Chorzy na cukrzycę najpierw muszą „wypaść za burtę, żeby ktoś podał im linę”. Jest rozwiązanie, które poprawi leczenie

Można i trzeba poprawić leczenie cukrzycy w Polsce
Można i trzeba poprawić leczenie cukrzycy w Polsce Prawo autorskie: victor69 / 123RF Zdjęcie Seryjne
W Polsce 2,7 mln osób choruje na cukrzycę, z czego 550 tysięcy nie zdaje sobie z tego sprawy. Większość chorych to diabetycy z cukrzycą typu 2. Przy tym typie choroby na początku stosuje się leki doustne, jednak po jakimś czasie konieczne jest włączenie insulinoterapii. Niestety dostanie się do lekarza diabetologa to prawdziwy wyczyn, a lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, mimo że z ordynowaniem terapii doustnych nie ma problemu, to już wprowadzenia insuliny rzadko chce się podjąć, wysyła raczej do specjalisty, do którego trzeba czekać miesiącami.

Tymczasem pomału, po cichu w organizmie chorego rozwijają się powikłania cukrzycowe. Nikomu nie trzeba mówić, że zawał, udar mózgu, stopa cukrzycowa, niewydolność nerek czy ślepota, to ciężkie powikłania cukrzycowe, których za wszelką cenę trzeba unikać. Można, jeśli poziom glikemii diabetyka jest wyrównany.


Działać od początku
Diabetolodzy powtarzają już od lat, że tu nie chodzi o intensywne leczenie osób, które chorują od wielu lat, bo to może bardziej im zaszkodzić, niż pomóc, ale o optymalne leczenie na początku choroby, ponieważ takie postępowanie daje najlepsze rezultaty.

Jednak zalecenia i teoria to jedno, a praktyka i rzeczywistość systemu ochrony zdrowia w Polsce to zupełnie inna sprawa. Codzienność w leczeniu cukrzycy typu 2 w Polsce wygląda następująco: chory najczęściej leczony jest przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, ale to leczenie polega bardzo często na kontynuacji zaleceń diabetologa, do którego diabetyk chodzi na wizyty zwykle raz do trzech razy w roku, bo na tyle pozwala długa kolejka do specjalisty. Tyle że cukrzyca nie poczeka w kolejce, a wielu lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej nie chce lub nie czuje się na siłach podjąć decyzję o włączeniu u chorego insulinoterapii, jeśli ta jest już konieczna.

– Opieka nad chorym na cukrzycę w podstawowej opiece zdrowotnej jest różna. Tak naprawdę zależy od konkretnego lekarza. Są lekarze, którzy inicjują insulinoterapię, jednak wielu zwyczajnie odczuwa lęk przed podjęciem takiej decyzji – mówił dr Michał Sutkowski, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, podczas konferencji prasowej „Rola lekarzy rodzinnych – zdążyć przed powikłaniami cukrzycy typu 2”.

Uzasadnione lęki
Czego się boją lekarze? Boją się wziąć odpowiedzialność za powikłania pojawiające się przy podawaniu insuliny bazowej starszej generacji, bo taka jest refundowana i dostępna dla wszystkich diabetyków. Chodzi szczególnie o hipoglikemie nocne, które często dokuczają diabetykom stosującym insulinę NPH (insulina ludzka izofanowa).

Można oczywiście zapisać choremu na cukrzycę nowsze insuliny bazowe, czyli analogi insulin długo działających, jednak znaczny odsetek chorych będzie musiał zapłacić za nie pełną cenę, a nie wszystkich na to stać.

Te nowoczesne insuliny, np. insulina glargine, refundowane są tylko dla części pacjentów. W ramach refundacji otrzymują je wszyscy chorzy na cukrzycę typu 1 oraz chorzy na cukrzycę typu 2, którzy już byli leczeni insuliną starszej generacji (NPH), co najmniej od pół roku, ale mają cały czas niewyrównaną glikemię oraz nawracające epizody ciężkiej lub nocnej hipoglikemii.

Przypomnijmy, że ciężka hipoglikemia jest zagrożeniem dla życia i zdrowia. Jej objawy to m.in. uczucie głodu, splątanie, zaburzenia koncentracji, zlewne poty, zaburzenia oddechu, podwójne widzenie, zaburzenia ze strony układu krążenia, zaburzenia koordynacji ruchowej.

