Nikt normalny nie akceptuje kradzieży. A filmy z torrentów? To wciąż "co innego"

Internet jest dla współczesnego świata oazą i gwarancją wolności. Można w nim pisać niemal wszystko, co się chce, czytać, oglądać, oceniać - i znaleźć wszystko. Otwartość i dostępność - to one w gruncie rzeczy stworzyły sieć. Tekst, obraz, dźwięk, możliwość ich tworzenia, zamieszczania, przekształcania i komentowania są podstawą funkcjonowania wirtualnych społeczności. Taka ich organizacja umożliwiła powstanie mediów społecznościowych, blogosfery i całego ruchu start-upów. Totalitarne władze nie bez przyczyny przede wszystkim pilnują Internetu, z drugiej strony nawet rządy uważane za demokratyczne, gdy tylko coś przy Internecie kombinują, są natychmiast oskarżane o totalitarne zakusy.

Ograniczenia?

Rozmawiamy o świecie wirtualnym, a jednak on nas bardzo realnie uwalnia od wielu życiowych ograniczeń, nawet tych związanych z czasem i przestrzenią. Wystarczy się podłączyć do sieci, by jednym kliknięciem - i to bezpłatnie - korzystać z nieograniczonych zasobów informacji: o pogodzie, ruchu ulicznym, polityce, gospodarce. Encyklopedie, mapy, bazy danych, kanały telewizyjne, serwisy tematyczne i zasoby wielu bibliotek są dostępne bez potrzeby ruszania się z domu czy biura. Można zajrzeć w wiele miejsc, dysponując podglądem na żywo - od bocianich i orlich gniazd, przez egzotyczne plaże, stoki narciarskie, topowe lokalizacje turystyczne, muzea, kościoły, po stacje arktyczne, gdzie poza bielą śniegu niewiele w praktyce widać. Możemy szybko odnaleźć znajomych i nieznajomych, porozmawiać i popisać, widząc się jednocześnie na ekranie - cały czas bezpłatnie…

Cieszy nas ta wolność i korzystamy z niej powszechnie, nawet jeśli od czasu do czasu zastanawiamy się, czy nie trzeba by jej jakoś ograniczyć. Pojawiają się niepożądane skutki, i to poważne: narastający hejt, brak kultury, agresja, niski poziom zamieszczanych treści. No i fake news - celowo zmanipulowane wiadomości, które - o zgrozo - mogą dotyczyć nawet rzekomej śmierci osób, które żyją i mają się dobrze. To już nie jest zabawa. Wirtualny świat zmienia nasze funkcjonowanie, prowadząc niektórych do emocjonalnych kłopotów, a czasem nawet do samobójstwa. Jak powiedział jeden z moich przyjaciół: ja już w nic nie wierzę, co jest w Internecie, nawet w to, co sam napisałem. To jest poważny koszt internetowej rewolucji.

Etyka a technologia

Wiemy niemal od zawsze, że gdzie rośnie wolność, tam musi także rosnąć odpowiedzialność, a przynajmniej świadomość tego, jakie są konsekwencje tej wolności. Granice prawa i moralności nie powinny przesuwać się tak samo szybko i łatwo jak granice tego, co możliwe dzięki technologii i nauce.
Wiemy też, że nie ma nic za darmo. Przytomni i świadomi konsekwentnie biją na alarm: jeśli coś w Internecie jest bezpłatne, uważaj, bo zachodzi duże prawdopodobieństwo, że to ty jesteś częścią zapłaty: twoje dane, twoja historia, dostęp do ciebie, a nawet twoja przyszłość. Internetowe algorytmy na bieżąco śledzą nasze zachowania w sieci i podsuwają nam treści dostrojone do tego, co już wiedzą, by możliwie najsprytniej przekonywać nas do produktów, usług czy poglądów.

Płacić?

Bezpłatność okazuje się podstępem, a jednak nie lubimy płacić za treści pobierane z sieci. Skoro to ma być - i jest - medium bez granic, to dlaczego miałbym płacić za dostęp do jakichś stron czy usług? Skoro tyle serwisów nie wymaga opłat od użytkowników, to skąd pomysł, byśmy płacili za filmy, muzykę czy teksty?

I tu dochodzimy do sedna, choć w codziennej rutynie wolimy o tym nie myśleć i nie pamiętać: wytworzenie i dostarczenie wartościowych treści musi kosztować i ktoś ten koszt musi ponieść.

Finansowanie kultury

Ludzkość była od zawsze gotowa - w imię rozwoju kultury - utrzymywać jej twórców: pisarzy, malarzy, poetów, aktorów. Istnieli wielcy mecenasi sztuki, istniały bilety. Nawet jeśli powstał stereotyp wybitnego artysty, który przymiera głodem, nie ma powodu, byśmy go powielali w epoce Internetu. Uczciwość każe przyznać każdemu prawo do wynagrodzenia za pracę i talent - niezależnie od tego, czy jest poetą, malarzem, filmowcem, scenarzystą, krawcem, szewcem, sprzedawcą czy rolnikiem. Co więcej - jest dla nas oczywiste, że niektóre z tych zawodów nie są w stanie funkcjonować czysto komercyjnie. Wymagają w tej czy innej formie dotowania przez państwo z naszych podatków.

Moralność w Internecie

Internet - przez dostępność treści i łatwość korzystania z nich spowodował jakieś pęknięcie w świadomości. Nikt normalny nie akceptuje kradzieży, a jednak bez specjalnych skrupułów ściągamy nielegalnie filmy i muzykę z sieci… Inaczej traktujemy złodzieja, który coś ukradł w sklepie, nieco inaczej tego, który uszczknie kwiat na miejskim klombie, a inaczej tego, który nam wyrwie z rąk torebkę na ulicy. Zgadzamy się jednak, że w każdym przypadku jest to kradzież. Sprawcę należy znaleźć i ukarać. Nie podoba nam się również, gdy ktoś nielegalnie kopiuje płyty czy kasety, kradnie kod dostępu, wyłamuje czy zamalowuje jakieś fizyczne zabezpieczenia produktów. Jeśli jednak pirat udostępni nam coś w Internecie, czasem nawet dla alibi pobierając jakąś opłatę „za przesył”, czujemy się w porządku, usprawiedliwieni, choć przecież wiemy, że ten proceder nie jest w porządku.

Nielegalny film na ekranie komputera, zagryziony chipsami i colą - jakie to nieuczciwe i niezdrowe, a jak wielu to co wieczór robi… I jeszcze miewamy przeróżne wytłumaczenia - od najprostszego: „nie przesadzajmy, nic się nie stało, wszyscy tak robią”, przez „artyści i tak nie są biedni, ja tyle co oni nie zarabiam”, po „skoro jest taka strona w sieci, to chyba znaczy że można?”

Nie o taką wolność w Internecie chodzi.

Dariusz Duma - filozof, przedsiębiorca, doradca, specjalista komunikacji społecznej i komentator życia publicznego.

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją Legalna Kultura, która prowadzi bazę legalnych źródeł dającą dostęp do zasobów kultury zgodnie z prawem i wolą twórców. Baza Legalnych Źródeł znajduje się na www.legalnakultura.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...