Wstyd z krematorium. Mało który Polak zdaje sobie sprawę z tego, co działo się w obozie w Kulmhof

Fot. Jerzy Przybek, WTK
Wstyd – odpowiada kierownik muzeum w obozie Kulmhof, gdy pytam o obraz człowieka, który wyłania się z jego kilkudziesięciu lat badań nad holocaustem i historią obozu w Chełmnie nad Nerem.

Wstyd w obozie Kulmhof otula jak za mały płaszcz. Bez niego można zamarznąć, lecz mocno krępuje ruchy. Wstyd jest jednak w tym miejscu jedynym stosownym strojem. 
Wstyd - szczególnie, gdy zdajemy sobie sprawę, że o tym pierwszym, doświadczalnym nazistowskim obozie koncentracyjnym pod Koninem - większość Polaków nie ma pojęcia. Ba, pojęcia nie ma większość Wielkopolan, choć obóz jest przy zjeździe z autostrady w Kole. Wstyd, jest tu też reakcją obronną na koszmar obozu - wyparcie. Czy to także odruch Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która udaje, że nie słyszy próśb dyrekcji muzeum o tablice przy autostradzie informującą o sąsiedztwie obozu? Jest zaraz przy zjeździe z autostrady, i choć GDDKiA chętnie oznacza wiele miejsc kulturalnie mniej lub bardziej istotnych, o pierwszym w dziejach nazistowskim obozie masowej zagłady nasza Autostrada Wolności milczy. 
Wstyd, gdy staje sie przed pomnikiem postawionym w lesie, w którym Niemcy grzebali zwłoki około 200 tysięcy swoich ofiar. Na pomniku bowiem wspaniałomyślnie umieszczono fragment ocalałej odezwy do przyszłych pokoleń jednego z zamordowanych w Kulmhof. Polacy jednak ten testament ofiary holocaustu na pomniku ocenzurowali – wykreślając zarzut pod naszym adresem. 


W oryginale odezwy czytamy (pisownia oryginalna):

Otóż prosimy, aby nas przyszli bracia się zemścijcie na naszych morderców Niemców. Świadkami naszego gnębienia są Polacy, którzy mieszkają w tej okolicy.

Na pomniku czytamy natomiast: Otóż prosimy, aby nasi przyszli bracia ukarali naszych morderców. Świadków naszego gnębienia, którzy mieszkają w tej okolicy jeszcze raz prosimy o rozgłoszenie tego morderstwa po całym świecie. O Polakach na pomniku nie przeczytamy.

Wstydliwa próba czegoś, co nazywamy polityką historyczną. Wstyd ingerować w przedśmiertną odezwę ofiary obozu. Wstyd przyglądać się temu od lat 60tych, gdy pomnik powstał i milczeć. Wstyd jednak także patrzeć dziś na sporą część terenu w lesie. Zapuszczoną, z sypiącymi się popękanymi chodnikami. Wstydliwie niedoinwestowaną, choć zaczyna się to właśnie, dzięki samorządowi województwa, zmieniać.
Wstyd powinno się jednak docenić i wykorzystać. To on jest bowiem jedynym mechanizmem przerabiania win w zalety. Teren obozu Kulmhof powinno się jak najszybciej doinwestować i opisać, jako obóz i las pamięci o ofiarach nacjonalizmu. Podnosząca dziś łeb w Europie nienawiść do inności, stawianie danego narodu w roli wroga to rozpoczynanie podroży po starym nacjonalistycznym trakcie, który przechodzi przez ruiny pałacu w Chełmnie nad Nerem, w których widać ciągle cegły, o które opierali się osłabieni głodem więźniowie obozu śmierci, przez las, w którego mchu ciągle widać kawałki kości (naprawdę). Aż wiedzie nas ta droga do zimnej metalowej bramy z sentencją o pracy dającej wolność.

Procesy powojenne

W lipcu 2001 sąd w Koninie skazał 78-letniego Henryka Manię na osiem lat pozbawienia wolności za to, że od 8 grudnia 1941 do 7 kwietnia 1943 w obozie zagłady Kulmhof pomagał hitlerowcom w eksterminacji ludności. Proces ten był pierwszym, skierowanym do sądu przez IPN i jednocześnie pierwszym od 1973 procesem w sprawie zbrodni ludobójstwa. Czytaj więcej

za Wikipedią
Jeśli chcemy zawrócić z tego traktu dzisiejsze i przyszłe tłumy znudzone spokojną Europą – pokażmy im obóz Kulmhof – opowiedzmy jego historie. Obóz zagłady w Chełmnie nad Nerem to euforia nacjonalizmu, spełnienie jego makabrycznych marzeń. By o CV nacjonalizmu przypomnieć, trzeba jednak teren ten odpowiednio wyeksponować. W muzeum Kulmhof, dzięki sporej pracy jego pracowników, mimo trudności, jest już nieco do opowiedzenia. Choć 70 lat po wojnie teren ten powinien już dawno być opisany i ciekawie wyeksponowany. Las natomiast jak najszybciej powinien stać się ogrodem pamięci o ofiarach nacjonalizmu i jasną przestrogą przed wchodzeniem na tę drogę. Resztki betonowego krematorium zostawione przez zbrodniarzy są pełniejszą opowieścią o tym, dokąd zmierza narodowy egoizm niż przepychanki w telewizyjnych debatach.
Nie liczę na to, że samorządowcy, którzy kupili uczniom bilety do kin na film Smoleńsk wydadzą teraz pieniądze na organizacje wyjazdów dzieci do Chełmna Nad Nerem. Liczę, że zrobią to samorządowcy racjonalni, którym zależy na przyszłości ich gminy, kraju i Europy.
Chowanie głowy w teraźniejszość to lęk.
Mądrzejszy byłby - wstyd.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...