Polacy znowu na lodzie. Tesla sprzedaje elektryczne dachówki, a 2 lata temu to polska firma miała podbić nimi świat

Elon Musk prezentuje solarny dach - najnowszy produkt jego firmy.
Elon Musk prezentuje solarny dach - najnowszy produkt jego firmy. Tesla
Dachówki, które produkują energię dla domu. Najnowszym produktem Elona Muska i Tesli podnieca się właśnie pół świata. To samo "dach, który produkuje energię" zaledwie dwa lata temu proponowała polska firma Saule Technologies. Aby podbić świat ich technologią brakowało im raptem 10 mln euro. No i nas wyprzedzili.

Który to już raz! Przegrywamy wyścig po sławę i pieniądze choć na etapie pomysłu i technologii to Polacy mieli w rękach potencjalnie najlepszy produkt.



Na stronach Tesli ruszyła właśnie zbieranie zamówień na elektryczne dachówki. Produkt Solar Roof opiera się na wykorzystaniu ogniw krzemowych pokrytych szkłem. Metr kwadratowy dachu kosztuje średnio około 1000 złotych. To przy założeniu, że klient projektując swój dach stworzy połacie produkujące energię ( np. od południowej strony), a resztę pokryje nie różniącymi się wyglądem dachówkami "nieaktywnymi". Przełom polega na tym, że wliczając korzyści z wyprodukowanej energii, zwolnienie podatkowe w USA, taki dach kosztuje taniej niż pokrycie go każdym innym, popularnym dziś materiałem.
Tę samą ideę - dach produkujący prąd na potrzeby mieszkańców domu jeszcze dwa lata temu prezentowali na konferencjach naukowo-biznesowych przedsiębiorcy Piotr Krych, Artur Kupczunas, tworzący wraz z naukowiec Olgą Malinkiewicz firmę Saule Technologies. Kiedy w 2015 roku pisaliśmy o nich mieli już gotowy materiał nazywany perowskitem - to cienka folia, którą można było powlec dach, ściany budynku. Naniesione na niej kryształy absorbując światło słoneczne produkują energię.
Piotr Krych, Saule Technologies

Jeśli naszą folią pokryjemy dachówki i ściany budynku, wytworzona energia pozwoli na zasilanie i ogrzanie domu. Świat bez rachunków za energię jest na wyciągnięcie ręki


Gorączka solarnego złota
To było dwa lata temu. A teraz o tym jak trudno wystartować w Polsce nawet mając w rękach potencjalny globalny hit. Przedsiębiorcy Krych i Kupczunas porzucili dotychczasowe zajęcia w branży IT. Finansowali rozwój biznesu z własnych oszczędności. Zaczęły się schody. Nie kupili drukarki do druku materiałem organicznym, bo kosztuje pół miliona euro. Pożyczyli sprzęt od znajomego naukowca. Drukarka była wyposażeniem jakiegoś instytutu i nie działała. Sprzęt dostali zamian za naprawę. To była wstydliwa tajemnica projektu. Dla porównania konkurencyjne prace nad perowskitami toczyły się na Oxfordzie. Tam naukowcy uzyskali grant 7 mln funtów.
Aby rozpocząć produkcję w skali przemysłowej Saule Technologies potrzebowało 10 mln euro. Przedsiębiorcy poszukiwali inwestora. Zapytałem wtedy polskiego milionera z branży budowlanej czy byłby zainteresowany. Kwota wcale go nie przerażała. – Za takie pieniądze i przy tym ryzyku musiałbym mieć pakiet kontrolny firmy, ale ci młodzi zazwyczaj nie chcą się dzielić. Myślą, że sami zdobędą świat – odparł. Inwestor znalazł się aż w Japonii. Dopiero niejaki Hideo Sawada powiedział coś co od razu powinno wpaść do głowy komuś z naszych biznesmenów: – Prace Polaków mogą zrewolucjonizować rynek energii słonecznej – stwierdził Japończyk podpisując umowę.

W sierpniu 2015 roku Saule otrzymało 25 mln złotych wsparcia z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. To była świetna wiadomość, ale zdarzały się też drobne złośliwości. Forbes, który promował Olgę Malinkiewicz na okładce magazynu zamieścił ripostę koncernu energetycznego Innogy. Pod tytułem "Perowskity jeszcze długo nie zastąpią krzemu. Dlaczego?"

