PiS jest z góry przegrany na gruncie kultury. Bo sztuka w swoim założeniu musi być lewicowa

Czy sztuka może być albo lewicowa albo prawicowa? Jarosław Marek Rymkiewicz i Agnieszka Holland to przedstawiciele dwóch przeciwległych biegunów.
Czy sztuka może być albo lewicowa albo prawicowa? Jarosław Marek Rymkiewicz i Agnieszka Holland to przedstawiciele dwóch przeciwległych biegunów. Agencja Gazeta/ Fot. Franciszek Mazur, Grzegorz Celejewski
W minionym tygodniu obok polityki, Polaków rozgrzał temat Festiwalu w Opolu. Działania Jacka Kurskiego, który z gracją słonia w składzie porcelany zaczął ingerować w skład artystów, którzy mieli wystąpić na opolskiej estradzie, wywołał ich bunt. Festiwalu w Opolu nie będzie, ale to wcale nie zakończyło dyskusji nad politycznym aspektem sztuki i rozrywki. Wręcz przeciwnie...

Opolski festiwal polityki
Zdecydowanej większości ludzi, pojęcie sztuki od razu kojarzy się z wolnością tworzenia i wypowiedzi, otwartością na nowe oraz szeregiem innych wartości uważanych powszechnie za liberalne. Jednak ze względu na obecną sytuację polityczną, coraz więcej „ekspertów” próbuje zadać kłam tym popularnym skojarzeniom. We wczorajszym „Minęła 20” w TVP Info, na temat kondycji polskiej sztuki dyskutowało dosyć egzotyczne trio: Bogusław Morka, tenor w Operze Narodowej i prawicowi publicyści – Jacek Karnowski i Adrian Stankowski. Ten ostatni, konflikt wokół opolskiego festiwalu nazwał „kolejną odsłoną wojny, w której motywem przewodnim jest to, że kultura musi być lewicowa.



Widzimy to na przykładzie teatru we Wrocławiu, w Krakowie i w innych teatrach”. Z tymi słowami zgodził się Morka, podpierając się przykładem opery, która według niego musi być konserwatywna. W sprawie muzyki, głos zabrał także sam Jacek Kurski, który w „Gościu Wiadomości” powiedział, że: „ Muzyka nie jest ani pisowska, ani platformerska. Muzyka jest polska”. Czytając wpisy internetowe, chęć podziału na sztukę lewicową i prawicową jest ogromna, a dyskusja nad poziomem artystycznym spada na dalszy plan. Zatem, czy sztukę możemy tak po prostu podzielić na dwa nurty? Czy sztuka musi być lewicowa? A może da się jednak uprawiać prawicowo-narodowy teatr, literaturę czy muzykę?

Sztuka prawicowa...
Każdy, kto choć trochę obserwuje światek szeroko pojętej kultury w Polsce wie, że od blisko dwóch lat trwa zwiększona aktywność artystów, którzy sami o sobie mówią, że są twórcami „narodowymi, patriotycznymi, konserwatywnymi i dbającymi o tradycję i kulturę polską”. Najjaskrawszym przykładem jest Jarosław Marek Rymkiewicz, który nie ukrywa swoich sympatii politycznych i bezpośrednio łączy swoją twórczość z polityką. Pokazuje to choćby jego "Oda na cześć Jarosława Kaczyńskiego, przywódcy narodu, zwycięscy w wyborach".
Zaangażowanie po prawej stronie sporu politycznego przeniknęło nie tylko do literatury, ale też do filmu czy malarstwa. O „Smoleńsku” Antoniego Krauzego nie trzeba chyba przypominać, ale ten sam motyw pojawia się na obrazach tworzonych w tym duchu. Choćby na obrazie Macieja Dowgiałło,
który krytyczne głosy wobec swojego malarstwa podsumowuje tak:
...i lewicowa
Chęć podziału i okopania się w ideologiczno-kulturalnych szańcach widać już od jakiegoś czasu. Ogromne dyskusje nad kondycją kultury zawsze rozpoczynają się przy okazji kontrowersyjnych występów, wystaw czy spektakli. Jedną wielką kontrowersją był spektakl „Klątwa” wystawiany w teatrze Powszechnym w Warszawie. Całe media publiczne, prawa strona parlamentu i fora środowisk narodowych zostały rozgrzane do czerwoności. Petycje, groźby, pisma i manifestacje miały powstrzymać wystawiane obrazoburczej sztuki w teatrze finansowanym z funduszy miejskich. Padły najmocniejsze zarzuty: o obrazę uczuć religijnych, profanację obiektów kultu religijnego i narodowego, nawoływania do morderstwa Jarosława Kaczyńskiego czy wreszcie skrajne lewactwo.
Za manifest polityczny uznany został też film Agnieszki Holland „Pokot”. Ekranizacja książki Olgi Tokarczuk (wydanej kilka lat temu) doskonale wpisała się w coraz gorszą sytuację środowiska naturalnego w Polsce, działania ustawodawcze i upodobania do polowań ministra Szyszki oraz podejście Polaków do przyrody.

