Od tylu lat dyskryminują Polaków i żaden rząd nie może nic z tym zrobić. Aż młody prawnik z Gdańska poruszył Europę

Protest w Warszawie, 2013 rok.
Protest w Warszawie, 2013 rok. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Rządy w Polsce i na Litwie się zmieniają, ale sytuacja Polaków tuż za naszą granicą ciągle pozostaje bez zmian. Nie ma drugiego takiego państwa w UE, gdzie mniejszość polska byłaby tak jawnie dyskryminowana. Przez kilkadziesiąt lat nie pomaga dosłownie nic. PO, PiS, nie ma znaczenia. Żadne wizyty państwowe, apele, rozmowy. Dlatego sześć lat temu młody prawnik z Gdańska postanowił działać. Złożył petycję w Parlamencie Europejskim. I UE się nią zajęła. Właśnie znów o tej petycji zrobiło się głośno. Jest nadzieja, że więcej ludzi w Europie usłyszy, jak Polacy na Litwie są dyskryminowani.

Od lat słyszymy o tych samych problemach. Polacy na Litwie nie mogą w dokumentach pisać swoich nazwisk w języku polskim, tylko w języku litewskim. W rejonach, gdzie są duże skupiska ludności polskiej, nie mogą umieszczać tabliczek informacyjnych w języku polskim, tylko litewskim. Dla porównania – Litwini mieszkający w Polsce, zwłaszcza w okolicy Sejm, nie mają z tym żadnego problemu.



Co więcej od 2011 roku polscy uczniowie na Litwie muszą zdawać maturę z języka litewskiego. Z tego powodu z góry są na straconej pozycji. Najczęściej chodzą do polskich szkół, mają dużo mniej zajęć w języku litewskim. – Różnica lekcji z języka litewskiego w polskich i litewskich szkołach jest ogromna, sięga 800 godzin. Polscy uczniowie w krótkim czasie muszą to nadrobić, przeczytać mnóstwo litewskich autorów. Obserwujemy, że od kilku lat uzyskują słabsze wyniki. Dostają mniej punktów, mają gorszy start na wyższe uczelnie – mówi naTemat Robert Mickiewicz, redaktor naczelny "Kuriera Wileńskiego".

To gorzka prawda - daliśmy się ograć jak dzieci i niektórych spraw nie da się odwrócić...

Opublikowany przez Staniulis Viktoras na 3 maja 2017
Posyłają dzieci do litewskich szkół
Podkreśla, że nie ma żadnej chęci we władzach w Wilnie, by to zmienić. Litwa jest niewzruszona. Atmosferę jeszcze podgrzewają media. – Piszą, że Polacy znowu czegoś żądają. Tak im dobrze, a znowu czegoś chcą – dodaje Józef Kwiatkowski, szef "Macierzy Szkolnej" na Wileńszczyźnie.

Efekt? Cierpi polskość, bo wielu rodziców zaczyna posyłać dzieci to litewskich szkół. Gdzie języka polskiego nie ma, jest za to lituanizacja. – Ta matura to antyreklama dla polskich szkół. Dyrektorzy polskich szkół nieoficjalnie przyznają, że połowa polskich dzieci trafia dziś do szkół litewskich – mówi Robert Mickiewicz. Do tego przeniesiono jeszcze najsłynniejszą w Wilnie, polską szkołę z tradycjami, do gorszego budynki, na drugą stronę rzeki. – Zrobili to, żeby polepszyć warunki dzieciom litewskim. Mówiąc wprost, im polepszyli, a pogorszyli dzieciom polskim – mówi Józef Kwiatkowski.

Taka sytuacja jest od lat. Nie pomogły żadne rządy. O żadnych głośnych działaniach z ich strony, oprócz wielokrotnych wizyt na linii Warszawa-Wilno (sam prezydent Lech Kaczyński odbył ich kilkanaście) na pewno nie było głośno w Europie. A przynajmniej nie tak, jak o petycji Tomasza Snarskiego do Parlamentu Europejskiego.

To on zaalarmował UE
Młody prawnik z Gdańska złożył ją w 2011 roku, by zwrócić uwagę UE na to, jak prawa mniejszości jednego europejskiego narodu są dyskryminowane przez unijne państwo. Zrobił to jako prawnik specjalizujący się w prawach człowieka, jako człowiek, którego rodzina pochodzi z Litwy i jako Polak, który nie może patrzeć, jak prawa jego rodaków są gwałcone za granicą. Że naruszana jest ich godność i prawo do tożsamości narodowej.
– Nie chodziło mi przy tym o żadną konfrontację, o oskarżanie, stawianie przed sądem, czy wytykanie, kto jest gorszy. Chodziło mi o zwrócenie uwagi Unii Europejskiej na problem uniwersalnych wartości. Im więcej i głośniej będzie się o tym mówiło, tym lepiej. Czy wie pani, że nawet wielu Polaków w kraju mówi o Polakach na Litwie "Polonia"? To niewiarygodnem, ale nie rozumieją, że to żadni emigranci z kraju. To ludność autochtoniczna, której ojczyzną jest Litwa. I której prawa powinny być chronione ustawą o mniejszościach narodowych – mówi naTemat.