Prąd bierze się z węgla
W 2016 roku przedsiębiorcy pracowali nad opracowaniem technologii przemysłowego druku. Nadal szukają "partnerów i inwestorów, którzy pomogą w budowie linii produkcyjnej". Jak na firmę istniejąca 3 lata osiągnęli dużo. Skompletowali międzynarodowy zespół oraz zbudowali jedno z najbardziej nowoczesnych laboratoriów optoelektronicznych w Europie. W kwietniu na targach Hannover Messe (tych samych gdzie premier Szydło chwaliła innowacje polskich firm) mogli zaprezentować nowy prototyp ogniw słonecznych na folii.
Saule Technologies

Jest to dla nas duże wyzwanie, ponieważ wcześniej nikt nie skomercjalizował takiej technologii. Wszystko musimy zaprojektować samodzielnie. Prowadzimy także rozmowy z wieloma firmami na temat implementacji naszej technologii w ich urządzeniach i rozwiązaniach.

Problem jest o tyle dziwny, że w tym samym czasie nasz guru nowoczesnego przemysłu wicepremier Mateusz Morawiecki obiecuje miliardy na wydobycie Polski z pułapki średniego rozwoju. Tak naprawdę realny miliard to wydał jego kolega, minister energii Krzysztof Tchórzewski, na dofinansowanie kopalni. To z ich węgla ma powstać prąd do elektrycznych samochodów Morawieckiego, a nie ze słońca.

Pierwszy może więcej
Tymczasem świat opanowała taka gorączka złota związana z odnawialną energetyką, że Musk wolał jako pierwszy pokazać produkt dla przeciętnego właściciela domu. Zrobił to bo teraz każdy kolejny "elektryczny dach", będzie musiał się zmierzyć z renomą Tesli: 30 lat gwarancji i ceną 42 dolary za aktywną solarną dachówkę. Do tego tesla oferuje jeszcze domowy system gromadzenia energii, nie wspominając o elektrycznym aucie, na które stać Polaka.

Najlepsze jest jednak to, że Tesla nie zbudowała jeszcze takiego dachu żadnemu klientowi. Dopiero zbiera zamówienia, buduje kolejkę, zbierając tysiąc dolarowe zaliczki. Dlaczego już może odtrąbić sukces? Ogłaszając rewolucję rozpoczęła zajmowanie miejsca na rynku. To nie zamyka drogi Polakom, ani też oni sami nie czują się wyprzedzeni.
Saule Technologies

Produkt stworzony przez firmę Tesla i Elona Muska opiera się krzemie, czyli technologii opracowanej około 70 lat temu. Firmie jednak udało się ją udoskonalić i zastosować w dachówkach, co jest bardzo dużym sukcesem. Natomiast perowskity to nowa technologia, która szybko się rozwija.

Problem tylko w tym, że w biznesie pierwszy zawsze zbiera najwyższą premię. Aż prosi się po przypomnienie historii niebieskiego lasera. Na pomysł tej technologii też wpadli Polacy, ale tak długo udoskonalali „skupienie wiązki”, aż zobaczyli na półce w sklepie wyprodukowany w Japonii odtwarzacz blue ray. Okazało się, że dla potrzeb użytkownika kina domowego, wiązka nie musiała być tak skupiona. Śmietankę spił kto inny.

To samo wydarzyło się w grafenie. Miał stać się polskim dobrem narodowym – przepustką do świata, w którym Polska nie będzie już kopciuszkiem w dziedzinie innowacji. Polski instytut naukowy rozpoczął produkcję, lecz ugrzązł w teoretycznych rozważaniach nad jego wykorzystaniem… Aż Chińczycy pokazali światu grafenową bateryjkę do smartfona.

Jeszcze niedawno Bank Ochrony Środowiska stworzył projekt "SAMOspłacającego się domu". W założeniach, koszty budowy niewielkiego np. 130-metrowego domu pokrywane byłyby z zysku wypracowanego w przydomowej elektrowni słonecznej. Projekt zarzucono, bo lobby energetyczne skutecznie blokowało ustawę gwarantującą przyzwoity zarobek małym wytwórcom energii.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...