Przykładów przełomowych dzieł, nie tylko w kulturze współczesnej można znaleźć o wiele wiele więcej. Jak pokazuje historia literatury, malarstwa czy muzyki, bez otwartości na zmiany i liberalnego podejścia, żadne wielkie, zapamiętane przez wszystkich na długie lata
dzieło by nie powstało. Czy bez tego powstałaby „Monachomachia” księdza (sic!) Ignacego Krasickiego krytykujące ówczesny Kościół? Czy czytalibyśmy twórczość Witolda Gombrowicza, odrzucającego wszystko co tradycyjne? Podziwialibyśmy obrazy surrealistyczne Zdzisława Beksińskiego, czy „Dziady” w reżyserii Kazimierza Dejmka? Każda ze zmian epok czy stylów w kulturze musi rozpocząć się od zmiany, wolności i przede wszystkim otwarcia na nie.

„Nowe idee rodzą się jako rewolucje, a umierają jako przesądy”
O to, czy kultura i sztuka muszą być lewicowe, zapytaliśmy profesora Kazimierza Krzysztofka, socjologa kultury ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – Oczywiście sztuka nie musi być ze swojej natury lewicowa, ponieważ korzysta ona z pewnych zaszłości kulturowych, historycznych, mitów czy z ugruntowanych przekonań ludzi. Ale jeżeli sztuka ma uwrażliwiać, jeżeli ma wytrącać z jakiegoś marazmu, musi szukać środków awangardowych. Sztuka musi proponować jakieś zmiany, zmiany wyobrażeń i zmiany w wrażliwości odbioru sztuki. Tak zwany niepokój twórczy wymaga tych nowych, awangardowych rozwiązań. A to pozwala na pokazanie zjawisk, zwyczajów i po prostu świata na nowo. A jeżeli nie pokazywać, to je wywoływać. To jest rolą sztuki, a te wymagania jednoznacznie kojarzą się z poglądami liberalnymi. Jest takie słynne zdanie, że „nowe idee rodzą się jako rewolucje, a umierają jako przesądy”.

Naszego eksperta zapytaliśmy także o to, czy podział w świecie polskiej kultury musi być aż tak duży. Profesor Krzysztofek przyznaje, że: sztuka może polaryzować, jednak artyści nie powinni być angażowani i wpisywani hurtem w spór między jakimikolwiek siłami politycznymi, chyba że sami tego chcą. U nas ten podział wciąga niemal wszystkich i działa na zasadzie pola magnetycznego. A jak wiadomo, bieguny przyciągają najsilniej.

W Polsce sztuka wywołuje gwałtowne i głębokie podziały. – W krajach o ugruntowanej demokracji, sztuka, nawet ta kontrowersyjna, nie budzi tak skrajnych emocji. Wynika to z tego, że nie ma tam przywiązania do wartości związanych z religijnością i Kościołem. W Polsce jest bardzo duże uwrażliwienie na obrazę uczuć religijnych, czego nie ma na przykład we Francji czy Stanach Zjednoczonych – podkreśla Krzysztofek.

– Trzeba jednak przyznać, że jest obecnie coraz większy potencjał podziału poprzez sztukę, na co wpływa sytuacja polityczna i wzmożenie nastrojów konserwatywnych na świecie. Wartości liberalne i lewicowe są kontestowane, a to za sprawą coraz większego kryzysu elit, które zawsze były kojarzone także z artystami i ludźmi sztuki – dodaje.

Skazani na lewicowy teatr albo prawicowe wiersze?
Pojawia się pytanie, czy sztukę także musimy szufladkować według podziałów światopoglądowych. Odpowiedź brzmi: tak. Jak pokazał ostatni spektakl w warszawskim Teatrze Powszechnym, nieprzekonani pozostaną nieprzekonanymi, a narodowcy będą protestować, choć żaden z nich z pewnością tego spektaklu nie obejrzy. Tak samo twórczość Rymkiewicza nie przekona liberała i przeciwnika prezesa Kaczyńskiego. Niestety, oprócz politycznej terminologii, nie mamy nic innego.

A czy sztuka musi być lewicowa? – Tak, musi. Jeśli nie jest wolna, postępowa i otwarta nie jest sztuką. Jest kopiowaniem. Albo zaangażowaniem politycznym – kwituje Krzysztofek.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...