Polskie Amityville w woj. śląskim. Jak (nie)udało się zrobić biznesu na duchach. Historia domu, w którym podobno straszy

Dom w Jeleniu
Dom w Jeleniu Fot. Kamila Kotusz / Agencja Gazeta
Peter Langer miał prosty pomysł na biznes. Kupił stary dom, który obrósł legendą, a miejscowi powtarzali, że mieszkają w nim duchy. I chciał zarabiać na strachu, a ten jest duży. W przeszłości podobno z domu wyprowadziła się cała masa rodzin. Lista ochotników, by nocować w nawiedzonym miejscu była długa. Ale mężczyzna szybko się rozmyślił i zwija interes.

Miejskie legendy
Dom z kamienia przy rynku w Jaworznie-Jeleniu (woj. śląskie) na pierwszy rzut oka nie budzi przerażenia. Drewniane okiennice, w oknach białe firanki, na parapetach wrzos. Ale historia tego miejsca jest mroczna. Wieść miejska niesie, że lata temu ojciec zamordował w nim dwoje dzieci. – Wiem, że w latach 40. mieszało tu małżeństwo, ona ze Śląska, on ze środkowej Polski. Podobno nie żyli dobrze. I on miał obwiniać dzieci, że ze względu na nie musiał tu zostać. I one zostały stracone. Nie wiadomo, czy je zabił, ale podobno od tego momentu tu straszy. Takie legendy tu krążą – mówi nam Peter Langer, obecny właściciel domu, który już wystawił go na sprzedaż.
"Gazeta Wyborcza" przywoływała opowieści ludzi, którzy powtarzali, że nocami z piwnicy domu słychać było płacz dziecka, inni widzieli "dziwne narzędzia skąpane we krwi".
Peter Langer
obecny właściciel domu

Ludzie ewidentnie się go (domu - red.) boją. Na samym początku, gdy go kupiłem i remontowałem, to dosłownie podchodzili do mnie i powtarzali, że tam straszy i byli wręcz oburzeni, że ja się nie boję. Jak się nasłuchasz tych rozmaitych legend, to pojawia się strach. Nigdy nie zobaczyłem tam ducha, ale widziałem zjawiska paranormalne. Np. wariowały auta.

W sumie z budynku "w popłochu" miało uciec 30 rodzin. – Z tym miejscem związana była spora ludzka tragedia. Mieszkało tam wcześniej kilkadziesiąt rodzin i wszyscy kończyli w nocy w polu. Niekiedy z dziećmi na rękach. Ten dom ma ciężką historię, podczas wojny działo się tam wiele przykrych historii – mówi nasz informator, który chce pozostać anonimowy. Pytam jedną z mieszkanek, co słyszała o tym miejscu, odpowiada wprost: – Że tam straszy. – Już tyle rodzin kupiło ten dom i wyprowadzało się, że naprawdę trudno powiedzieć. Trzeba iść, przenocować – stwierdziła w rozmowie z dziennikarzami lokalnej telewizji starsza kobieta. Inny mieszkaniec dodał: – Dla mnie to jest normalka, że tam starszy. Trzeba iść i wypróbować.
Dzwonię do Parafii Świętego Krzyża w Jaworznie-Jeleniu i dopytuję o sprawę "nawiedzonego domu". – O Boże, dajcie spokój. Dla mnie to jest niepoważny temat, dziękuję – ucina ksiądz. Ale mężczyzna, którego poprzedni właściciele poprosili o pomoc ma inne zdanie. – Byliśmy tam na egzorcyzmach. Myśmy uwalniali ten dom. O szczegółach sprawy nie mogę mówić – mówi. I zapewnia, że od trzech lat "w tym budynku nic złego się nie dzieje". Ale "nawiedzony dom" stał się niemalże atrakcją turystyczną, nie tylko dla przyjezdnych. – Wiem, że do Jelenia bardzo dużo ludzi przyjeżdżało i obecny właściciel domu próbował to wykorzystać – dodaje.

