"Wiem, że śmierć mojego syna jest paliwem dla polityków". Ojciec Igora Stachowiaka pragnie jednego

Po śmierci Igora Stachowiaka pod komisariatem przy Trzemeskiej we Wrocławia trwały zamieszki. Po roku sprawa bulwersuje już całą Polskę.
Po śmierci Igora Stachowiaka pod komisariatem przy Trzemeskiej we Wrocławia trwały zamieszki. Po roku sprawa bulwersuje już całą Polskę. Fot . Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
W Sejmie politycy PO złożyli wniosek o odwołanie ministra Błaszczaka w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka. Natomiast Beata Kempa złożyła na nich doniesienie do prokuratury. Poczuła się urażona wypowiedziami, że miała wpływ na nominacje policjantów, którzy katowali Igora. Sprawa śmierci 25-latka z Wrocławia nabrała wymiaru politycznego. W tym mieście przejdzie marsz protestacyjny. Ojciec Igora, Maciej Stachowiak odpowiedział naTemat, czy weźmie w nim udział.

Często chodzi pan na grób syna?

Trzy-cztery razy w tygodniu. Żona codziennie. Ona nie widziała tego filmu (nagranie, na którym widać, jak Igor Stachowiak rażony jest paralizatorem – red.), nie była w stanie.
Obejrzał pan wcześniej nagranie przed emisją w TVN?

Nie oglądałem. Nie byłem w stanie. Natknąłem się przypadkiem na emisję programu. To była sobota, siedzieliśmy z grupą znajomych. To, co zobaczyłem, to był szok. Niedowierzanie.

Pożegnał się Pan z synem?

Ostatni raz widziałem go rankiem w prosektorium. Wtedy zrobiłem zdjęcie synowi. Nie wiem, skąd wziąłem siły, aby to zrobić. Powiedzieli mi, że spadł z krzesła, stąd takie obrażenia twarzy. Od początku było widać, że coś jest nie tak. Pracownik prosektorium, gdy zobaczył, że robię zdjęcia, zapytał prokuratora, czy mi wolno. Odparłem, że i tak zrobię niezależnie, czy mi pozwolą, czy nie. Teraz żałuję, że nie obróciłem syna na brzuch i nie zrobiłem zdjęcia śladów na jego plecach.

Chodzi Pan pod komisariat przy Trzemeskiej, gdzie Igor został tak potraktowany?

To jest ostatnie miejsce, które chciałbym zobaczyć.

Weźmie pan udział w marszu? W czwartek 8 czerwca ruszy spod Pręgierza na wrocławskim Rynku pod siedzibę partii Prawa i Sprawiedliwości.

Nie, nie będę szedł. Nie czuje się na siłach. Nie chcę, aby tę sprawę traktowano politycznie. Po pobiciu Igora wybuchły we Wrocławiu zamieszki. Były protesty. Wtedy też się odcięliśmy.

A zawiadomienie przez Beatę Kempę na polityków PO...

Słyszałem, ale nie będę komentował. Nie interesuje mnie to.

Przyzna pan, że śmierć Igora nabrał polityczny charakter. Irytujące?

Rozumiem, że dla części polityków to paliwo do działania. Myślę, że po obejrzeniu tego nagrania każdy powinien podjąć się interwencji. Nie będę oceniał ich intencji. Cieszę się, że o śmierci Igora zrobiło się głośno.

Był pan u ministra Błaszczaka niedługo po śmierci syna. Pomógł?

Wojewoda poprosił o spotkanie, bo we Wrocławiu trwały zamieszki. Wykorzystałem okazję, aby zobaczyć się z ministrem. Pojechałem do Warszawy, przedstawiłem mu materiały. Był poruszony. Myślę, że dzięki jego interwencji sprawa została przeniesiona z Legnicy do Poznania.

Co przyniesie panu spokój?

Gdy ktoś wreszcie spojrzy szerzej na sprawę śmierci mojego syna, a sprawcy zostaną ukarani. Nie chcę zemsty, chcę tylko, aby rzeczy zostały nazwane po imieniu. Tego nagrania z paralizatora nie da się obronić. Czy ten film widziało szefostwo tych policjantów?

Śmierć Igora Stachowiaka

25-letni mieszkaniec Wrocławia został zatrzymany 15 maja 2016 r. na wrocławskim Rynku. Kilka godzin później zmarł na komisariacie Wrocław Stare Miasto przy ul. Trzemeskiej. Jego śmierć bardzo zbulwersowała opinię publiczną. Przed budynkiem komisariatu wybuchły nawet zamieszki. Być może okoliczności śmierci Igora Stachowiaka nigdy nie wyszłyby na jaw, gdyby nie ujawnienie przez TVN nagrań z paralizatora, na których widać jak brutalnie chłopak został potraktowany przez funkcjonariuszy. Policjanci tłumaczyli się, że 25-latek był agresywny. Tymczasem nagranie pokazuje, że był rażony taserem niezgodnie z procedurami. Okazało się również, że został zatrzymany przez pomyłkę. Szef MSWiA Mariusz Błaszczak i jego zastępca odpowiedzialny bezpośrednio za policję Jarosław Zieliński dopiero pod presją mediów i opinii publicznej zdymisjonowali komendantów z Wrocławia. Wcześniej szef komisariatu, na którego terenie zmarł Stachowiak, awansował na zastępcę komendanta miejskiego policji we Wrocławiu.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...