Pomaga Jarosław Wałęsa
Tomasz Snarski nie złożył tej petycji, by zaraz o niej zapomnieć. Nie czekał też bezczynnie aż PE się nią zajmie. Przez te sześć lat aktywnie pilnował jej losów i widzi plusy. Mówi, że otrzymał duże wsparcie od wielu środowisk, w tym od europosła Jarosława Wałęsy. Wałęsy, który – jako członek Komisji Petycji – od początku wspiera jego inicjatywę. – Warto podkreślić, że działania PE w tej sprawie są ponadstandardowe. Już dwa razy wysłano list do litewskich władz z prośbą o wyjaśnienie sytuacji polskiej mniejszości. Każdego miesiąca coś dzieje się wokół tej sprawy. W ciągu tych sześciu lat lat na Uniwersytecie Gdańskim powstała nawet praca dyplomowa na ten temat – mówi. Na początku maja odbyło się kolejne przesłuchanie w Brukseli.
Pytam, jak ocenia działania polskich władz. Mimo wielkich zapewnień obecnego rządu, nie widać z ich strony wielkich działań. Nie słychać o tak wielkim zaangażowaniu w łagodzenie polsko-litewskich sporów, jak miało to miejsce choćby za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Andrzej Duda nie pojechał, na przykład, w ciągu pierwszych 100 dni do Wilna. Czy pomoże Polakom na Litwie? – zastanawialiśmy się 2 lata temu. Dziś też nie brak też było wpisów w sieci, zwłaszcza, po zabraniu budynku polskie szkole, że rząd PiS zdradził. Tyle obiecywał, a tu nic.

– W politykę nie wchodzę. Robię swoje – ucina Tomasz Snarski. Gdy podczas wcześniejszego przesłuchania, jeszcze w 2012 roku, litewskie władze próbowały je upolitycznić, bardzo się wtedy obruszył: – Powiedziałem im: "To, co Państwo macie do polskiego rządu, proszę wyjaśniać z polskim rządem. Ja zgłaszam petycję jako obywatel UE z Polski, działający na rzecz moich rodaków. Każdy obywatel UE ma prawo złożyć taką petycję na rzecz ochrony praw człowieka.

"Uwielbiam Litwę"
Petycję cały czas można podpisywać, rozchodzą się takie posty na Facebooku. Ponieważ została zgłoszona dawno, nie ma jej w rejestrze. Można to zrobić jednak w taki sposób:

Każdy może bezpośrednio na adres poczty elektronicznej Komisji Petycji (peti-secretariat@ep.europa.eu) wystosować krótki...

Opublikowany przez Mieczysław Machulak na 9 maja 2017
Adwokat podkreśla, że do Litwy absolutnie nic nie ma. – Uwielbiam ją, uważam się za jej przyjaciela. Uważam po prostu, że dyskryminowanie polskiej mniejszości, szkodzi Litwie. To samo powiedziałbym o Polsce, gdyby zachowała się w podobny sposób wobec zamieszkujących ją mniejszości narodowych – dodaje.

Być może Litwa powoli zaczyna to rozumieć. Drobne, niewielkie światełko pojawiło się w tunelu. Zaskakujące dla wszystkich, którzy śledzili sprawy Polaków na Litwie od lat. – Zdają sobie sprawę, że Polska jest Litwie potrzebna. Jest jej oknem drzwiamim korytarzem do zachodniej Europy. I muszą dojść z nią do porozumienia – mówi Robert Mickiewicz. Zwłaszcza jeśli chodzi o energetykę, sprawy gospodarcze.

Ten mikrokroczek to, jak mówi, efekt polityki polskiego rządu. Której praktycznie nie widać, ale Polacy na Litwie oceniają ją jako twarde stanowisko. – Wszystkie poprzednie spotkania przez 20 lat nic nie dawały. Teraz rząd postawił warunek, że będą rozmawiać, jak Litwa coś zrobi. Piłeczka w grze jest po stronie Litwy – mówi.

Żadnego "ą", "ę"
Dlatego kilka dni temu litewski Sejm zaakceptował w pierwszym czytaniu pewien gest w stronę Polaków. Chodzi o pisownię polskich nazwisk w dokumentach. – Rządowi zależy na naprawie stosunków z Polską, dlatego część parlamentarzystów zgodziła się na użycie niektórych liter, ale tylko z alfabetu łacińskiego. Żadnego "ą", "ę". Polacy to popierają, bo zawsze to coś. Ale to nie rozwiąże wszystkich problemów. Tym bardziej, że w litewskie partie są podzielone w tej sprawie, wielu polityków jest przeciwko – mówi naczelny "Kuriera Wileńskiego".

Jeśli nic się nie zmieni, Litwa dalej będzie tracić wizerunkowo, Polacy zaczną się asymilować. Albo wyjeżdżać z Litwy. Słyszę, że bardzo wielu już wyjechało. Tyle, że nie do Polski. – Do Wielkiej Brytanii, Irlandii, Norwegii, Niemiec. Masa polskiej młodzieży wyjeżdża na zachodnie uczelnie i już na Litwę nie wraca. Ale do Polski nie jadą – przyznaje Robert Mickiewicz.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...