"Ch...owi współlokatorzy" naprawdę istnieją. Historie o prawdziwych ludziach i jeszcze prawdziwszej walce o przetrwanie

Pełne zlewy to nie jedyny problem wspólnego mieszkania. To dopiero początek.
Pełne zlewy to nie jedyny problem wspólnego mieszkania. To dopiero początek. Flickr.com/ Jason Rogers CC BY 2.0
Prawie każdy, kto kiedyś studiował czy pracował poza rodzinnym domem, na samym początku musiał zmierzyć się z kilkoma problemami: znalezieniem mieszkania/akademika, współlokatora czy współlokatorki oraz najważniejszym – wspólnym przeżyciem.

Chu**owi współlokatorzy w akcji
I jeśli ktoś ma w związku z tym jakieś wątpliwości, jest fanpage, które szybko je wszystko rozwieje. Chu**wi współlokatorzy to strona, na której jak w soczewce możemy zobaczyć te zmagania. Walka o przyzwoite lokum i o współlokatorów zamienia się w wojnę z mieszkaniem i z dzielącymi je osobami. Czasami są to niestety nasi dobrzy znajomi lub przyjaciele, ale najczęściej dotąd nieznani nam ludzie.



Chu**wi współlokatorzy zbierają i przekazują wydawałoby się niesamowite historie ze wspólnego mieszkania i uwieczniają to wszystko także za pomocą zdjęć. Nie są to jednak wymyślone opowieści z ohydnymi zdjęciami. Wszystko to jest z życia wzięte – pochodzą od internautów, którzy je podsyłają. I nie myślcie, że to tylko wirtualne opowieści całkiem anonimowych ludzi. Tak jest naprawdę, co udowadniają zapytani przez mnie studenci, którzy potwierdzają to, co można zobaczyć w internecie. I opowiadają o wiele, wiele więcej.

Pleśń, śmieci, brudne gary i tacy sami ludzie
"Mieszkaniowe historie" można podzielić na kilka kategorii.Te z jedzeniem to tylko jedna z nich. Właśnie jedzenia dotyczy post, pokazujący zapleśniałe "coś", które "za chwilę wyjdzie i zacznie się przedstawiać".

Są też zapleśniałe pierogi od mamy, taka sama kawa w dzbanku, czy zupa patrząca na nas swoimi zielonymi oczami.

Drugą kategorią jest porządek w mieszkaniu. Tutaj też możemy znaleźć różne przypadki. Ogromną stertę zapełnionych worków na śmieci na klatce schodowej,

czy skład zużytych patyczków higienicznych we wspólnej szafce łazienkowej.

Znalazłyby się także kolekcje petów, starannie ułożonych na balkonie.

Trzecią, bardzo popularną kategorią mieszkaniowych przebojów są nieumyte naczynia. Tu naprawdę jest z czego wybierać. Z wodą, bez wody, mniej lub więcej, w zlewie lub poza nim. Zdarzają się także okręty na wzburzonych falach zlewozmywakowych oceanów.

I czwartą, najgorszą chyba kategorią są niedbający o higienę współlokatorzy, którzy za wszelką cenę oszczędzają wodę i mydło. Uznają, że mycie się raz w tygodniu zupełnie wystarcza. Że to niemożliwe? Że to nie średniowiecze, mamy XXI wiek, a dostęp do wody i mydła jest podstawą, nad którą nawet się nie zastanawiamy? No i wreszcie, przecież to młodzi ludzie. Z pewnością chcą się podobać, wyglądać i zwracać uwagę na to, jak są postrzegani przez innych? Jak się okazuje, nie zawsze tak jest. A nawet często tak nie jest. O tym, że coś takiego jest jednak możliwe, na podstawie własnych doświadczeń opowiadają Karol, Ola i Michał.

