6 filmów i seriali, które podobno znają wszyscy. Wstyd się przyznać, że nie widziało się tych klasyków

"Twin Peaks" - jedna z tych produkcji, której nieznajomość jest przyjmowana z pogardą.
"Twin Peaks" - jedna z tych produkcji, której nieznajomość jest przyjmowana z pogardą. Fot. Mat. promocyjny
Każdy je widział, każdy ma swoje zdanie na ich temat i każdy dziwi się słysząc, że tak kultowe dzieła mogą umknąć czyjejś uwadze. Bo "kultowych" seriali i filmów po prostu nie można przegapić. I zazwyczaj lepiej się do takiego faux pas nie przyznać. Choćby, gdy idzie o wybrane przez nas dzieła.

SERIALE

"Miasteczko Twin Peaks"

Serial, który zmienił telewizję - tak w wielkim skrócie przedstawia się dwusezonową opowieść o miasteczku równie sennym, co groźnym. Grubo dwie dekady po premierze fani z całego świata wciąż debatują nad "Twin Peaks" i przebierają nogami na myśl o kolejnej serii.



Za produkcję kontynuacji wzięła się telewizja Showtime, w Polsce nowe odcinki pokaże HBO. Premiera odbędzie się 22 maja, ekscytacja sięga więc zenitu. Ci, którzy tak bardzo nie mogą się doczekać, "męczą" to, co już było i namawiają do oglądania innych - pewnie pukając się też przy okazji w czoło. Nie znać "Twin Peaks", to przecież jakaś abstrakcja...

"Seks w wielkim mieście"

Mówią "Carrie", dodajesz "Bradshaw". Chyba że słysząc to imię, przed oczami pojawia się ta, która na szkolnym balu uwolniła zabójcze moce. Stephen King dedykował jej całe opowiadanie - kilkakrotnie zresztą przeniesione na ekran. Można zakładać jednak, że więcej ludzi słyszało o pannie Bradshaw niż White.

Felietonistka "Vogue'a" z apartamentem na Manhattanie, fanka Manolo Blahnika i wielka romantyczka, szukająca problemów tam, gdzie ich nie ma, przeszła do historii telewizji jak mało kto. 30-latki na całym świecie zawdzięczały jej marzenia o grupie wiernych przyjaciółek, garderobie wielkości kawalerki, karcie kredytowej i przystojnych adoratorach. Wyszedł z tego kultowy serial.

"Z archiwum X"

Agenci Mulder i Scully przecierali szlaki bohaterom telewizyjnych historii science fiction. Bez "Z archiwum X" nie byłoby "Zagubionych", "Supernatural" czy "American Horror Story". Sympatycy produkcji wierzą pewnie, że ich twórcy i tak ledwie dotknęli wysoko zawieszonej poprzeczki.

David Duchovny do roli w "Californication" był gościem w garniaku, jego koleżance Gillian Anderson chyba przyklejono łatkę Scully na dobre. I to pomimo że grała inne bohaterki - ostatnio całkiem nieźle policjantkę w serialu "Upadek", a wcześniej psycholożkę w "Hannibalu". Podobno na jedno kopyto - nie z tej ziemi. Para agentów wróciła jakiś czas temu, więc dla nieznających serii zaległości rosną jak nadnaturalny problem.
FILMY

"Gwiezdne Wojny"

Klasyk nad klasykami, rzec można by (udając trochę mistrza Yodę). Kto by tam nie podziwiał Luke'a Skwylalkera, kosmicznego pachołka, który odnajduje w sobie Moc, dzielną księżniczkę Leię i uroczego "bad boya" Hana Solo... Dziwnie nie wiedzieć, kim są, kiedy na wskroś poznali ich wszyscy wokół, a przynajmniej tak twierdzą.

Najwięksi fani znają na pamięć wszystkie dialogi, w tym "'Jestem twoim ojcem' (Lord Vader), 'Nieee' (Luke)" czy "'Kocham cię' (Leia) - 'Wiem' (Han)" i może trzymają za pancerną szybką kolekcję wszystkich części. Pół biedy, kiedy nie podziela się ich fascynacji międzygalaktyczną sagą, o wiele gorzej przyznać, że jej się nie widziało albo nie ma się takiego zamiaru.

"Ojciec Chrzestny"

Stacje telewizyjne mają dziwną tendencję przypominać "Ojca Chrzestnego" w możliwie najgorszym czasie antenowym. Przed takim seansem, powiedzmy o godz. 23.00, dobrze wypić mocną kawę lub trzymać oczy na przysłowiowych zapałkach.

Ale co począć? Istnieją trzy wyjścia: A) zafundować sobie ten maraton B) przeczytać książkę [jest jedną z tych, których większość czytelników nigdy nie skończyła - red.] C) poprosić o streszczenie filmów kogoś, kto już je widział i to przynajmniej raz. W razie niewybrania żadnej z opcji, Marlon Brando przewróci się w grobie lub jego filmowy syn Michael wpadnie we śnie, mówiąc: "Nie mów, że jesteś niewinny. Przyznaj się, co zrobiłeś".

"Milczenie owiec"

Kolejna pozycja obowiązkowa, dość regularnie wybierana przez kinomanów-amatorów i znawców na "film do zobaczenia przed śmiercią". Da się założyć, że dr Hannibal Lecter oglądałby go przy każdym posiłku, Anthony Hopkins niekoniecznie.

"Milczenie owiec" zgarnęło mnóstwo nagród, z Oscarami na czele i to pierwszy, lepszy powód do kliknięcia "włącz". Drugim, powiedzą miłośnicy filmu z 1991 r., będzie gra aktorska Hopkinsa i Jodie Foster - taki duet zdarza się raz na co najmniej 50 lat, a brutalizm w gruncie rzeczy jest trzecią przesłanką, bo ma w sobie wiele piękna. A jeśli to nie wystarczy, przekonać powinna maska Lectera.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Film
Trwa ładowanie komentarzy...