Dyplomacja w plastikowych klapkach. Tak ubrani "pracownicy" polskiej ambasady w Berlinie interweniowali po akcji KOD

Pracownicy ambasady intereniują w trakcie happeningu KOD
Pracownicy ambasady intereniują w trakcie happeningu KOD Fot: Faceboook/Danuta Hossain
Do słownych przepychanek doszło podczas niedzielnej pikiety działaczy KOD pod polską ambasadą w Berlinie. Gdy działacze ruchu próbowali namalować na ulicy przed placówką dyplomatyczną słowo "wolność”, z budynku wybiegło dwóch mężczyzn. Próbowali przeszkodzić "KODziarzom” w happeningu. Uwagę zwróciło ich luźne odzienie, a przede wszystkim plastikowe klapki. Dr Janusz Sibora, ekspert zajmujący się protokołem dyplomatycznym zachodzi w głowę, czy w polskich placówkach dyplomatycznych wprowadzono ostatnio jakiś nowy dress code?

Pikieta KOD w Berlinie odbywała się w związku z rocznicą wyborów 4 czerwca 1989 roku. Działacze organizacji chcieli namalować na asfalcie przed polską ambasadą słowo "wolność”. Próbowali im w tym przeszkodzić dwaj mężczyźni, którzy wybiegli z budynku, zapewne pracownicy polskiej ambasady. Nie wiemy, czy byli to urzędnicy, czy pracownicy ochrony, ale tak czy inaczej chodzi o funkcjonariuszy państwowych.

Jednym silnym kopniakiem w sloik z farba, odepchniecie mnie piescia i proba wyrwania mi aparatu, zakonczyla sie dzisiaj nasza akcja pod Ambasada RP w Berlinie. Wolnosc...krwawi!!!

Opublikowany przez Danuta Hossain na 4 czerwca 2017
Interwencja podczas pikiety KOD
Happening KOD odbywał się poza ogrodzonym obszarem ambasady więc ochrona placówki powinna poprosić o interwencję berlińską policję, ale najwidoczniej tego nie zrobiła, uznała że poradzi sobie sama. "Jednym silnym kopniakiem w słoik z farbą, odepchniecie mnie pięścią i próba wyrwania mi aparatu, zakończyła się dzisiaj nasza akcja pod Ambasadą RP w Berlinie. Wolność...krwawi!!! - napisała na Facebooku Danuta Hossain, autorka zdjęć.
Gdy zdjęcia zobaczył dr Sibora, złapał się za głowę. – Służba zagraniczna reprezentuje na całym świecie majestat państwa, jego powagę, cieszy się nimbem zamkniętego świata. Dyplomaci czy pracownicy służby zagranicznej postrzegani są z całą pewnością jako elity - mówi w rozmowie z naTemat dr Janusz Sibora, badacz dziejów dyplomacji, protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego.
– Na całym świecie jest tak, że wszyscy pracownicy służby dyplomatycznej od służb pomocniczych po urzędników, czy ambasadora, reprezentują w każdym momencie dane państwo i powinni to robić godnie. A co widzimy w tym przypadku? Czy ambasada RP w Berlinie znowu chce być na pierwszych stronach gazet? Czy plastikowe klapki i krótkie spodenki, to nowe umundurowanie polskich służb dyplomatycznych? Czy oni na co dzień się tak ubierają w tej ambasadzie? – pyta całkiem poważnie dr Sibora. – Bo wyglądają jakby wybierali się na piknik, albo na plażę – ocenia ekspert.
Bez białych skarpetek
– To nie jest przecież jakaś letnia placówka, tylko polska ambasada w Berlinie. Rozumiem, że MSZ przygotowuje się do sezonu, ale może pracownicy ruchomego konsulatu w San Escobar mogliby się tak nosić, ale nie polskiej ambasady – ironizuje dr Sibora. – Mam przed sobą przedwojenne rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie umundurowania urzędników służby dyplomatycznej. Nie żądam, żeby to był frak, kapelusz, rękawiczki i peleryna, ale granatowe spodnie i biała koszula to powinno być minimum – zwraca uwagę.



Warto przypomnieć, że na czele polskiej ambasady w Berlinie stoi Andrzej Przyłębski, który budzi wiele kontrowersji m.in. a sprawą teczki TW "Wolfgang", która ujrzała światło dzienne. Prywatnie to mąż prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...