To jego dopadli "dyplomaci w klapkach". "Malarz" sprzed ambasady w Berlinie planuje kolejne happeningi

To jego gonili dyplomaci w klapkach. "Malarz" sprzed ambasady w Berlinie planuje kolejne happeningi.
To jego gonili dyplomaci w klapkach. "Malarz" sprzed ambasady w Berlinie planuje kolejne happeningi. Fot. Facebook.com/ Danuta Hossein
Akcja z napisem "Wolność" im nie wyszła, ale nie składają broni. To nie był ich pierwszy happening i deklarują, że nie będzie też ostatni. Dotarliśmy do organizatora niedzielnej akcji przed ambasadą Polski w Berlinie, który opowiedział nam o interwencji "dyplomatów w klapkach".

O tym happeningu pisał Jarosław Karpiński – w rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 89' grupa Polaków zorganizowała pikietę przed polską placówką dyplomatyczną w stolicy Niemiec. Próba namalowania na ulicy przed gmachem ambasady napisu "Wolność" skończyła się interwencją panów w klapkach i "kopniakiem w słoik z farbą". Organizatorem tej akcji był działacz KOD, Łukasz Szopa.



Przyjechał Pan specjalnie do Berlina, aby zorganizować tę akcję przed ambasadą?

Nie, ja tu mieszkam od wielu lat. A od pewnego czasu działam w tutejszej grupie KOD-u. Jest nas około dwudziestu - dwudziestu paru osób i co jakiś czas organizujemy różne projekty.

Happening KOD Berlin z okazji rocznicy 4 czerwca i ... dyplomacja w klapkach.

Opublikowany przez Sympatycy KOD w Niemczech / Freunde des KOD in Deutschland na 5 czerwca 2017
Czyli dyplomaci z ambasady w Berlinie już was znają?

Tak. I to chyba dlatego doszło do tej interwencji. Akcja z malowaniem słowa "Wolność" była już naszą trzecią z kolei. Pierwszą przeprowadziliśmy 2 kwietnia, w 20-lecie uchwalenia obecnie obowiązującej ustawy zasadniczej. Wówczas pozostawiliśmy przed budynkiem ambasady napis "Konstytucja!". Namalowaliśmy go tak, aby było go widać z okien ambasady. Potem 3 maja postaraliśmy się już o dłuższy napis, przypominający o rocznicy uchwalenia pierwszej w Europie ustawy zasadniczej.
No i teraz 4 czerwca chcieliśmy uczcić ten dzień napisem "Wolność" pisanym literami stylizowanymi na te, które są w logo "Solidarności".

To się Wam jednak nie udało.

Bo zanim zdążyliśmy coś namalować, z ambasady wybiegło dwóch panów w klapkach i doszło do zniszczenia puszki z farbą, pewnych rękoczynów i ostrej wymiany zdań.

No właśnie – państwo upublicznili zdjęcia, na których mniej więcej widać, co się stało. Ale brakuje relacji z dyskusji, do jakiej doszło między panem, kolegą z którym malował Pan ten napis a dwoma przedstawicielami ambasady polskiej w Berlinie.

Prosiliśmy ich, aby się przedstawili i wyjaśnili na jakiej podstawie zabraniają nam malować na ulicy. Bo ulica nie należy do ambasady – owszem, nie powinniśmy na niej malować, ale to już jest w gestii niemieckiej policji, aby nas pouczyć lub wymierzyć nam karę. Oni jednak policji nie wezwali i też się nie przedstawili.
Jeden z nich miał na szyi jakiś identyfikator, ale nie dało się go odczytać. On był bardziej rzeczowy i uspokajał tego drugiego z bosymi stopami i złotym łańcuchem na szyi. Z jego strony padło parę ordynarnych słów w naszym kierunku. Powiedzieli, że są pracownikami ambasady, ale nie chcieli ujawnić jaką pełnią funkcję i na czyje polecenie interweniują. Mówili natomiast, że dla nich ta akcja oznacza to, iż za chwilę będą musieli ten napis usuwać. Tłumaczyli: "robicie to już trzeci raz, nie wolno wam tego robić, a my mamy tego dość".

Czyli swoim happeningiem to im bardziej daliście się we znaki niż ambasadorowi Andrzejowi Przyłębskiemu?

Mogli wezwać policję, który by to rozstrzygnęła, ale tego nie zrobili. My zaś uznaliśmy, że sytuacja jest patowa, że skoro oni będą musieli potem sprzątać, to odpuściliśmy sobie kończenie tego napisu.
Ale to nie oznacza, że w ogóle sobie odpuszczamy. Oczywiście, musi być jakaś okazja. Wszystkie dotychczasowe akcje były związane z jakimiś ważnymi dla Polski rocznicami. Przy okazji kolejnej rocznicy i kolejnego happeningu pewnie pomyślimy o zmianie formy. Może nie będziemy już niczego malować na asfalcie, a zrobimy coś, co też będzie widowiskowe, ciekawe i zauważalne.

Dla kogo zauważalne – dla głównego lokatora?
Jesteśmy Polakami mieszkającymi w Berlinie. To jest ambasada naszego kraju. Mamy prawo tam przychodzić, wyrażać naszą opinię. Jednak sam pan ambasador Przyłębski oraz jego żona, prezes Trybunału Konstytucyjnego, raczej nas unikają.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...