Na koncercie Linkin Park papierosa nie zapalisz. Ale to tylko początek zakazów, które powinny obowiązywać

Linkin Park dba o płuca swoje czy publiki?
Linkin Park dba o płuca swoje czy publiki? Fot. mooinblack / 123RF
Zachcianki gwiazd są równie barwne jak ich życie. Eminem lubi mieć na backstage'u basen z rybami, Iggy Pop karłów przebranych za krasnoludków, a Lady Gaga butlę z tlenem. Zazwyczaj nietuzinkowe wymagania tyczą się samych artystów i to organizator ma problem, by im sprostać. Czasem jednak zdarza się, że kaprys uderza w samych fanów.

Linkin Park na swój zbliżający się koncert w Krakowie poprosiło o całkowity zakaz palenia. I tak nie będzie można puścić dymka w pierwszym dniu Impact Festivalu. Na terenie imprezy nie będą działać nawet palarnie. Fani są podzieleni, choć i tak obecna większość słuchaczy to niepełnoletnie nastolatki, które o legalnym kopceniu mogą sobie pomarzyć. Pozostali mają czas na rzucenie nałogu do 15-ego czerwca.

Szczerze? To umiarkowanie dobry zakaz. Brak palarni jest oczywiście grubą przesadą, jednak ludzie dymiący w tłumie to plaga imprez plenerowych. Ale nie tylko oni. Takich zakazów powinno być więcej. Nie chodzi o jakiś koncertowy faszyzm. Przecież mają nam dostarczać przede wszystkim rozrywki i niesamowitych przeżyć. Są jednak rzeczy, które w końcu powinny być zakazane!

1. Ręce w górze - tak, smartfony - nie

To znak naszych czasów i chyba obecnie największa koncertowa bolączka. Las rąk ze świecącymi smartfonami strasznie odbiera przyjemność płynącą z koncertów. Zresztą co siedzi w głowach tych ludzi? Zamiast obejrzeć występ na żywo wracają potem do domu i oglądają na małym ekraniku z dźwiękiem jak z Huty Katowice? Niektórzy potrafią przetrwać całą imprezę z uniesionymi rękami. To nie jest normalne. Chyba lepiej potem kupić DVD koncertowe w lepszej jakości i wesprzeć przez to artystów? Nie mówiąc już, że smartfoniarze irytują też samych artystów i paradoksalnie zabierają pracę fotoreporterom.

2. Stanie pod sceną jak kołek

Nie po to tu przychodzisz, by stać i blokować zabawę innym. To niechlubna cecha zwłaszcza żywiołowych koncertów rockowych, na których pogo jest nieodłącznym elementem. Stanie taki jeden przysadzisty typ przed barierkami i blokuje innym miejsce na dzikie tańce. Nawet nie przeszkadza mu to, że dostanie kilka razy z kolana w plecy. Serio, jak stanie się 3 metry dalej też widać scenę i wszystko słychać. I nikt nikomu nie wchodzi w paradę. Tu też prośba do wysokich osób – starajcie się nie zasłaniać innym show. Przesuńcie się trochę na bok lub w tył. Większość dziewczyn jest niższai nie może przez to powzdychać do swojego ulubionego artysty. Ale branie ich na barana zasłoni widok nawet dryblasom.

3. Ludzie, którzy nie przyszli posłuchać muzyki

Oj, takich ludzi jest wbrew pozorom cała masa. Wiadomo, że koncert to nie tylko muzyka. Trzeba też sobie pogadać ze znajomymi. Ale czy rzeczywiście akurat w trakcie popisu zespołu? O ile poprzedni punkt tyczył się energetycznych koncertów, o tyle ten ma związek z muzyką bardziej spokojną, przy której raczej się nie skacze. Wokalista pięknie śpiewa, ale go nie słychać, bo akurat dwóch typów obrabia tyłek panny przed nimi. Dziewczyny zresztą też są nie lepsze. Przyjdą wystrojone, lansują się, plotkują, focią, obgadują. Halo halo! To nie pokaz mody! Obściskujące i całujące się pary też żegnamy spod sceny. To nie sypialnia!

4. Gołe torsy i inne akcesoria

Tak, wiemy, że czasem pod sceną jest naprawdę gorąco, ale nie każdy lubi jak obetrze się o niego spocony mężczyzna. Najgorzej jak jest do tego nagi, brudny i owłosiony. Ohyda! Większość ludzi zachowuje granice dobrego smaku i, pomimo upału, nie rozbiera się. Chwała im za to. Plecaki i torby też zmyślnie jest zostawić w szatni. To ryzykowne, ale wtedy łatwiej się przechodzi między ludźmi (ludzie też to docenią, bo się nie będą o nie wywalać) i można się skupić na koncercie, a nie dobytku. Gwizdki, wuwuzele, trąbki, darcie się, piski – wiadomo. Parasole? Jak się stoi z tyłu tak, z przodu tylko płaszcz przeciwdeszczowy. No chyba, że "przyszedłeś na otwarcie".

5. Pazerni organizatorzy i handlowcy-dusigrosze

Na koniec odczepmy się od publiki i skupmy na całej otoczce. Strefa gastronomiczna ma ceny jak w wagonie Wars. O sprzedawcach gadżetów można mówić tak jak o taksówkrzach - złotówiarze. Zwykłe koszulki z drobnym nadrukiem za 100 zł? Do tego piwo 0,4l za 10 zł? Każdy chce zarobić i się nie narobić, ale czemu kosztem fanów muzyki? Na imprezę nie możemy nieraz wnieść butelki wody, a płacenie za nią na miejscu jak za złoto to zbrodnia. Zwłaszcza jeśli sam koncert kosztuje 200-300 zł, a w przypadku festiwali 2 i 3 razy tyle. I tu płynnie przechodzimy wreszcie do samych organizatorów. Nie żyjemy w Niemczech, więc ceny nie muszą być takie, jak tam.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...