Ta choroba dotyka większość Polek w naszym kraju. Jest dziedziczna, trudno uleczalna i może zniszczyć życie

Zakobiecenie się jest chorobą dziedziczną, która zaczyna objawiać się w okresie wczesnego nastolęctwa.
Zakobiecenie się jest chorobą dziedziczną, która zaczyna objawiać się w okresie wczesnego nastolęctwa. Fot. Wydawnictwo Czwarta Strona
Zaczyna się bardzo niewinnie, zwykle razem z pierwszą miesiączką albo trochę wcześniej, włoskami na nogach, z których zaczynają śmiać się koledzy z klasy i rosnącymi piersiami. Jej objawami jest zwykle wstyd, spadająca samoocena, zawieszanie całej swojej pewności na opinii innych i niechęci do własnego ciała. Kończy na syndromie zachetania, ofiary i permanentnego rozżalenia. Ta choroba to zakobiecenie.

O zakobieceniu, jednostce chorobowej, która dotyka większości Polek w naszym kraju, pisze w fantastycznym studium naukowym Sylwia Kubryńska. Jej "30 sekund" tylko na pierwszy rzut oka przypomina powieść. Najpierw przychylałam się bardziej do określenia "literatura faktu", faktu mocnego jak uderzenie patelnią w czoło. Po całej lekturze dochodzę do wniosku, że jednak jest to bardzo sumienne opracowanie medyczne, w którym sprawne oko dostrzeże, jak wyglądają pierwsze symptomy, jakie szkody zakobiecenie może powodować oraz do jakiego stanu doprowadzić.



Warunki do rozwoju choroby
Zakobiecenie nie jest chorobą typowo polską, natomiast z racji pochodzenia, autorka skupia się przede wszystkim na naszych krajankach. Świetnym środowiskiem dla rozwoju zakobiecenia jest społeczeństwo, które czci kobiety nieistniejące lub niemiające ciała i żądzy: na przykład Matkę Boską albo wyobrażenie na temat kobiet. Natomiast każda żyjąca kobieta, która ma nogi, brzuch, włosy, piersi i – co kluczowe – narządy płciowe, nie tylko nie jest warta czci, co więcej jest podrzędnym członkiem społeczeństwa. Można wobec niej używać najróżniejszych form przemocy, od słownej, przez ekonomiczną po przemoc fizyczną.
Dobre warunki do rozwoju zakobiecenia występują, gdy kobieta jest nieuznawana za pełnoprawną członkinię społeczeństwa – na przykład ktoś inny decyduje o metodach antykoncepcji, które może stosować oraz o jej płodności. Zakobiecenie fantastycznie rozwija się w społeczeństwie, w którym kobietę zmusza się do realizacji wzorca piękna zarówno duszy, jak i ciała, który jest jednorodny i prawie niemożliwy do zrealizowania: szczupła, wiecznie młoda, z burzą loków, inteligentna (ale nie za inteligentna), matka, babka, czuła, niewybuchowa, usłużna, chętna (zawsze!), niepaląca i nieprzeklinająca, pachnąca, wypełniona różowym puchem, niemiesiączkująca (a jeśli już, to niebieskim płynem znanym z reklam podpasek), czysta, usłużna, poświęcona rodzinie, skromna, własne potrzeby stawiająca bardzo daleko na liście priorytetów, nielubiąca innych kobiet i najważniejsze: raz zakobiecona, będzie żądać zakobiecenia całej reszty kobiet. Nie ma tak, że tylko ona, wszystkie muszą odczuć ciężar, jaki niesie ze sobą płeć.

Objawy
Występują we wczesnej nastoletniości, kiedy ciało, które do tej pory nie sprawiało problemów, zaczyna bardziej wadzić niż pomagać. Do języka wchodzą dziwaczne określenia, jak : niedoskonałości, cellulit, rozstępy. A wielkość twoich piersi staje się tematem ogólnoklasowej debaty, zwłaszcza męskiej części, z kolei jeśli w plecaka wypadnie ci podpaska albo, co gorsza, tampon, kwitowane jest to salwą śmiechu. Nie do końca rozumiesz, co zabawnego jest w tym środku higienicznym, ale ewidentnie musi być coś żenującego. Tym samym pojawia się wstyd.

Nigdy nie zapomnę historii dziewczyny, która po wyznaniu matce, że zaczęła miesiączkować, w odpowiedzi usłyszała – to uważaj, bo teraz możesz zajść w ciążę. Nic na temat antykoncepcji, tego na czym polega cykl, co oznacza dla organizmu ten mityczny okres. Dziewczyna codziennie przemykała więc skulona do szkoły, a na klatce oglądała się co chwilę za sobą, bo była absolutnie przekonana, że właśnie teraz ktoś będzie chciał ją zapłodnić.

W późniejszym wieku, zakobiecenie każe wątpić w swoją wartość i budować ją tylko przez pryzmat mężczyzny, z którym się jest. Zakobiecenie to nauka patrzenia na siebie oczami innych, partnera, kolegów, matki, babki, ale na pewno nie własnymi. Bo zakobiecona kobieta, polega na wszystkich, tylko nie na sobie. I każdy zna ją lepiej niż ona zna samą siebie. I mimo że z czasem czuje, że została wykorzystana, że wcale nie musiała wyprawiać tych wszystkich świąt, smażyć tych wszystkich kotletów i wycierać tych wszystkich nosów, to winą za swoje nieszczęście zaczyna obarczać wszystkich w okół. Nigdy nie czuła, że jest decyzyjna, dlaczego miałaby więc odpowiadać, za decyzje, których tak naprawdę nie podjęła?

Leczenie

Długie, żmudne i skomplikowane. W ramach uzupełnienia terapii sugeruje się suplement diety w postaci książek Kubryńskiej. Zacząć małymi dawkami "Kobiety dość doskonałej", przyjmować regularnie porcje "Furii mać", zażywać "Biurwy" i jeśli to nie pomoże – w ramach kuracji antybiotykowej połknąć "30 sekund". Wyleczenie się z zakobiecenia skutkuje cieszeniem się własną kobiecością.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...