Nocne hipoglikemie są bardzo groźne dla diabetyków. Niski poziom cukru grozi śpiączką cukrzycową. Podczas przyjmowania insulin starszej generacji chory powinien wstawać w nocy i mierzyć sobie poziom cukru we krwi.

Chorzy czasami przesypiają niedocukrzenia, szczególnie te lżejsze. Jednak rano mają wtedy nieprawidłowy poziom cukru we krwi, są rozbici, zmęczeni, boli ich głowa. Im częściej przytrafiają się chorym takie sytuacje, tym większa szansa na zmniejszone odczuwanie objawów niedocukrzenia, a to prosta droga do ciężkiej hipoglikemii.

Skoro słabiej zauważają te objawy, to zwiększa się prawdopodobieństwo wystąpienia ciężkiej hipoglikemii. Nawracające nocne hipoglikemie mogą też doprowadzić do uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego i powikłań sercowo-naczyniowych.

Jest taniej, można leczyć lepiej
Jeszcze niedawno brak refundacji analogów długo działających insulin dla wszystkich diabetyków można było tłumaczyć dość wysoką ceną leku. Jednak oryginator glarginy nie jest już objęty ochroną patentową i na rynku jest również lek biopodobny. To spowodowało, że glargina dostępna na rynku jest tańsza i jej szeroka refundacja nie narazi już na szwank budżetu NFZ.
Prof. Leszek Czupryniak
Kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Samodzielnego Publicznego Centralnego Szpitala Klinicznego w Warszawie

Po co chorzy mają się „mordować” przez pół roku? Walczyć z niedocukrzeniami. Powinni mieć dostęp od razu do analogów insulin długo działających.

Profesor uważa, że lekarze POZ z powodzeniem mogą leczyć cukrzycę typu 2 samodzielnie, bez diabetologa, ale muszą mieć możliwość przepisywania pacjentom bezpieczniejszych insulin, a przez to móc inicjować intensywne leczenie cukrzycy już na początku choroby, kiedy rzeczywiście można jeszcze oddalić wizje powikłań choroby.

– Gdyby to wdrożyć w POZ, to nie mielibyśmy powikłań w cukrzycy – dodawał prof. Czupryniak.

Zdaniem diabetologa to, że w Polsce dopuszcza się, żeby chorzy mieli przez pół roku nocne niedocukrzenia, to wynik braku wiedzy, a nie braku środków.

Podobnego zdania jest dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny, prezes Fundacji „Razem w Chorobie”. Jego zdaniem suboptymalne leczenie cukrzycy narażającej pacjenta na groźne powikłania choroby, którą można przecież leczyć bezpiecznie, to jak podróż okrętem, z którego na 6 miesięcy zdjęto reling.
Dr Leszek Borkowski
Farmakolog kliniczny, prezes Fundacji "Razem w Chorobie"

Przy dużej fali części z pasażerów grozi wypadnięcie za burtę. Zamiast rzucać im linę ratunkową za burtę, gdy toną, lepiej zapobiegać wypadkom i zastosować sprawdzone rozwiązania, jakie w opinii konstruktorów jednostek pływających jest właśnie reling.

Pacjent dyskryminowany
Zdaniem Anny Śliwińskiej, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, chorzy na cukrzycę typu 2 w Polsce czują się dyskryminowani i pomijani. Mają problemy nie tylko z refundacją insulin, ale również z dostępem do edukacji.

– Są skazani na łaskę lekarza i pielęgniarki, którzy nie mają dla nich czasu – wyjaśniała.

Jednak leczenie chorych na cukrzycę, a właściwie brak refundacji nowoczesnych terapii, to dla diabetyków naprawdę duży problem. Ci, których stać, płacą za nie po kilkaset złotych miesięcznie, ale większość chorych to ludzie starsi, którzy nie mogą sobie na to pozwolić.

Druga sprawa, to duże kolejki do diabetologów. Może ich nie być, lekarz POZ poradzi sobie z leczeniem, ale musi mieć bezpieczne narzędzia, czyli nowoczesne leki.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...