczyny nakręcały sytuacje
Wredności koleżanek doświadczyła na własnej skórze nie raz. Gdy była w pierwszej klasie szkoły podstawowej, musiała zmienić szkołę. Nie znała nikogo, ale szybko zaprzyjaźniła się z jednym z kolegów. – Okazało się, że był najfajniejszy i najprzystojniejszy, ale ja nie zwracałam na to uwagi, bo fajnie się bawiliśmy. Ale dziewczyny w klasie nie mogły tego znieść. Poszły do niego i opowiedziały mu o mnie jakieś straszne rzeczy. Od tego dnia przestał się do mnie odzywać – mówi. Miała wtedy 7 lat!

A wyobraźcie sobie jeszcze młodsze dziewczynki. 4-latki w przedszkolu, które śmieją się z rajstop koleżanki. Albo z jej piżamki, którą wkłada podczas leżakowania. Z pościeli. Z tego, że koleżanka źle mówi. Powody zawsze się znajdą. Tak, jak małe, podłe kobietki, które już w tym wieku nieźle potrafią rozstawiać inne koleżanki po kątach. – To dziewczyny zawsze nakręcały różne sytuacje. Nigdy chłopcy – mówi Magda. Wiele kobiet na pewno ma takie, doświadczenia, czy obserwacje.

To nagranie z gdańskiego gimnazjum pokazało najokrutniejszą formę takich zachowań. Brutalność, której, oczywiście, nie brakuje chłopcom, ale nie na niej w końcu się skupiamy. Ta damska bardziej szokuje, zwłaszcza gdy jest tak agresywna. Z czego się bierze?
Winny jest system
Natasza Kosakowska-Berezecka, psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego, podkreśla przede wszystkim, że to nie jest żadna cecha kobiet. Nie jest to nic wrodzonego, nie ma tu żadnego biologicznego wytłumaczenia. Jest za to system, który takie zachowania akceptuje, nie mówiąc o tym, że je promuje i wręcz uczy. Od małego. W przeciwieństwie do chłopców, którzy odbierają zupełnie inne sygnały od społeczeństwa.

Dziewczynki nie są uczone otwartego wyrażania swojej złości. Nie są uczone mówienia wprost, asertywnie jak chłopcy. Jeśli chłopiec powie do kolegi, że jest głupi, to jest w porządku. Dziewczynka będzie się bała, że nie będzie lubiana. Nie jest też uczona konfrontacji 1:1, jak chłopcy. Dlatego dziewczynki budują swoje grupki, bo w nich czują się pewniej i stosują metody, które są bardziej akceptowalne społecznie – mówi na Temat. Czyli co robią? – Knują, plotkują, załatwiają coś poza plecami. Taka jędza zawsze coś boczkiem załatwi. Gdyby uczono dziewczynki konfrontacji i mówienia wprost, w twarz, takich zachowań by nie było – pada odpowiedź.

A zatem wszystkiemu winien damsko-męski świat. Hierarchia i stereotypy, które wciąż pokutują w naszym społeczeństwie. Psycholog Marta Abramowicz: – Kobiety mają inne możliwości ekspresji w strukturze zaprojektowanej przez mężczyzn. Chłopcy mogą więcej. Są uczeni, że więcej im wolno. Przewodzenia, zajmowania przestrzeni, wystąpień publicznych. Dziewczynki bardziej zamykają się w strefie prywatnej, domowej, co wynika również z historii. Dlatego rozwinęły inny sposób komunikacji między sobą. Stosują inne środki.

Martwią się, czy zdobędą męża
Tego knucia uczą się już od małego. Choćby oglądając bajki. Szczupłe księżniczki rywalizujące o księcia, biedne, pokrzywdzone, które książę ratuje. Ileż knucia jest w klasyce, czy to Kopciuszek, czy Królewna Śnieżka.
– W wielu bajkach widzimy, jak dziewczynki robią sobie psikusy, są wredne. Mam syna i widzę, że jest zdecydowania różnica między intrygami księżniczek niż, na przykład, w filmowym świecie pociągów. Jak inna jest komunikacja między bohaterami obu filmów – mówi Marta Abramowicz. Co jeszcze mają z bajek? Skupienie się na własnym wyglądzie, rywalizację o księcia. – Ono wynika z pewnego układu sił w świecie damsko męskim. Dziewczynki są tego uczone od najmłodszych lat. Dlatego, jeśli mają wysunąć jakiś argument przeciwko kobiecie, to wykorzystują ten, który może najbardziej dotknąć, czyli związany z wyglądem – dodaje.

