Przyciągał na długo przed Lidlem i Biedronką. 55 lat temu otwarto w Warszawie Supersam – sklep na miarę naszych czasów

Supersam jeszcze dziś mógłby być stawiany za wzór projektantom różnych Lidlów i Biedronek.
Supersam jeszcze dziś mógłby być stawiany za wzór projektantom różnych Lidlów i Biedronek. Fot: Zbyszko Siemaszko/NAC Jerzy Gumowski/AG
To był sklep, jakich próżno było szukać na mapie handlowej nie tylko Warszawy, ale nawet Polski. Wielki, nowoczesny i przez długi czas był oczkiem w głowie władzy, więc i półki nie były puste. Oddany 55 lat temu supersam jeszcze dziś mógłby być wzorem do naśladowania dla szefów Lidla i Biedronki.

Supersam był jednym z najnowocześniejszych i najciekawszych architektonicznie budynków handlowych stolicy. Była to nowatorska konstrukcja z dachem utrzymywanym w miejscu za pomocą systemu stalowych lin i dźwigarów. Za projektem stało trzech architektów, Jerzy Hryniewiecki oraz Maciej i Ewa Krasińscy. W środku było aż 6 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni użytkowej.
– Aż wiatr hulał – śmieje się pani Wanda, która zaczęła pracę w Supersamie 12 lat po jego wielkim otwarciu. – Takich sklepów wtedy w Warszawie nie było, dominowały małe dziuple WSS i GieEsy. U nas było dużo światła, dużo powietrza i dużo towaru. Przynajmniej jak na tamte czasy – wspomina pani Wanda.
Zaopatrzenie w Supersamie faktycznie często było lepsze niż w innych sklepach. Jeszcze w 1988 roku reporter TVP Janusz Świerczyński, w materiale kręconym przed sklepem chwalił Supersam, zauważając, że jeszcze „po godzinie 14. można było kupić żółty ser czy mleko dla niemowląt”.
– Przyjeżdżały do nas wtedy wycieczki z całej Warszawy, więc po 14. tego sera raczej już nie było – wspomina pani Wanda. Ale gdy w większości sklepów na półkach był tylko ocet, w Supersamie można było czasem kupić nawet szynkę i baleron. – Kolejki ustawiały się rano. Nikt nie podziwiał wtedy architektury, gdy tylko się otwierały drzwi, ludzie natychmiast szturmowali stoisko z wędlinami. I wszystkie inne też. Do południa było co robić, a potem jak w tym skeczu Smolenia i Laskowika, "co jest - ja jestem" – wspomina pracownica Supersamu.
Supersam oprócz gigantycznej hali targowej miał własną rozbieralnię mięsa, wytwórnię garmażeryjną i piekarnię. – Ta rozbieralnia to była niezła fucha, każda z nas marzyła o narzeczonym pracującym przy mięsie – śmieje się pani Wanda. Oprócz tego w budynku mieściła się jeszcze paczkarnia i palarnia kawy. Był też bar kawowy i samoobsługowy bar "Frykas" obliczony na 170 miejsc. Jedną ze ścian zdobiło wielkie dzieło malarstwa abstrakcyjnego autorstwa Gabriela Rechowicza.
– Supersam był takim supermarketem na miarę naszych czasów. A nawet lepszym, bo przynajmniej miał niepowtarzalną bryłę budynku, wystrój wnętrza i był po prostu ładny – twierdzi pani Wanda. – Te dzisiejsze Lidle i Biedronki to zwykłe blaszaki, paskudne i ciasne – dodaje.



Na potrzeby jego budowy w polskich hutach szkła po raz pierwszy wyprodukowano szyby lustrzane o grubości 16 mm i powierzchni tafli około 8 m kwadratowych. Każda z nich ważyła blisko 400 kg. Nie była to zresztą jedyna nowinka techniczna. W trosce o jak najlżejszą konstrukcję dachu przy budowie wykorzystano sporo drewna. By spełnić wymogi przeciwpożarowe, pomalowano drewniane elementy stworzonym przez krajowe laboratoria chemiczne specjalnie na tę okazję bezbarwnym lakierem ognioodpornym. Okazał się przy tym niezwykle trwały, w wielu miejscach przetrwał aż do dnia rozbiórki budynku, inna rzecz, że przez lata z bezbarwnego stał się biały.
Szkło, aluminium, powietrze i światło, oto podstawowe materiały, z których stworzono tę nową ozdobę architektoniczną Warszawy – zachwycał się spiker Kroniki Filmowej 6 czerwca 1962 roku. W dalszej części archiwalnego filmu dowiadujemy się, że zrobiono wszystko, by ułatwić ludziom wydawanie pieniędzy. – Nie wiem, jak to wyglądało w pierwszych latach. Podobno zawsze były tłumy. Za moich czasów też, choć z tym wydawaniem pieniędzy to już było różnie. A już w latach 80. z towarem było krucho – wspomina pani Wanda.
Na archiwalnym filmie widać setki warszawiaków zgromadzonych przed sklepem. Zanim dokonano oficjalnego otwarcia, sklep zwiedzali różni oficjele wraz z projektantem, Jerzym Hryniewieckim. Na filmie widać opakowane owoce i warzywa oraz dziesiątki kurczaków opiekanych na ruszcie. – Aż oczy bieleją stałym klientom sklepików WSS, MHD i GS – zachwycał się narrator.

Pierwszego dnia Supersam szturmowały prawdziwe tłumy. I choć kamera telewizyjna uchwyciła jakąś rozbitą szybę, zapewne z drzwi wejściowych, to Supersam przetrwał napór klientów. Reporterzy chwalili budynek za to, że okazał się "budowlą solidną, ładną i praktyczną, wzorem dla innych poczynań naszego handlu".
Niestety, sklep nie dotrwał do naszych czasów. Mimo podjętej próby wpisania Supersamu do rejestru zabytków, został rozebrany w 2006 roku. Szkoda, ten cenny budynek, przez wielu uznawany za jedno z najwybitniejszych dzieł polskiego modernizmu, jeszcze dziś mógłby być wzorem dla projektantów supermarketów. Na jego miejscu stanął zupełnie nijaki kompleks handlowo-biurowy. – Pomijając naturalną nostalgię za latami młodości, uważam, że to miejsce miało kiedyś swój charakter – kończy rozmowę pani Wanda.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...