Strach za pieniądze

Peter Langer przy śniadaniu usłyszał od swojej córki, że w Stanach Zjednoczonych ktoś kupił dom, w którym straszyło i zrobił na tym biznes. Postanowił pójść jego drogą. – To był taki mój błysk, mówię ja to kupia, kupia – rzuca śląską gwarą. Nie zniechęcił się nawet, gdy usłyszał, że "poprzedni właściciel powiedział, że za żadne skarby nie będzie w nim mieszkał". Wymyślił, że będzie wynajmował budynek odważnym, którzy będą chcieli w nim przenocować, choć sam nie spędził w tu ani jednej nocy. Nazwał go "Doomem strachu", wypromował nie tylko mediach społecznościowych, ale i ogólnopolskich. Zjechali się dziennikarze. A za nimi ściągnęły tłumy ciekawskich i żądnych strachu ludzi.

Cennik "Doomu w Jeleniu" 1.jeden etap,czyli wynajem na 45 minut jednego z trzech pomieszczeń (piwnica/piętro/strych),z...

Opublikowany przez Doom w Jeleniu na 2 listopada 2016
W Halloween rok temu Langer otworzył piwnice domu i pokazał fragment "ścieżki strachu". Lokalne media odnotowały, że wydarzenie przyciągnęło ponad 100 osób. Na Facebooku zaprezentowano cennik usług. Dziennikarze sprawę nagłośnili, tak że właściciel "nawiedzonego budynku" od chętnych nie mógł się wręcz opędzić.– Pełno ludzi się zapisywało. Najśmieszniejsze, że najczęściej były to kobiety – dodaje. Ale na tym nie koniec. – Mało tego, Groupon się do mnie zgłosił, żebym od poniedziałku do czwartku sprzedawał im pakiety – zaznacza.
Peter Langer
właściciel domu w Jeleniu

W pewnym momencie już nawet nie odbierałem telefonów od chętnych, bo jedna i ta sama gadka była: "a to wpisz pan mnie, a zrób to pan dla nas". Na początku na grudnia, stycznia, robiłem kalendarze. Później przestałem odbierać telefony, nie odbieram i nie wpisuję. Do dzisiaj nawet osoby znajdują mnie i gadają, że tak długo mnie szukały, że chcieliby spędzić noc. Ja mówię, że nie idzie, bo na razie nie jest otwarte, a oni zrób pan to dla nas, zrób pan.


Pozbyć się domu "ze zjawiskami paranormalnymi"

Ale ochota na taki biznes nagle mu przeszła i postanowił przekazać dom nowym właścicielom. Ale najbardziej mu zależy, by zrobić z niego "escape room". Wycenił go na 199 tys. zł. "Oferujemy do sprzedaży dom w którym występują zjawiska paranormalne. Znakomity obiekt do prowadzenia działalności gospodarczej typu ''escape room''– 3x 70m2.''Doom w Jeleniu'' był wielokrotnie przedstawiany w mediach i budzi szerokie zainteresowanie. Bardzo szybka stopa zwrotu inwestycji" – obiecują w ogłoszeniu. Teraz Langer często słyszy pytanie, dlaczego chce się pozbyć "złotego jaja". – Mówię wtedy, że nie mam czasu na robotę. Wierzę, że to się uda, ale na tym trzeba spędzić wiele godzin. Mam też inne interesy. A nic na pół gwizdka nie chcę robić – tłumaczy.
Wtedy zwykle pada kolejne, o to dlaczego nie wynajmie sobie ludzi do obsługi domu. I tu też mężczyzna ma gotową odpowiedź: – By wynająć ludzi, to też trzeba ich kontrolować. A ja nie mam nawet na to czasu. Miałem kiedyś knajpę i wiem, że trzeba mieć kontakt z ludźmi, gadać jak katarynka – wyjaśnia. I ma też plan B. Jeśli nie znajdzie kupca, który zechce w domu urządzić escape room, to przemaluje ściany, postawi duże lamy i sprzeda go pod mieszkanie. – Ale szkoda byłoby zabić taką fajną legendę – mówi z przekonaniem. – Nie poszedłbym do takiego escape roomu, w którym mam dodatkowo pomoc duchową nieznanego pochodzenia – zarzeka się inny mężczyzna. – Kłopotu można sobie narobić. Lepiej nie szukać guza, to jest poważny problem. Człowiek orientuje się dopiero po 2-3 latach, że coś z nim z tego domu wyszło. I wtedy jak jest bardzo źle – podkreśla człowiek hobbystycznie zajmujący się badaniem zjawisk paranormalnych.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...