Karol, student, 24 lata, Warszawa

Co prawda zdążyłem już zacząć drugie studia, a wspomnienia z mieszkaniem z takim „oszczędnisiem” pochodzą sprzed czterech lat, ale z tego co słyszałem od moich młodszych znajomych, niewiele się zmieniło. Ja byłem ostatnim, którego właściciele mieszkania znaleźli do 3-osobowego mieszkania. Zaczynałem studia w Krakowie, człowiek jest młody, głupi i niedoświadczony. Szczególnie w tych mieszkaniowych „sprawach”. Na pierwszy rzut oka goście wydawali się zupełnie spoko, ale już po tygodniu okazało się, jak będzie to wyglądać.

Jest jeden plus całej tej sytuacji – rzadko kiedy łazienka była zajęta na dłużej niż 10 minut. Jednak wady przeważały nad wolną łazienką. M. mieszał w drugim pokoju, więc odór był wyczuwalny tylko przy jego wizycie w kuchni, albo wtedy, gdy szerzej otworzył drzwi do swojego pokoju. Ale S. to już był mój problem. Uczenie się, spanie, czy robienie czegokolwiek z tym gościem w jednym pokoju było naprawdę dużym wyzwaniem. Ten człowiek po prostu śmierdział! I rzeczywiście mył się raz w tygodniu. I nie ważne, czy cały tydzień przesiedział w domu, wychodził na zajęcia, wracał z WF-u, czy z knajpy. I w takim przypadku masz problem. Bo co, powiesz mu tak po prostu: umyj się!? Wytrzymałem 10 miesięcy. Uciekłem.

Michał, student, 27 lat, Kraków

Mieszkaliśmy w piątkę na piętrze w dużym, starym domu. Byliśmy przypadkową zbieraniną osób, które wcześniej zupełnie się nie znały. Jeden z nas, którego z racji koloru włosów nazwaliśmy Rudym, już od samego początku wydawał się dziwny. I to nie za sprawą studiowanej przez niego filologii ugrofińskiej, ale jego zwyczajów. Na przykład wychodzenia na papierosa na balkon w samych majtkach, bez względu na pogodę. Ja tam bym się ubrał.

Ale miało być o myciu. A raczej niemyciu. Rudy robił to raz w tygodniu, razem z goleniem się, czesaniem i innymi czynnościami higienicznymi. Tylko zęby mył codziennie. A co ciekawe, wszystko to robił nie w wannie i przy umywalce, tylko nad miską. Wiesz, taką dużą, łazienkową, jak kiedyś dziadkowie na wsi. Tylko oni rzeczywiście nie mieli tych wszystkich udogodnień.

A wiesz co jest najbardziej przerażające w tym wszystkim? To, że on miał dziewczynę! I nie przeszkadzało jej to! Ja szukam i znaleźć nie mogę. A myję się jak każdy normalny człowiek. Więc jakie są wnioski?

Ola, studentka, 24 lata, Lublin

Kiedy zaobserwowałam, że moja współlokatorka myje się tylko od czasu do czasu, byłam w szoku. Prawda, jak jedziesz komunikacją miejską to widzisz, a raczej czujesz takich pasażerów. Ale są to w większości albo menele, albo starzy ludzie, albo typowe „Janusze”. Ale żeby 22-letnia dziewczyna się nie myła? Nie wszystko zabije dezodorant! Dodając totalny bałagan w jej pokoju i brudne ręczniki wiszące w łazience – po prostu syf. W tym nieszczęściu tylko jedna rzecz była dobra – mieszkałyśmy w oddzielnych pokojach. Wytrzymałam niecały rok. Uciekłam stamtąd, mówiąc, że mam już nowe lokum na oku, bliżej uczelni.

XXI wiek. Elektryczność i bieżąca woda. Wszyscy chcą być piękni, pachnący, młodzi i bogaci. Jednak wszystko rozbija się o wspólne mieszkanie. Przyszli studenci i pracujący – uważajcie. Nie na darmo mówi się, że "jeśli chcesz kogoś naprawdę poznać, zamieszkaj z nim".

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...