Sprawdzamy czego Petru nie policzył z kalkulatorem. Reforma 500+ w wydaniu Nowoczesnej to ulga tylko dla bogatych

Ulga podatkowa 3000 zł na każde dziecko, zaproponowana przez Ryszarda Petru będzie niedostępna do pełnego wykorzystania dla większości rodziców w Polsce.
Ulga podatkowa 3000 zł na każde dziecko, zaproponowana przez Ryszarda Petru będzie niedostępna do pełnego wykorzystania dla większości rodziców w Polsce. fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
Nowoczesna zaprezentowała dziś autorską zmianę programu Rodzina 500+. Zamiast comiesięcznego przelewu 500 złotych w gotówce rodzina miałaby prawo do ulgi w podatku dochodowym w wysokości 3000 złotych na każde dziecko. Według liderów ruchu tak będzie lepiej dla budżetu i rozsądniej. Ulga będzie promować pracujących rodziców, a nie nabijać kieszenie wszystkim, czyli również balangowiczom żyjącym z zasiłków.

A teraz o tym co przegapił Ryszard Petru. Problem ulg w podatkach polega na tym, że aby je uzyskać i odliczyć trzeba najpierw zarobić  trochę pieniędzy i zapłacić podatek. Za to zwrot dostaniemy podczas rozliczenia zeznania PIT na koniec roku. I tu przykra niespodzianka.

Aby uzyskać 3000 złotych odliczenia na pierwsze dziecko trzeba zarabiać minimum 4000 złotych brutto miesięcznie. Tutaj możecie sprawdzić kalkulatorem, że dopiero wtedy zaliczka PIT wyniesie 287 zł miesięcznie, czyli 3400 złotych rocznie. Dopiero wtedy jest z czego odliczać. Pytanie ilu Polaków może sięgnąć wówczas po ulgę od Nowoczesnej?

Program 500 minus
Petru myśli, że to żaden problem, bo przecież średnia płaca GUS to ponad 4500 zł brutto. Błąd. Błąd. Błąd. Według GUS najczęściej Polacy zarabiają poniżej średniej -stąd częste zarzuty, że urząd podaje statystyki z kosmosu. Tak zwana dominanta, czyli najczęściej spotykane zarobki w Polsce – wynosi 2469,50 zł brutto (tą kwotę GUS wyliczył dokładnie w 2014 roku).

Teraz wyobraźmy sobie rodzinę Kowalskich, rodzice oboje pracują na typowych średnich zarobkach, mają dwójkę dzieci: Jasia i Małgosię. Każde rodziców zdoła odzyskać w podatkach 1842 złote, razem 3684 zł. Względem oferty rządu PiS (500 zł na drugie dziecko= 6000 zł rocznie) Kowalscy są więc w plecy dokładnie 2316 zł. Trudno nie wspomnieć, o tym, że lepiej jest w domowym budżecie spożytkować 500 zł dodatku miesięcznie w gotówce, niż raz na rok otrzymywać większą kwotę zwrotu z urzędu skarbowego.

Z tym samym problemem (niedostępnej ulgi) zmagał się zresztą rząd PO i PSL. Ulga prorodzinna na dziecko wynosi 1112,04 zł rocznie. Okazało się, że już przy dwójce potomków spora grupa rodziców nie ma na tyle wystarczających dochodów, aby ją wykorzystać. Władysław Kosiniak–Kamysz, wówczas minister pracy i polityki społecznej wprowadził mechanizm wyrównania tzw. "złotówka za złotówkę". Urząd Skarbowy wypłacał pełną ulgę.

Ulga podatkowa opracowana przez Nowoczesną byłaby dostępna tylko dla dobrze zarabiających rodziców. A gdyby chcieć ją zastosować z użyciem paragrafu Kosiniaka-Kamysza musiałaby również kosztować miliardy – tyle osiągnęłyby dopłaty dla rodziców do niewykorzystanej części ulg. To po co takie gadanie?
Tego już jednak Ryszard Petru nie powiedział, nie wyjaśnił, nie policzył.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...