Kryszak po występie w Sopocie: Jesteśmy pociągani za sznurki. Tylko często nie zdajemy sobie z tego sprawy

Jerzy Kryszak podczas "Wieczoru z Kabaretem" w Bydgoszczy
Jerzy Kryszak podczas "Wieczoru z Kabaretem" w Bydgoszczy Fot. Łukasz Antczak / Agencja Gazeta
– W TVP dawno mnie nie było. I drzwi tej telewizji chyba nie były za bardzo otwarte – mówi Jerzy Kryszak w rozmowie z naTemat po głośnym występie w Sopocie. Podczas festiwalu kabareciarz wykonał piosenkę "Marionetki" i podsumował "dobrą zmianę" z prezydentem Andrzejem Dudą na czele.

Ku uciesze publiki artyści występujący na sopockim SuperHit Festiwalu czynili liczne polityczne aluzje, ale najwięcej braw zebrał "król" polskiego kabaretu. Jerzy Kryszak najpierw wyśmiał wizytę prezydenta Andrzeja Dudy w Brukseli, później uderzył w posłów PiS. Swój występ zakończył piosenką "Marionetki" do melodii "Parasolek" (autorstwa Janusza Słowikowskiego i Piotra Hertela). "Marionetki, marionetki podrygują bezrozumnie, ktoś pociąga za sznureczki. Jak pociąga, widać umie" – śpiewał. Publiczność nagrodziła go za to gromkimi brawami. Część internautów zachwyciła się jego występem, część uznała, że był nie na miejscu i przepowiada mu rychły koniec kariery.
W miejsce "parasolek" wstawił Pan "marionetki" i dla niektórych urósł Pan do rangi bohatera narodowego, choć pojawiają się też krytyczne komentarze. To Pan jest autorem piosenki, która zamknęła sopocki festiwal?



Zawsze są dwie strony: jest orzełek i reszka. I tak jest tym razem. Jestem o tyle szczęśliwy, że nie śledzę mediów społecznościowych. Docierają do mnie tylko przefiltrowane sygnały. Mnie to kompletnie nie interesuje. Tekst na moje zamówienie napisał Marek Majewski. Dałem mu pomysł, melodię, "marionetki" w miejsce "parasolek". I prosiłem Marka, by w tym duchu poprowadził ten tekst. I on świetnie to spisał.

Skąd w ogóle pomysł, by powstała piosenka, w której bez trudu można doszukać się politycznych aluzji?


"Parasolki" i "marionetki" od dłuższego czasu chodziły mi po głowie. Wiedziałem, że muszę coś z tym zrobić, tylko ja nie jestem tekściarzem. A że zbliżał się termin Sopotu, więc pomyślałem , że dobrze byłoby na koniec zaśpiewać coś, co będzie ładnym podsumowaniem. Zapewne po wysłuchaniu tekstu nasuwają się aluzje polityczne. Natomiast gdyby spojrzeć na tę piosenkę zupełnie z boku, nie będąc zarażonym ani lewą, ani prawą, ani środkową stroną, to okazuje się, że jest to utwór o tym, jak można być przedmiotem manipulacji. Jesteśmy pociągani za sznurki każdego dnia. Tylko często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jeżeli ta piosenka dotarła do jednej części bardziej, a do drugiej mniej, to niech sobie jedna z tych stron odpowie, dlaczego. Nic więcej.

Jednak Pana monolog podczas festiwalu nie pozostawia złudzeń. "Aby życie było piękne trzeba się do niego uśmiechnąć, jak nasz prezydent dwa dni temu” (podczas szczytu NATO – red. ). Jak on się cieszył, że go wpuścili na szczyt".


Tam nie było nic odkrywczego. Można było zobaczyć szczęśliwego prezydenta na szczycie NATO. Wszyscy inni byli zatroskani, a on był szczęśliwy, z czegoś to musiało wynikać. Trzeba otwarcie powiedzieć, że wyglądało to dość zabawnie. Nie widziałem jeszcze nikogo na żadnym ze szczytów NATO, kto podczas wspólnego zdjęcia pozuje, jak do fotografii z rodziną na grillu. Jakoś mi się wydawało, że nadmiar tego zadowolenia nie przystawał do powagi sytuacji. Rozumiem, po obiedzie, w ogródku. Chyba że Polska odniosła jakiś sukces, o którym ja nie wiem.

Obok tych pękających ze śmiechu i dumnych z Pana wystąpienia, stoi jednak druga połowa. Ci wieszczą "smutny schyłek". Nie obawiał się Pan, że ubędzie Panu fanów, bo przecież opowiedział się Pan po jednej ze stron?


Słowo "fani" jest stosunkowo nowym słowem. Nie prowadzę działalności na żadnym portalu społecznościowym. Teraz są to fani, facebookowcy, lajki, hejty, fejki, wszystko razem.

Zostawmy lajki, fanów. Zapytam inaczej, czy nie obawia się Pan, że sympatycy, którzy poczuli się oburzeni Pana wystąpieniem przestaną chcieć Pana oglądać?


Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego są oburzeni. Jest znane powiedzenie, że nie ma nikogo na świecie, kto zadowoliłby wszystkich.

A nie obawiał się Pan, że zamkną przed Panem drzwi w TVP?

W TVP dawno mnie nie było, więc nie ma czego zamykać. One (te drzwi – red.) chyba nie były za bardzo otwarte.

Co Pan sądzi o całym zamieszaniu wokół festiwalu w Opolu?


Jestem pochodzenia teatralnego, więc niech to będzie "komedia" z lekkimi akcentami dramatycznymi.

Opowiedziałby się Pan po stronie artystów, którzy solidarnie wycofali się z udziału w tym wydarzeniu?


Gdyby zaproponowano mi wieczór na jakimkolwiek festiwalu i jeśli miałbym zaprosić gości, a gdyby ktoś mi ich wyprosił, to sam też musiałbym opuścić to pomieszczenie. Dlaczego ktoś ma mi wybierać gości, przyjaciół, ludzi, których cenię i wśród których chciałbym obchodzić taki jubileusz?

Rolą artysty jest komentowanie rzeczywistości, również politycznej?


Od niepamiętnych czasów kabaret i sztuka zajmowała się krytykowaniem pełniących władzę. Tak było i tak będzie. Tak samo się śmialiśmy ze wszystkich rządów po drodze. Do jakiegoś stopnia powinniśmy się interesować polityką, bo jeżeli my tego nie będziemy robić, to ta polityka zainteresuje się nami.

A teraz macie Państwo utrudnione czy ułatwione zadanie?


Zawsze jest to kwestia smaku, pewnych granic. Przeszkodą jest rozdarcie w naszym społeczeństwie. Teraz te podziały są głębsze. Żal, że się kopie coraz głębszy rów. No, ale nie moja łopata.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...