"Całą sobotę kopaliśmy z rodzicami boisko". Oto, jakie bolączki mają szkoły. Zalewska tylko dołożyła im chaosu

Szkoła w Sieniawie nie ma boiska i sali gimnastycznej. Rodzice sami zainicjowali budowę.
Szkoła w Sieniawie nie ma boiska i sali gimnastycznej. Rodzice sami zainicjowali budowę. Fot. Screen/Facebook
Jedna nie ma boiska, inna sali gimnastycznej, w jeszcze innej rodzice składają się na papier toaletowy. Co siódma polska szkoła nie ma dostępu do internetu, w wielu szkołach nie ma stołówek, łazienki są w kiepskim stanie. I odwieczny problem – skąd wziąć na to pieniądze. – Jakie mamy potrzeby? O Jezu, proszę pani! Oooo...Albo i więcej! Ciągle na coś brakuje – to reakcja jednej z dyrektorek. Jakby tego było mało, rząd dołożył im jeszcze reformę edukacji.

Kilka dni temu dziennikarz RMF FM dotarł do danych Ministerstwa Cyfryzacji, z których wynika, że co 7 szkoła w Polsce nie ma dostępu do internetu. A w co czwartej komputery, na których pracują dzieci, mają więcej niż 13 lat. Reporter rozmawiał o tym z szefem departamentu kompetencji cyfrowych. – To już nie jest nawet jedna epoka temu, a w dzisiejszej technologii to nawet dwie, trzy epoki. Na takim komputerze praktycznie nie uruchomimy żadnych dzisiejszych nowoczesnych aplikacji – usłyszał:
Robert Król, Ministerstwo Cyfryzacji
dla RMF FM

"15 proc. szkół nie ma nawet kabla służącego do podłączenia do internetu. Przyczyna problemu to brak nowoczesnego sprzętu. Ze wstępnej analizy ministerstwa wynika, że co czwarta szkoła w Polsce ma w swoich pracowniach komputery starsze niż 13 lat. To już nie jest nawet jedna epoka temu, a w dzisiejszej technologii to nawet dwie, trzy epoki. Na takim komputerze praktycznie nie uruchomimy żadnych dzisiejszych nowoczesnych aplikacji". Czytaj więcej

Pierwsza szkoła, do której dzwonię. Bełżec. – Przydałby nam się dziennik elektroniczny i nowe komputery. Internet też mamy słaby, ciągle nam siada. Mamy kilka tablic interaktywnych, ale też przydałoby się więcej. Jedną z nich nasz uczeń wygrał w konkursie. To była nagroda marszałka województwa – słyszę.



Potrzeb, takich zwykłych, codziennych, w bardzo wielu szkołach jest więcej. Reforma edukacji ich nie uwzględnia, muszą radzić sobie same.

"Rodzice wszystko załatwili"
Mariola Grobelna – Rysop, dyrektorka szkoły w Sieniawie w województwie lubuskim zastanawia się, jak to będzie, gdy pojawią się u niej 7 i 8 klasy. Gdy 17 lat temu powstawały gimnazja, praktycznie całe wyposażenie sal biologicznych, chemicznych, czy fizycznych przekazała do miejscowego gimnazjum, bo już go nie potrzebowała. – Teraz prawie nie mamy nic, zostały nam same starocie. Trzeba będzie coś kupić – mówi.

Na razie skupiła się na innej kwestii. W poprzednią sobotę "kopała" z rodzicami boisko. Z inicjatywy rodziców, co bardzo mocno podkreśla. – Moja zasługa jest minimalna. To oni wszystko załatwili. Kupili trawę, nawozy. Zaangażowali kopalnię, która dała nam sprzęt i ludzi. Cały dzień wspólnie pracowaliśmy przy boisku, łopaty latały, pot się łał – mówi.

W sobotę 13.05, na terenie boiska szkolnego odbyły się prace przygotowawcze do położenia nowej murawy. W pracy brali...

Opublikowany przez Samorządowa Szkoła Podstawowa i Oddział Przedszkolny w Sieniawie na 14 maja 2017
WF na korytarzu, ogrodzenie do wymiany
Bo jej szkoła nie ma ani boiska, ani sali gimnastycznej. Ma za to fantastycznego nauczyciela WF-u, za którym dzieciaki idą, jak w ogień. A potem zajmują czołowe miejsca w zawodach i spartakiadach. Ostatnio przyjechali z medalami ze Świebodzina.

Jakim cudem? – samo ciśnie się na usta. Bez zaplecza sportowego? – Gdyby pani zobaczyła, jak ćwiczą na wąskim korytarzu! Skaczą wzwyż, w dal, nawet jest unihokej i gimnastyka sportowa – mówi z dumą.

Samorządowa Szkoła Podstawowa i Oddział Przedszkolny w Sieniawie liczy około 50 uczniów, jest najmniejszą w gminie, a może i w województwie. Wiele jednak podobnych dziś w Polsce znajdziemy.
– Boisko. To jest nasza największa bolączka. Brakuje nam boiska, bo stare jest do remontu. Już dwa wnioski w tej sprawie składaliśmy – słyszę również w jednej ze szkół w Hrubieszowie.