Psycholog dziecięca, Izabela Krauze, dodaje, że ta rywalizacja o samca potrafi objawić się już w bardzo wcześnie. – Niektóre dziewczynki już w wieku 7 lat martwią się, czy zdobędą męża. Posiadanie męża staje się dla nich najważniejszą wartością, co nie jest normalne – mówi naTemat Izabela Krauze.
"To nie jest specyfika kobiety"
Przesadnie dbają o wygląd, coraz wcześniej zaczynają się malować. – W okresie dojrzewania silne jest budowanie własnej tożsamości seksualnej. Pojawia się rywalizacja, kto jest lepszy, kto atrakcyjniejszy. Jest malowanie paznokci, mocny makijaż, nie mówiąc o kreowaniu swojej seksualności na Facebooku. Dziewczynki szybciej dojrzewają, cechy rywalizacyjne pojawiają się u nich wcześniej – dodaje Izabela Krauze.

Niedawno znajoma opowiadała o 12-letniej dziewczynce, która jako jedyna w klasie nie farbuje sobie włosów (kolorowe pasemka), bo mama się nie zgodziła i dziecko już ma problem w szkole. I o 10-latce, która wstydzi się rozebrać na WF, bo uważa, że jest zbyt otyła i dziewczyny będą się śmiać. Nie chłopcy.

Bo do bajek dołączają filmy dla nastolatek, reklamy, kolorowe pisma, sesje zdjęciowe małych gwiazd. – Jestem przerażona programami typu Szkoła, 19+ – mówi jedna z psycholożek. To wszystko utwierdza tylko w stereotypach, które – gdyby zniknęły – mogłyby pomóc wyeliminować taką zajadłość wśród kobiet.

– To nie jest tak, że wszystkie kobiety są wredne. To nie jest specyfika kobiety. To wynika z pewnej organizacji kultury, która takie zachowania promuje. Gdy kobieta musi udowodnić, że jest lepsza, gdy mamy do czynienia z zachowaniami o podłożu rywalizacyjnym. To system tak powoduje. Jeśli organizacja jest oparta na otwartości, różnorodności szacunku, to takich zachowań nie ma – tłumaczy Natasza Kosakowska.

Prowadziła wiele badań na ten temat, również za granicą, niedawno wyszła jej książka "Między grupami". I obserwuje, że tam, gdzie jest większa równość płci, nie ma potrzeby silna rywalizacja wśród kobiet. Na przykład w Norwegii. – Ale tam już w przedszkolu dzieci uczone są współpracy grupowej – mówi.

Światełko w tunelu
Natasza Kosakowska przewiduje, że w Polsce zmiana takiego podejścia może zająć dziesięciolecia. Przy założeniu, że nic w systemie się nie zmieni. Pewne światełko już jednak widać,do nas też dotarło.
– Nowe produkcje filmowe napawają optymizmem. Jest Shrek i jego narzeczona, która nie spełnia kanonów piękna. Jest "Merida Waleczna", która bierze sprawy w swoje ręce. Mamy "Krainę Lodu", gdzie już nie ukochany, ale siostra siostrę ratuje. Są nowe wersje klasycznych baśni, jak Kopciuszek z Cate Blanchett. Te dziewczyny już biorą sprawy w swoje ręce, już nie czekają na księcia, biorą byka za rogi, wykładają kawę na ławę i idą do przodu. Ja się naprawdę cieszę zmianą tego przekazu. I z radością idę z moimi synami do kina – słyszę.

Ale choć coraz więcej takich produkcji promujących fajne zachowania, to wciąż kropla w morzu. – Zmiana musi iść w parze z przekazem medialnym. Bo jednocześnie ciągle mamy reklamy, w której kobieta pierze. Masa krytyczna jeszcze się u nas nie przelała – mówi Natasza Kosakowska.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...