MON chciało pokazać rzekomą rozrzutność PO w kwestii samolotów dla VIP-ów. Jedno zdanie Siemoniaka i... szach-mat

Tomasz Siemoniak zaszachował szefostwo MON jednym zdaniem.
Tomasz Siemoniak zaszachował szefostwo MON jednym zdaniem. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Liczby nie kłamią – głosi stara prawda. A przy tych liczbach różnicę widać gołym okiem. Wiceminister obrony narodowej na posiedzeniu sejmowej komisji obrony próbował wykazać, jakim rzekomym marnotrawstwem pieniędzy wykazała się Platforma Obywatelska w kwestii przewozu najważniejszych osób w państwie samolotami. Jedno zdanie byłego ministra obrony ucięło dyskusję.

– W ciągu 6 lat wydaliśmy 300 mln zł na czarter – mówił Bartosz Kownacki na posiedzeniu komisji obrony. Zadeklarował przy tym, że te wydatki na czarter skończą się, gdy kupionych zostanie 5 nowych samolotów do przewozu najważniejszych osób w państwie: dwa Gulfstream G550 i trzy Boeingi 737. Te 300 mln zł laikowi może się wydawać sumą dużą, ale tu głos zabrał poprzednik Antoniego Macierewicza w MON.
Różnica matematyczna wykazana przez Tomasza Siemoniaka widoczna jest gołym okiem. Ale jest jeszcze jeden aspekt tej zmiany. To kwestia wyszkolenia pilotów. Na ten problem zwrócił uwagę lotnik Michał Setlak.
Z tą opinią nie zgodził się jednak płk Artur Goławski, były rzecznik Dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych. "Nie zgadzam się. Moi koledzy nie są gorszym gatunkiem pilotów. Lekcja odrobiona poza tym" – stwierdził. Gdy jednak głos zabrał dr Maciej Lasek, to i on musiał mu przyznać rację.
Prawda o tym, jak szkoleni byli piloci tzw. specpułku wyłania się z opowieści Artura Wosztyla – pilota Jaka-40, który lądował w Smoleńsku tuż przed Tu-154M. A jak wygląda kupowanie samolotów przez ministra Macierewicza? To już zupełnie inna historia...

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...