5 rzeczy, których możesz nauczyć się, dzięki kabrioletowi. Test BMW 240i

BMW serii 2 240i w wersji cabrio to "dwójka" z wyjątkowo mocnym silnikiem. Fot. naTemat
Stary, nowy, drogi, tani, szybki wolny. Nie ma znaczenia. W każdym z nich jest ta sama magia, wystarczy, że mają jeden wspólny mianownik – dach. A raczej jego brak. Mowa oczywiście o kabrioletach, które od lat urzekają kierowców. I choć nie każdy za nimi przepada, każdy przyzna, że w jeździe bez dachu jest ten pierwiastek frajdy, którego warto spróbować raz w życiu.

Mam to szczęście, że kabrioletami już jeździłem. Tym razem przyszła kolej na jeszcze inny, i to nie byle jaki. Niewielkie BMW serii 2 o „wielkim sercu” to najmocniejsze cabrio sygnowane numerem 2. Za enigmatycznym ciągiem 240i M performance kryje się 3-litrowy benzynowy silnik o mocy 340 koni mechanicznych (spalanie 12l/100km). Cały zestaw jest jeszcze wizualnie i technologicznie wzmocniony dzięki wspomnianemu pakietowi sportowemu M (nie mylić z serią BMW M). Łeb urywa, dosłownie i w przenośni. Serio, wystarczy schować dach. Mieliśmy okazję się o tym przekonać, bo przy tegorocznej nieprzewidywalnej aurze trafiliśmy na kilka upalnych dni. Oto 5 szybkich lekcji, mniej i bardziej związanych z motoryzacją, które można wynieść po kilku dniach za kierownicą kabrioletu.

1. Radość z jazdy

Przysięgam, że to przypadek. Tak się bowiem składa, że jednym z haseł BMW jest „radość z jazdy”. Producent przypomina o tym także na ramkach do rejestracji, gdzie widnieje ta sentencja. Tak się składa, że najprostszą i najczystszą definicją „radości z jazdy” jest… kabriolet. Tak było i w tym przypadku. Słowo radość możecie w sumie zastąpić dowolnie. „Frajda”, „zabawa”, „szczęście”, „przyjemność”. Wszystkie pasują jednakowo. Potrzeba tylko jednego, dobrej pogody. No i oczywiście kabrioletu. Zalecana dodatkowo dobra muzyka, okulary przeciwsłoneczne i najlepiej czapka (o tym za chwilę). Przepis na dobry humor gotowy.
Moment, gdy w słoneczne, piątkowe popołudnie wsiadasz za kierownicę, składasz dach to coś, co powinno być obowiązkową terapią dla każdego, kto miał ciężki tydzień w pracy. Nawet kilka kilometrów powolnego turlania się przez miasto jest w stanie dostarczyć pozytywnej dawki energii. Jeśli masz dłuższą chwilę, „rzuć wszystko” i jedź za miasto. Ale nie na szybką trasę. Wybierz ładną, krętą okolicę, gdzie nacieszysz się nie tylko faktem (nie)posiadania dachu, frajdą z jazdy, ale i widokami. Cudowne poczucie lekkości i beztroski gwarantowane. Sama „dwójka” od BMW jest także autem na tyle wdzięcznym, że po schowaniu dachu budzi u innych pozytywne emocje.

2. Pokora

Nowa samochody mają do siebie to, że są trochę zdradliwe. Mianowicie, siedząc sobie w ich komfortowym wnętrzu naprawdę nie czuje się osiąganej prędkości. Niby widać wskazania na liczniku. Niby każdy wie, kiedy zaczyna robić się niebezpiecznie i jak szybko jest… za szybko. Ale w rzeczywistości to tylko wskazania, których powagę przeciętny kierowca nie do końca jest w stanie zrozumieć. Zapewniam, że krótka przejażdżka kabrioletem szybko zweryfikuje te wyobrażenia i ostudzi nawet kierowców z cięższą nogą.
Rozpędzenie się w samochodzie ze złożonym dachem i głową na wierzchu brutalnie uświadamia i/lub przypomina, że z samochodami i prędkością nie ma żartów. Nagle okazuje się, że te 110-140km/h, których do tej pory nawet nie czuliśmy, to naprawdę… szybko. Nie trzeba być geniuszem, by wyobrazić sobie skutki uderzenia przy takiej prędkości. To naprawdę kubeł zimnej wody. Nie znaczy to jednak, że z otwartym dachem nie można jechać w dłuższe trasy. Sam zrobiłem tak 200-kilometrowy odcinek. I choć rozmowa wtedy jest raczej ciężka, to przy odpowiednim przygotowaniu można „machnąć” trasę bez większych problemów.

