"Policjanci się na mnie uwzięli". Od miesiąca patrol codziennie zatrzymuje mieszkankę Żuromina do kontroli. Bez powodu

Mieszkankę Żuromina od miesiąca codziennie zatrzymuje do kontroli patrol policji. Zaczyna mieć tego dość.
Mieszkankę Żuromina od miesiąca codziennie zatrzymuje do kontroli patrol policji. Zaczyna mieć tego dość. Fot. Sebastian Rzepiel / AG
W świetle przepisów policjanci nie mogą ot tak, dla kaprysu, zatrzymać jakiegoś samochodu na drodze i poddać kontroli na zasadzie, że "coś się znajdzie". Okazuje się jednak, że przepisy sobie, a życie pisze zupełnie inne scenariusze. Dowodzi tego przykład mieszkanki Żuromina, która od miesiąca jest co noc zatrzymywana do kontroli drogowej. Bez powodu. I bez sensu.

Żuromin to małe miasteczko w północno-zachodniej części województwa mazowieckiego. Około 9 tysięcy mieszkańców. Dość dużo, żeby móc z czystym sumieniem powiedzieć, że nie zna się wszystkich sąsiadów. Ale tamtejsi policjanci albo udają, że nie znają, albo mają wyjątkowo krótką pamięć. Codziennie zatrzymują do kontroli tę samą kobietę. Od miesiąca. I za każdym razem zachowują się tak, jakby wcześniej jej nie widzieli.

Z piekarni w objęcia policji
– Mama pracuje w żuromińskiej piekarni. Zakład mieści się na obrzeżach miasta, pracę zaczyna codziennie o 18., kończy o 2. nad ranem – opowiada Paulina Nowak. Kobieta po pracy wsiada do samochodu i wraca do domu. – Nie ma dnia, w którym mama, wracając do domu, nie byłaby kontrolowana. Powoli zaczyna się bać jeździć samochodem, a policjanci mają niezły ubaw – dodaje pani Paulina.



Policjanci za każdym razem zadają te same pytania. Skąd jest, skąd jedzie, dokąd, choć po miesiącu codziennego zatrzymywania powinni znać odpowiedzi na pamięć. Podobnie jak samochód, który za każdym razem oglądają z wielkim zainteresowaniem. – Zatrzymują ją w dziwnych miejscach, w lesie, przy cmentarzu, przy stadionie. Mama po pracy jest zmęczona, a oni nie dają jej spokoju – opowiada Paulina Nowak. Co ciekawe, jak twierdzi córka kobiety, policjanci często jadą patrolowym samochodem za wracającą z piekarni, towarzyszą jej niekiedy do samego domu. – Spod pracy wyjeżdża z 10 samochodów, a jeżdżą tylko za mamą – skarży się.
– Jeśli ta pani w jakiś sposób czuje się poszkodowana, to zapraszamy na komendę w celu złożenia skargi. Sprawdzimy, kto zatrzymywał i z jakiego powodu – zaprasza aspirant Robert Wierciński. Zapewnia, że nikt takiej skargi nie zlekceważy, prowadzone są dzienniki patroli, w których funkcjonariusze zapisują, kogo zatrzymali, z jakiego powodu i jak wyglądał przebieg takiego zatrzymania.

To zwykły pech
Wierciński wskazuje, że nasza czytelniczka może mieć zwykłego pecha. – Na terenie każdej gminy są miejsca, które na mapie policyjnej oznaczane są jako "wrażliwe" – twierdzi Wierciński. To te lokalizacje, w których z jakichś powodów bywa niebezpiecznie, dochodzi do naruszeń przepisów, rozbojów, aktów wandalizmu. Albo notorycznego przekraczania dozwolonej prędkości. – Policjanci, w ramach ustalanej na komendzie siatki dyżurów, zwyczajnie muszą patrolować te miejsca. Może być tak, że trasa tej pani z pracy do domu przebiega właśnie obok takich miejsc, stąd te zatrzymania do kontroli – wyjaśnia rzecznik żuromińskiej komendy.
I przez miesiąc nie nauczyli się twarzy i marki samochodu? – pyta pani Paulina. – W Żurominie mieszka około 9 tysięcy mieszkańców i prawie wszyscy znają się przynajmniej z widzenia – odpowiada rzecznik tamtejszej policji. – Policjanci jednak nie mogą zatrzymywać kogoś "po znajomości", każda interwencja musi mieć podstawy i przebiegać według ustalonych procedur – ripostuje Wierciński. Rzecznik zwraca przy tym uwagę, że komenda liczy około 70 osób, z czego przynajmniej 20 bierze udział w nocnych patrolach. – Może być tak, że za każdym razem pani była zatrzymywana przez inny zespół. Jeszcze raz zapraszam na komendę, sprawdzimy to bardzo dokładnie.

Kobiety rzeczywiście zastanawiają się nad złożeniem oficjalnej skargi. – Mama podejrzewa, że panom zwyczajnie się nudzi na służbie. Może po naszej interwencji komendant znajdzie im jakieś bardziej twórcze zajęcie – zastanawia się pani Paulina. Przekonuje, że zatrzymania są zupełnie bezzasadne, co w przypadku ewentualnej skargi może być bardzo ważne. Jak pisaliśmy w naTemat, policjant musi podać powód zatrzymania do kontroli, choćby najgłupszy najmniej prawdopodobny. W przeciwnym wypadku kontrolowany może odmówić poddania się kontroli. Tak zrobił na przykład pewien kierowca w Opolu, który udowodnił funkcjonariuszom, że zatrzymując go do "wyrywkowej kontroli" łamią przepisy prawa.
Inna rzecz, że słowa o rutynowej kontroli wypowiadane przez policjantów mają zazwyczaj po prostu uspokoić zatrzymanego. – Zatrzymany kierowca często staje się nerwowy, a policji nie chodzi o to, żeby ludzi denerwować, tylko żeby sprawdzić stan techniczny pojazdu czy trzeźwość kierowcy – twierdzi Krzysztof Bilski z warszawskiej policji.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...