Historia ku przestrodze. Polski podróżnik zachował czujność, dlatego być może uniknął wielu lat w gruzińskim więzieniu

Na zdjęciu widać mężczyznę, który chciał przesłać paczkę przez polskich pasażerów.
Na zdjęciu widać mężczyznę, który chciał przesłać paczkę przez polskich pasażerów. Fot. Facebook.com
Co może się wydarzyć złego w środku nocy, na lotnisku w Tbilisi, w bardzo przyjaznej Polakom Gruzji? Dosłownie wszystko. Ta historia uczy, że nawet w pozornie bezpiecznym miejscu poza granicami kraju, w otoczeniu innych Polaków, należy być ostrożnym.

Tą historią podzielił się Łukasz Supergan, podróżnik. "Godzina 2.00 w nocy, lotnisko w Tbilisi. Kilkadziesiąt osób czeka do punktu odpraw LOT-u. W kolejce dużo Polaków, w pewnej chwili podchodzi do mnie mężczyzna ok. 50-tki i pyta czy jestem z Warszawy" – opisuje na swoim Facebooku.



Mężczyzna sprzedał mu – świetną polszczyzną – historię o jego synu, który prowadzi restaurację gruzińską w Warszawie i potrzebuje "pilnie jednej rzeczy". To swańska sól, mieszanka soli i ziół. Następnie pokazał dwie fabrycznie zapakowane paczuszki.

"Syn" paczkę miał odebrać w Warszawie. Podróżnik jednak z obawy o swoje bezpieczeństwo paczki nie przyjął. To równie dobrze mogły być narkotyki.

[KU PRZESTRODZE] Godzina 2.00 w nocy, lotnisko w Tbilisi. Kilkadziesiąt osób czeka do punktu odpraw LOT-u. W kolejce du...

Opublikowany przez Łukasz Supergan na 4 czerwca 2017
"Może mówi prawdę? Ale po chwili przychodzi mi do głowy, że jeśli jakaś knajpa (nawet gruzińska) stanęła z powodu braku jednej przyprawy, to jest w tym jakiś przekręt. Właściwie powinienem był zawiadomić ochronę. Wiedziałem jednak, że na ten lot muszę zdążyć, a składanie zeznań na gruzińskim posterunku mogłoby oznaczać jego utratę" – kontynuuje podróżnik.
Łukasz Supergan
Fragment posta na Facebooku

Moi drodzy, apeluję: BĄDŹCIE CZUJNI. I to nawet w kraju tak przyjaznym jak Gruzja. Na turystę przemierzającego świat czeka niejedno niebezpieczeństwo. I nie są to tylko naciągacze w zaułkach Indii czy Nepalu, porywacze taksówek w Boliwii, policja w Iranie czy panienki na krakowskim Rynku, zapraszające do klubów ze striptizem. One nie brzmią tak źle. Ale dać się wciągnąć w przemyt w dowolnym kraju, oznaczać może miesiące walki o wolność bez gwarancji jej odzyskania. A w pechowym czasie i miejscu – lata za kratkami. Uważajcie i myślcie. Również w serdecznej i przyjaznej Gruzji, o 2 w nocy, na pełnym policji lotnisku.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...