3. Nie zawsze trzeba być "naj…"

Testowane BMW 240i ma pod maską zestaw, którego nie powstydziłoby się niejedno sportowe auto. Wystarczające do zostawienia w tyle naprawdę sporej części samochodów spotykanych na światłach. To w połączeniu ze sportowo-elegancką aparycją auta bez dachu potrafi wzbudzić sporo zazdrości. Prawdą jest jednak, że akurat w kabrioletach niekoniecznie chodzi o diabelskie osiągi. Dlaczego? Bo w cabrio nie idzie przecież o to, co dostajemy pod maską, ale o to czego nie dostajemy nad głową – dach. Dynamiczne rozwijanie większych prędkości i tak szybko wymusi zamknięcie dachu. Taka 2-3 godzinna trasa przy prędkości 90-120km/h to moim zdaniem max dla podróży pod chmurką. No chyba że mówimy o niezbyt szybkim cruisingu malowniczymi trasami. Wtedy można jechać i jechać. Jakkolwiek ten model spełnia dość łatwo marzenia wielu kierowców, tak do czerpania radości z cabrio wystarczą także jego nieco słabsze odmiany. Jeśli chcecie nieco przyoszczędzić, śmiało możecie próbować z nieco słabszymi silnikami. Radocha ta sama.

4. Radość nie zawsze równa się praktyka

Nie zawsze można mieć wszystko. BMW serii 2 to nie jest duże auto. Dużo większe i praktyczniejsze od wręcz zabawkowej Mazdy MX-5, ale nadal to trochę taki przerośnięty resorak. I super, taka konwencja. Trzeba się jednak liczyć z tym, że nie zawsze to, co ładne, jest i wystarczająco praktyczne. Jeśli chodzi o miejsce, to przednie rzędy mają pełen luz. Gdybyście jednak chcieli wrzucić dodatkową dorosłą dwójkę na tyły, mogą pojawić się problemy. Rozłożenie kolan na lewo i prawo, by przednie fotele niejako wziąć między nogi pozwala na względnie rozsądne podróżowanie, ale nie na komfortową dłuższą trasę. Będą konieczne postoje na rozprostowanie kości.
Pełną paką będzie się jednak jeździć raczej rzadko. Problemy dnia codziennego dały się we znaki dużo bardziej, gdy próbowałem przewieźć ze sklepu telewizor. Karton spory, ale ani ciężki, ani nieforemny. Do bagażnika nie wszedł. Kufer jest co prawda długi, mechanizm od dachu fajnie wkomponowano w jedno miejsce nie zabierając całego miejsca pod spodem, ale karton się nie zmieścił. Myślę sobie, „żaden problem”, zdejmie się dach i położy na tyły. Niestety też klops. Jest tam wąsko i nie było mowy o bezpiecznym przewiezieniu. Dlatego jeśli masz już większą rodzinę, lepiej, żeby było to twoje drugie auto. Jeśli jeszcze jej nie zakładałeś, miej pod ręką numer do kolegi, który czasem pomoże coś przewieźć.

5. Okulary/kaptur/czapka to must have

I nie, nie dla lansu. To poza wygodą (słońce jednak wali po oczach trochę bardziej) i komfortem (warto zakryć uszy, bo przy prędkościach 100km/h+ wieczorami jest średnio przyjemnie), przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa. Pisałem już o tym podczas testu jednego z większych modeli cabrio od BMW. O co chodzi? Gdy po kilkudziesięciu kilometrach trasy zatrzymałem się na chwilę, na przednim zderzaku i szybie były setki zmasakrowanych owadów. Pewnie nie więcej niż w przypadku innych aut, ale tutaj jakoś tak rzuciło mi się to w oczy. A teraz wyobraźcie sobie, że jakimś cudem taka muszka przy 100km/h wpada Wam do oka. Reszty chyba nie trzeba wyjaśniać? Oczywiście można podnieść szyby i słusznie zauważyć, że to przecież szansa jedna na milion. Tak, ale po co kusić los? Bo jak nie owad, to chociażby kamyczek.
Mniej oczywista jest konieczność noszenia jakiegokolwiek nakrycia głowy. Pierdoła, powiecie. Zapewniam, że 45 minut powolnej trasy w korku w środku miasta w pełnym słońcu i… czeka was ból głowy. To tylko tak się wydaje, bo nie zawsze czuć, ale słońce naprawdę przypieka. Po takim odcinku bez czapki i okularów (akurat tuż po odbiorze auta i powrocie do redakcji) fizycznie czułem, że dało mi to w kość. Dlatego na dłuższe trasy zawsze warto mieć coś na głowę.

Koszt takiej przyjemności zaczyna się od 232 tys. złotych. Trzeba jednak pamiętać, że to wyjątkowo mocna wersja zgrabnej „dwójki”. Bardziej cywilne silniki są dostępne od niemal 100 tys. zł mniej, więc jest gdzie zaoszczędzić. Jeśli będziecie mieli okazję przejechać się cabrio, nie wahajcie się. Zwłaszcza, że BMW ma jedną z fajniejszych ofert „bezdachowców”.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...