Ostatni raport Głównego Inspektoratu Sanitarnego z 2015 roku wykazał, że ponad 1200 szkół w naszym kraju nie ma zaplecza sportowego. Również w tylu mniej więcej szkołach lekcje WF odbywają się na korytarzu. Jak w dawnych, zamierzchłych czasach. Bywa, że jest boisko, a nie ma sali gimnastycznej. Albo na odwrót. Albo, jak w przypadku Sieniawy, nie ma obu.
– Ogrodzenie naszej szkoły też woła o pomstę do nieba – dodaje dyrektor, gdy pytam, czego jeszcze jej brakuje. Mówi, że gmina pomaga, jak może, ale pieniędzy ciągle za mało. Bardzo wspiera ich też pobliska kopalnia. A także rodzice. Jakiś czasu temu zrobili składkę, przynieśli rośliny i stworzyli dookoła szkoły piękne zieleńce.

Na ratunek rodzice
Trudno wyobrazić sobie, by gminy miały teraz pomagać szkołom jeszcze bardziej, skoro mają na karku kosztowną reformę, którą muszą wdrożyć w życie. A potrzeb znalazłoby się więcej w niejednej szkole.

W marcu tego roku Najwyższa Izba Kontroli przygotowała raport o bezpieczeństwie i higienie nauczania w szkołach publicznych. Zbadano 60 szkół w kilku województwach oraz na podstawie ankiet uzyskano dane z prawie 7 tys. z 19 tys. szkół w Polsce. Oto kilka wniosków, jest na co wydawać pieniądze:

Z raportu NIK

• W połowie skontrolowanych szkół uczniowie korzystali z mebli niedostosowanych do wymogów ergonomii.

• Ponad połowa szkół nie zapewniła uczniom możliwości pozostawienia w szkole części podręczników i przyborów szkolnych albo wprowadziła rozwiązania, które nie funkcjonują. W jednej ze szkół 200 metalowych szafek przez osiem miesięcy składowano w podziemiach szkoły, zamiast udostępnić uczniom.

• W 64 proc. szkół część zajęć odbywała się w salach, w których powierzchnia na 1 ucznia nie przekraczała 2 m², a w 1,4 proc. szkół - nawet 1 m². Prowadzenie lekcji w takich warunkach jest nie tylko niekomfortowe, ale nie gwarantuje również pełnego bezpieczeństwa na przykład, w sytuacji nagłej ewakuacji uczniów.

• W prawie 70 proc. szkół stan sanitarno-techniczny szkół nie zapewniał uczniom w pełni bezpiecznego pobytu (m.in. przewody elektryczne umieszczone na ścianie budynku, za śliskie schody lub w złym stanie technicznym). Czytaj więcej

Gdy gmina nie może, a najczęściej tak jest, wiele placówek stara się pozyskiwać pieniądze z zewnątrz, szukają sponsorów, korzystają w programów banków, fundacji.

Boisko przy naszej szkole już wkrótce! 15 maja w naszej szkole odbyły się konsultacje społeczne w sprawie budowy...

Opublikowany przez Szkoła Zawodowa Gniewkowo na 18 maja 2017
I bazują na rodzicach.

To oni często robią zbiórki pieniędzy, kupują sprzęt. W niektórych szkołach nawet środki higieniczne. Wykazał to również raport GIS z 2015 roku, który stwierdził, że wciąż są szkoły w Polsce, w których brakuje papieru toaletowego. Trudno uwierzyć, by od tego czasu sytuacja zmieniła się na lepsze we wszystkich placówkach.

Sama znam rodziców, którzy zorganizowali malowanie sali lekcyjnej dla swoich pociech, kupili farby umówili się w ferie zimowe, po pracy, sami zakasali rękawy i własnoręcznie zrobili dzieciakom taką kolorową salę, że zazdrościła im cała szkoła. A potem jeszcze zrobili zrzutkę na projektor dla klasy I-III. Szkoły nigdy nie byłoby na to stać. Szafki w szatni dotarły do niej dopiero w tym roku. Dziennika elektronicznego wciąż nie ma. A placówka liczy kilkuset uczniów, znajduje się w na dużym, warszawskim osiedlu.

Gdzie ten internet
Internet i multimedia to dziś w szkołach niemal najważniejsza sprawa, to jako pierwsze wymieniają dyrektorzy szkół. Pozytywne jest to, że coraz więcej szkół nie ma z tym problemu. Szkoła w Sieniawie też ma internet, ma też nowe komputery w każdej sali. Wiele szkół się tym chwali. Podobnie jak tablicami interaktywnymi. Są naprawdę w bardzo wielu szkołach.

– Mamy wszystko, dosłownie od A do Z. Mamy boisko, tablice interaktywne w każdej pracowni, laptopy – słyszę w małej szkole w Lutrach. Ale w takich placówkach wyrastają przy tym już zupełnie inne potrzeby. By szkoła dalej mogła iść z duchem czasu.

– Mamy internet, tablice, projektory. Ale przydałaby się systematyczna wymiana multimediów. Lampy w projektorach trzeba wymieniać, żeby dzieci dobrze widziały. Przydałby się mikroskop elektroniczny, podłączany do komputera. Wystarczy jeden, wszystko widać potem na ekranie – wymienia Andrzej Hasslinger, dyrektor szkoły podstawowej nr 3 w Nowym Sączu.

Bolączka bolączce nierówna. Tak jak, niestety, standard polskich szkół. I żadna tak burzliwa reforma edukacji również tego nie zmieni.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...