"Proszę księdza, pomoże ksiądz z kredytem?" Proboszcz na wsi to jest ktoś. Dla wielu najważniejsza osoba w państwie

Na wsi ksiądz to jest ktoś. Jak w serialu "Ranczo".
Na wsi ksiądz to jest ktoś. Jak w serialu "Ranczo". Fot. Screen/https://youtu.be/FZNGB1Ke_Vw
Potrafią z ambony wymienić nazwiska parafian i podać kwoty, jakie wpłacili na kościół. Albo wyznaczyć dyżury przy sprzątaniu czy wręcz nakazać prace na rzecz parafii. I nikt przez lata nie tupnie nogą. Chyba, że jak w Wągrowcu, ludzie stracą cierpliwość. Gdy okaże się, że ksiądz nie chce pochować dziecka, bo rodzice nie przyjęli go po kolędzie. To polska rzeczywistość. Takie są skrajne przypadki. Ale faktem jest, że w niejednej wsi ksiądz potrafi być najważniejszą figurą w okolicy. Ważniejszą niż sołtys i wszyscy Święci. Niczym w serialu "Ranczo".

– No... tak jest. Dokładnie jak w "Ranczu" – przyznaje ze  śmiechem gospodyni jednego z księży spod Wrocławia. Wcześniej pracowała na plebanii, gdzie od blisko 40 lat "rządził" jeden i ten sam proboszcz. Zwłaszcza na takich parafiach szczególnie widać, jak ludzie traktują księdza. – Dosłownie po ojcowsku – podkreśla.



Tłumaczy, że taki proboszcz zna wszystkich niemal od kołyski. Uczył religii niemal całą wieś, całej wsi udzielał ślubu, nie mówiąc o chrzcinach. – Jak trzeba coś zrobić przy kościele, po prostu mówi do kogoś "Zrób to". Nie ma z tym problemu. A mieszkańcy też ciągną do księdza ze swoimi problemami – mówi. Na przykład jej koleżanka nie radziła sobie z rozbrykanymi dziećmi i poszła po poradę do księdza. Podobno bardzo pomogło.
"Grzech byłoby odmówić"
Najmniejsza parafia w Polsce – Siedlątków niedaleko Uniejowa. Raptem 125 osób, 32 domy. Od 19 lat proboszczem jest tu ks. Grzegorz Czaja. Bez ogródek opowiada o tym, że wszędzie ma bardzo dobre kontakty i mieszkańcy o tym wiedzą. Urząd Marszałkowski? Nie ma problemu. Sanepid? Ochrona środowiska? – Ktoś, na przykład, dzwoni, bo potrzebuje kredytu na budowę obory dla krów, a musi czekać na decyzję. I prosi, żeby pomóc w tej sprawie – mówi naTemat.

– I pomaga ksiądz? – pytam.
– Oczywiście. Przyspieszyć nie mogę, ale mogę poprosić. Jeśli zadzwonię jako ksiądz, a jestem osoba raczej znaną, aż grzech byłoby odmówić, prawda? – odpowiada.

Gdy strażacy wybudowali remizę, też zaraz do niego zadzwonili. Potrzebują chorągwi, proszą, by się rozeznał, kto mógłby im ją wykonać. – Ja nawet nie muszę się rozeznawać, znam pracownię, do której powinni się zwrócić – odpowiada.

Pomaga dzieciom. Nie ma tygodnia, by nie odwiedzał szpitali w Łodzi. Do Centrum Matki Polki pomógł wysłać już nie jednego malucha. Nawet klub piłkarski zwrócił się do niego o pomoc w szukaniu wsparcia. I proboszcz uruchomił swoje kontakty.

We wsi ma ogromne poważanie. W okolicy słyszę same głosy zachwytu.
Wszystko o wszystkich wie
W wielu małych wioskach tak jest. Ludzie w pierwszej kolejności biegną właśnie do księdza. Tu wszyscy się znają, wszystko o sobie wiedzą, ksiądz często bywa wyrocznią, najważniejszą figurą na przestrzeni wielu kilometrów. – Wiedzą o nim dosłownie wszystko. O której wychodzi z domu, dokąd idzie, jaki ma samochód, za ile go kupił i gdzie, u kogo je obiad. Dosłownie wszystko. Ale i on wszystko o nas wie – mówi znajoma Dorota o swojej rodzinnej miejscowości na Pomorzu.

– Wszyscy na wsi słuchają księdza. Niektórzy zapraszają na obiady, podczas kolędy nie raz częstują nalewką. Marudzą, że muszą sprzątać kościół, ale głośno nikt tego nie powie. W kościele wypada być, zwłaszcza w święta cała wieś musi cię zobaczyć – to Anna o swojej rodzinnej miejscowości na Mazowszu.

Wszędzie usłyszymy podobne historie. – Znam księdza, do którego mieszkańcy szli, jak do lekarza. Przychodzili do niego ze wszystkim. Nawet jak czyjaś krowa tarasowała drogę, zwrócili się do niego po pomoc i to on musiał interweniować – mówi Dorota. Niedaleko miejsca, skąd pochodzi, znajdują się stare tereny po PGR. Straszne bezrobocie, wielka społeczna niemoc i marazm. Mówi, że ksiądz zna tam wszystkich, doskonale orientuje się, kto z kim ma dziecko, potrafi wymienić nazwiska mieszkańców.

