"Zainspirowała mnie Krystyna Pawłowicz". To on wyciąga na światło dzienne to, co władza wolałaby ukryć

"Zainspirowała mnie Krystyna Pawłowicz". To on wyciąga na światło dzienne to, co władza wolałaby ukryć.
"Zainspirowała mnie Krystyna Pawłowicz". To on wyciąga na światło dzienne to, co władza wolałaby ukryć. Fot. Piotr Bernao / Agencja Gazeta
To on pierwszy wykazał, jak napięte są stosunki między prezydentem a szefem MON, informując o listach, jakie prezydent Andrzej Duda wysyłał do Antoniego Macierewicza. To on ujawnił, ile rząd wydaje na nagrody dla członków gabinetów politycznych (które przecież miały być zlikwidowane). To on przekazał informację, ile kosztowało podatników medialne szkolenie marszałka Marka Kuchcińskiego. Kto się kryje za profilem "Dane publiczne" na Twitterze?

Obserwując, do jak wielu informacji dociera administrator tego profilu, można sądzić, że jest to spora, prężna organizacja. Raz po raz bowiem publikuje coś, co wstrząsa polską sceną polityczną. Lub przynajmniej uchyla przed społeczeństwem rąbka tajemnicy, jak wygląda ta polityczna scena od kuchni. Ale nie – nie ma mowy o żadnej organizacji. Za wszystkim stoi jeden człowiek, którego – jak sam mówi – do działania zainspirowała Krystyna Pawłowicz. No i znajomość prawa. – Kim jestem? Obywatelem korzystający z art. 61 Konstytucji RP, który daje mi prawo do pytania władz o wszystko co nie jest tajne albo prywatne – wyjaśnia tajemniczo "demaskator".

1. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.

2. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.

3. Ograniczenie prawa, o którym mowa w ust. 1 i 2, może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.

4. Tryb udzielania informacji, o których mowa w ust. 1 i 2, określają ustawy, a w odniesieniu do Sejmu i Senatu ich regulaminy.

Konstytucja RP
Ostatnio na profilu "Dane publiczne" na Twitterze ukazała się informacja – ile podatników kosztowało to, że premier Beata Szydło złożyła Polakom wielkanocne życzenia.
To oczywiście tylko taka ciekawostka. No i suma wydana na sfinansowanie produkcji tego filmu też nie jest, umówmy się, gigantyczna. Jednak prawie za każdym razem, gdy na Twitterze pojawia się tego typu screen, od razu pada pytanie: "skąd to wiecie", "czy to nie fake"? Otóż nie.
Administrator profilu "Dane publiczne" o sobie mówić za dużo nie chce. Pytany o metody działania, co nieco ujawnia...

Wysyłam wnioski o informację publiczną w sprawach, w których czuję, że pełnej informacji – czy to przez media, czy to od władz – nie otrzymujemy. Po co to robię? Nic tak nie chroni władzy przed arogancją i wyrządzaniem szkód obywatelom jak poczucie, że ktoś patrzy jej na ręce.

Tak było, gdy były już rzecznik prezydenta Marek Magierowski, publicznie przyznał, że Andrzej Duda wysłał list do ministra obrony.
– Więc spytałem w urzędzie, jakie listy i do jakich ministrów wysłano. I okazało się, że tego samego dnia MON otrzymał 3 listy, a o dwóch z nich, świadczących o tych samych wątpliwościach, które powtarzają media, eksperci i opozycja, akurat dyrektor Magierowski zapomniał poinformować – ujawnia "demaskator". I wątpi, aby był to przypadek. Niedługo potem treść tych listów mogli przeczytać wszyscy i dowiedzieć się o zastrzeżeniach głowy państwa do tzw. armii Macierewicza.
– Patrzę na ręce władzy, bo taka jest idea prawa do informacji. Co nie zmienia faktu, że zdarza mi się wnioskować także o informacje u partii opozycyjnych – przyznaje właściciel "Danych publicznych". Najczęściej publikowane na profilu informacje dotyczą kwestii finansowych – ile ktoś dostał i za co. Są to zarówno dane o nagrodach dla urzędników, jak i o usługach świadczonych na rzecz urzędów, czy o kosztach podróży przedstawicieli władz.
Prośbami o te dane administrator "danych" na pewno dał się już we znaki rządzącym. Ale to sami rządzący go do tego zachęcili.

Nie jestem związany z żadną organizacją. O prawie do informacji słyszałem już od kilku lat, głównie dzięki Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. Przewijały się u nich wydatki i umowy różnych instytucji, o których pisali regularnie, czy też o dokumentach, jakie były przygotowywane w urzędach. Ale traktowałem to zawsze jako informację przelotną. Od czasu do czasu wysyłałem jakiś może jeden wniosek, jeśli mnie coś bardzo zainteresowało.

Natomiast kiedy na początku 2016 r. przeczytałem na profilu Krystyny Pawłowicz: "gdzie te 'psy' spały przez ostatnie 8 lat?" – pomyślałem sobie: "no, przecież nie spały – i pani profesor o tym powinna wiedzieć, bo korzystała z informacji, jakie o rządach PO ujawniali". I pomyślałem sobie: "to jest ta sama arogancja i buta, której u tak szlachetnych ludzi, jak ekipa 'dobrej zmiany' nie powinno być". Od tego momentu zacząłem wysyłać praktycznie codziennie jakieś wnioski. Wszystko dla dobra ekipy "dobrej zmiany", żeby nie szli tymi samymi drogami co ludzie, których krytykowali.

Profil "Dane publiczne" działa niecały rok – i już zdobył wiele cennych, ważnych i ciekawych informacji.
Dla dobra i społeczeństwa, i polityków wszystkich opcji, jego autorowi pozostaje życzyć dalszych sukcesów.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...