Młodzi idą po władzę. Ten 30-latek może zostać najmłodszym szefem rządu w Europie. Tak właśnie zaczyna się efekt Macrona

Sebastian Kurtz, szef MSZ Austrii, w wielu 30 lat stanął na czele Austriackiej Partii Ludowej.
Sebastian Kurtz, szef MSZ Austrii, w wielu 30 lat stanął na czele Austriackiej Partii Ludowej. Fot. Wikipedia/CC BY 2.0
Sebastian Kurz już pobił jeden rekord. Gdy został szefem austriackiego MSZ, miał 27 lat i stał się najmłodszą osobą na tym stanowisku w historii nie tylko Unii Europejskiej, ale i świata. Od kilku dni przewodzi Austriackiej Partii Ludowej, ma duże poparcie w narodzie i niedługo będzie walczył o to, by zostać kanclerzem Austrii. Coraz bardziej jest też porównywany z Emmanuelem Macronem. Bo tak jak 39-letni Francuz, on też całkowicie może zmienić politykę kraju. Macron-mania – jak ktoś określił w sieci – właśnie Austrię dopadła.

Austriaków czekają przyspieszone wybory parlamentarne. To efekt sporów w koalicji, którą tworzą Socjaldemokratyczna Partia Austrii obecnego kanclerza oraz chadecy z Austriackiej Partii Ludowej, której liderem od niedzieli jest Sebastian Kurz. Człowiek, który niczym Bartłomiej Misiewicz, już w wieku 16 lat zaangażował się w politykę i konsekwentnie się w niej realizuje, coraz wyżej pnąc się po politycznej drabinie.


Co więcej, podobnie jak Misiewicz, nie ukończył studiów, w dodatku również prawniczych. Zawiesił je w 2011 roku, by na dobre zająć się polityką. W przeciwieństwie do asystenta Antoniego Macierewicza, mocno mu się to jednak udało. "Cudowne dziecko" – takie określenia można dziś przeczytać pod jego adresem.
Nowa generacja polityków
Bez wątpienia tego sukcesu niejeden młody z takimi aspiracjami na pewno może mu pozazdrościć. Gdy w niedzielę Kurz stanął na czele chadeków, natychmiast posypały się komentarze, że oto młodzi liderzy dochodzą w Europie do głosu. Nowa generacja polityków, politycy przyszłości. Bez względu na poglądy, przywódcy z wizją. Premier Włoch Matteo Renzi, lat 42. Prezydent Francji, lat 39. I teraz on, rocznik 1986, najmłodszy ze wszystkich.
Wybory odbędą się w październiku, ale Sebastian Kurz już niemal został okrzyknięty austriackim Macronem. Porównaniom nie ma końca, jakieś ogólne szaleństwo towarzyszy mu w mediach, choć w przeciwieństwie do prezydenta Francji Kurz jest, np., wielkim przeciwnikiem imigrantów.

Jako szef MSZ nie raz mówił, że ci z Afryki Północnej powinni być odsyłani do kraju pochodzenia. Krytykował politykę "otwartych drzwi" Angeli Merkel. W styczniu opowiedział się za tym, by zakazać noszenia chust urzędnikom państwowym. Mówił również, by z powodu uchodźców, nie stawiać Polski i Węgier pod pręgierzem. Jako zagorzały katolik opowiada się za tym, by krzyże wisiały w każdej klasie.

Chciał mieć wolną rękę
Ale to nie ma znaczenia. Niektórzy już głoszą, że to drugi Macron, inni zastanawiają się, czy nim zostanie, czy skopiuje wręcz jego sukces. Na pewno jest młody, gotów do zmian, pełen energii, chce wprowadzić nowe twarze. Odświeżyć austriacką politykę, a może kompletnie ją przemodelować. Na czym jeszcze ma polegać główne podobieństwo?
Podobno Kurz postawił warunek, że przejmie schedę po swoim poprzedniku w ÖVP, ale chce mieć całkowitą swobodę działania w partii. Media w Austrii bardzo szybko zaczęły spekulować o jego zapędach dyktatorskich. Nie minęły trzy dni, a już pojawiły się konkrety. To Kurz chciał przedterminowych wyborów. Gdyby nie on, prawdopodobnie by ich nie było.

A potem ogłosił, że wystartuje w wyborach nie jako ÖVP, ale "Lista Sebastiana Kurza - nowa Partia Ludowa". Praktycznie wzorując się za ruchu politycznym, który przyniósł zwycięstwo prezydentowi Francji. W którym będzie wiele nowych twarzy, co już zapowiedział. I który może powstrzymać skrajną prawicę przed wejściem do parlamentu.

Could Austria know a similar fate to France ?

Opublikowany przez Visegrád Post - English na 16 maja 2017
Ma duże poparcie
Na fali niechęci do imigrantów Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ) prowadzi w sondażach. Ugrupowania Kurza jest na 3 miejscu, ale wszyscy podkreślają, że właśnie Sebastian Kurz personalnie cieszy się ogromną popularnością i w tym upatrują nadziei.
Ale, co ciekawe, podobno więcej go łączy z FPÖ niż dzieli, zwłaszcza w kwestii imigrantów. Podobno ma świetny PR i wie, jak o niego dbać. A to znaczy, że skrajnej prawicy może zabrać trochę wyborców.

Jak przypomina brytyjski "Guardian", w politykę zaangażował się w 2003 roku, dołączył wtedy do młodzieżówki chadeków – było to w momencie, gdy ÖVP tworzyła koalicję z FPÖ.
Po której bardziej opowie się stronie, jeśli wygra? Trzeba poczekać do października.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...