– Kiedyś ci ludzie dostawali pomoc od państwa i bardzo się do tego przyzwyczaili. A potem tak traktowali tego księdza. On nawet ich dzieci woził czasem swoim samochodem do szkół. Organizował im życie. Kobiety potrafiły przyjść do niego z problemami ginekologicznymi – opowiada.

W innej miejscowości słyszę jeszcze o kobietach, które same gotowały dla księdza, choć wcale ich o to nie prosił.

Wyprosił chore dziecko
Ale, ale. Nie wszędzie jest tak różowo. Każda władza ma różne oblicze. Generalnie to ksiądz proboszcz kształtuje tutejszą moralność. W przeróżnym wymiarze – społeczno-politycznym.
Gdy coś wokół księdza się dzieje, afera potrafi zatrząść całą wsią. Zburzyć spokój na wiele miesięcy. Gdy na jaw wyjdzie, np. romans księdza. Albo, gdy okaże się, że był pijany i spowodował wypadek. Żaden urzędnik w takiej sytuacji nie wzbudza takich emocji, jak ksiądz właśnie. I albo cała wieś się zbuntuje, albo stoi za nim murem, albo nie daj Boże, dojdzie do podziałów.

Przykład Wągrowca i dziecka, któremu odmówiono pochówku to tylko jedna taka historia, choć to akurat jest 25-tysięczne miasto. W całej Polsce można jednak znaleźć podobne. Mniej więcej rok temu opisywaliśmy, jak w czasie nabożeństwa ksiądz kazał wyrzucić z kościoła chore dziecko, które zachowywało się głośno. Zdarzenie miało miejsce w Małym Kiełczu, wsi liczącej około 800 mieszkańców w województwie lubuskim. Oburzenie było wtedy ogromne, ale mieszkańcy bali się rozmawiać pod nazwiskiem.

Gdy w naTemat pisaliśmy wtedy o tym zdarzeniu, jedna z osób, z którą rozmawialiśmy, oddzwoniła potem, prosząc, by może w ogóle nie poruszać już tego tematu. Powiedziała, że w Kiełczu wszyscy się znają. Część ludzi broni księdza i nie da mu zrobić krzywdy. – On nadal będzie naszym księdzem, a my tu musimy żyć. Po co jeszcze jątrzyć? – powiedziała.

Ogłasza z ambony, kto ile dał
Choć wieś się zmienia i jak słyszę na jednej plebanii, mieszkańcy wsi już nie boją się nie chodzić do kościoła ("O nie! Tak już dziś nie jest. Jak ktoś nie chodzi, to nie chodzi, nie wytykają go palcami"), to jednak nadal są miejsca, gdzie jest inaczej.

Zachowania niektórych księży potrafią szokować, ale wieś i tak siedzi cicho. Znajomy Marek opowiada, na przykład, o zwyczaju w jego rodzinnej parafii na wschodzie Polski. Aż trudno uwierzyć, że takie rzeczy wciąż mają miejsce. A jednak. Ksiądz chodzi po kolędzie, ale zbiera dwie koperty. Jedna to ta "kolędowa", druga – na potrzeby parafii. – A potem, co niedziela, ogłasza z ambony, ile która rodzina dała w kopercie. Na przykład Jan i Maria Kowalscy 150 zł. Rok w rok jest tak samo – mówi.

?!?!

Potwierdza to kilka razy. Tak się dzieje na tej wsi. – To wywiera ogromną presję na ludzi, bo powoduje wytykanie palcami, kto ile dał. Młodym to się nie podoba, ale starsi wpatrzeni są w księdza jak w obrazek – mówi.

Trzeba sprzątać
Dorota dodaje, że u niej w parafii ksiądz też zawsze z ambony chwali i dziękuje tym, którzy dali duże datki. Anna, że u niej ustala dyżury wśród parafian do sprzątania kościoła, a także np. angażuje ich do rozbierania choinki. – Podaje numery domów. Od tego do tego sprzątają w tym tygodniu. I po sprawie – mówi.

Media co i rusz donoszą o różnych, podobnych przypadkach.
"Fakt"

"Tego jeszcze nie było! 100 zł miesięcznie od każdej rodziny i przymusowy nakaz pracy na rzecz kościoła – takie nowe zarządzenie w parafii w Gwizdowie na Podkarpaciu wydał miejscowy proboszcz". Czytaj więcej

"Parafianie ze wsi Długie (woj. zachodniopomorskie) omijają konfesjonał, bo ich proboszcz za nic ma tajemnicę spowiedzi i publicznie demaskuje grzeszników. Najbardziej lubi opowiadać o zdradach i kradzieżach". Czytaj więcej

A potem dziwić się, że na forach dyskusyjnych ludzie zadają sobie pytanie: "Dlaczego na wsiach ksiądz traktowany jest jak bóg i święta krowa?".
Komentarz internauty

"Ja mieszkam na wsi i tutaj straszne średniowiecze panuje. Ksiądz wtrąca się do wszystkiego, ważniejszy jest od wójta i starosty, każdą nowo pomalowaną sale w szkole musi poświęcić, albo np nowe szafki w szatni. Zapraszany jest jako honorowy gośc na wszystkie uroczystości". Czytaj więcej

Każdy pewnie dodałby tu jakąś historię od siebie. I trudno się wtedy dziwić, że taki obraz utrwala się potem w polskich głowach.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...