Do trzech razy sztuka. Mariusz Dyba zwycięża Idola, ale żaden z niego debiutant

Mariusz Dyba to weteran programów rozrywkowych. Ostatni z nich, Idola, w końcu udało mu się wygrać.
Mariusz Dyba to weteran programów rozrywkowych. Ostatni z nich, Idola, w końcu udało mu się wygrać. Fot. Screen z Idol Polska / Youtube
Pamiętam jeszcze te emocje, kiedy tuż przed ogłoszeniem zwycięzcy pierwszej edycji idola pół Polski drżało - Janosz, Flinta, a może Wydra? Po 15 latach i lawinie programów typu talent show, trudno o zawrót głowy z powodu kolejnego laureata Idola. Czy Mariusz Dyba będzie inny? Wokalista zrobił już bardzo wiele, by się wybić.

Z założenia Idol miał być programem dla osób nieznanych, ale utalentowanych i zasługujących na szansę na karierę. W praktyce nie zawsze tak było, Zalef (pseudonim Krzysztofa Zalewskiego z czasów, kiedy jeszcze unikał fryzjerów) miał zespół i spore grono fanów, Uniatowski występował już nawet z Rodowicz. Podobnie jest z nowym-starym idolem Polaków - Mariusz Dyba na niejednej scenie robił już fikołki.



28-latek pochodzi z Ornety i mieszka w Olsztynie, zanim wybrał karierę muzyczną, zdążył jeszcze zostać ratownikiem medycznym. Nie ma wykształcenia muzycznego, jest samoukiem, nie tylko jeśli chodzi o wokal, ale i grę na pianinie i gitarze. Kilka lat temu intensywnie koncertował z rockowym zespołem Elephant Memory, potem dołączył do Chemii, z którą jest związany do dziś. Chemia miała już nawet sukcesy za granicą - początek maja zespół spędził w Hollywood i Los Angeles, koncertując podczas imprez MUSEXPO 2017 i WORLDWIDE RADIO SUMMIT 2017.

Ready to fight!!!! Za chwile showcase Chemii w legendarnym Viper Room w Los Angeles Trzymajcie kciuki :)

Posted by Mariusz Dyba on Friday, May 5, 2017
Żeby przekonać do siebie również polskich fanów rockowych dźwięków i wybić się w naszych mediach, Dyba musiał bardzo się postarać. W 2014 roku chciał podbić "The Voice of Poland” repertuarem Miley Cirus, w 2015 w "Must be the Music” kreował się na polskiego Eda Sheerana. Telewizja go dostrzegła, ale telewidzów do siebie nie przekonał. Jak to mówią, do trzech razy sztuka.
Jego wygrana w Idolu wcale nie była czymś oczywistym. Zanim został ogłoszony werdykt, Dyba musiał wystąpić aż trzykrotnie. Najpierw wykonywał piosenkę z castingu, potem utwór, który określiliby jako swój ulubiony, a na koniec taki, który dedykują swoim bliskim. Występujący jako pierwszy Mariusz Dyba przypomniał swoją interpretację "Hold Back The River” Jamesa Baya, która swego czasu sprawiła, że jednej z jurorek trudno było wysiedzieć w miejscu - Ewa Farna wybiegła za kandydatem na korytarz, by zaśpiewać z nim w duecie. - Nie byłeś moim faworytem, ale dziś nie było ani jednego krzywego dźwięku - powiedziała po występie Elżbieta Zapendowska.
Potem Dyba wziął się za jeden z największych przebojów Radiohead - "Creep”. Janusz Panasewicz skomentował występ krótko - Poszedłeś dziś po złoto. Ostatnia piosenka, "Pocztówka z kosmosu” Korteza, nie wywołała już takich zachwytów, ale wystarczyło, by zrealizować plan, na który wokalista tak ciężko pracował.

Pytany przed finałem co zrobi z wygraną, Dyba nie miał wątpliwości, że swoją karierę będzie budować razem z zespołem - choć przykład wspominanego Zalewskiego, który największy sukces odniósł po rozstaniu z heavymetalowymi kompanami pokazuje, że w praktyce różnie bywa.

– Na pewno, gdybym został Idolem, zrobiłbym niezapomnianą imprezę dla swoich przyjaciół, zainwestował dużą część pieniędzy w sprzęt muzyczny, jakiś busik do wożenia siebie i muzycznego mandżuru i podsumowując - na pewno wygrana w programie to nie byłyby moje żniwa, tylko kolejna inwestycja w pracę artystyczną – deklarował niedawno Mariusz Dyba.

Dziś brak mi słów i jedyne emocje to wdzięczność i radość... To Wasz sukces, Rock powraca!!! Dziś obroniliśmy wspólnie...

Posted by Mariusz Dyba on Wednesday, May 17, 2017
Wokalistę czeka blichtr, splendor, ćwierć miliona złotych i kontrakt na solową płytę i jej promocję. Czy Dybie uda się mądrze wykorzystać tę szansę - okaże się w najbliższym czasie. Na razie o swoim sukcesie poinformował fanów na Facebooku. – Dziś brak mi słów i jedyne emocje to wdzięczność i radość... To Wasz sukces, Rock powraca!!! – emocjonuje się artysta.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...