Skandal w Jelczu: "katechetka uderzyła dziecko w twarz". I jak tu nie burzyć się przeciwko religii w szkole?

Doniesienia takie jak to, że katechetka uderzyła dziecko w twarz, jeszcze bardziej zniechęcają do religii w szkołach.
Doniesienia takie jak to, że katechetka uderzyła dziecko w twarz, jeszcze bardziej zniechęcają do religii w szkołach. FOT. Maciej Świerczyński / AG
To poruszająca historia przedstawiona przez rodziców i dzieci, którą opisała lokalna gazeta z Dolnego Śląska. Od dwóch miesięcy o tych zarzutach wie i kuria, i kuratorium, ale katechetka nadal uczy w szkole. Wiadomo, że podczas jej lekcji dziewczynka była niegrzeczna, a nawet bezczelna, a katechetka najwyraźniej straciła cierpliwość. "Pani podeszła do niej, złapała za plecy i potem uderzyła w buzię" – tak relacjonował jeden z uczniów pierwszej klasy. Oburzające zachowanie dziecka, ale jeszcze gorsza reakcja dorosłego. Który w dodatku ma uczyć dzieci miłości bliźniego.

To jedna z tych spraw, które powodują, że rodzice bardzo szybko mają ochotę wypisać dziecko z religii. Bo katechetka straszy na lekcji, nie ma wyczucia i zamiast przyciągać dzieci do Kościoła, wywołuje efekt zupełnie odwrotny. Ilu maluchów z pierwszych czy drugich klasach opowiada w domach, że boi się chodzić na religię? Bo pani opowiada o szatanie, aborcji, gwałcie. Uczniów, którzy bawią się w Halloween, wysyła na msze egzorcystyczne. Burzy magię dzieciństwa twierdząc, że rodzice kłamią, bo św. Mikołaj nie istnieje.



Najpierw się przyznała, potem zaprzeczyła
Tu, w Publicznej Szkole Podstawowej nr 1 w Jelczu-Laskowicach, katechetka też podobno straszyła dzieci, wiele z nich bało się chodzić na lekcje religii. "Rodzice podkreślają, że ich dzieci nie śpią w nocy, bo na lekcji słyszą, że obudzą ich duchy zmarłych. Dochodzi do tego, że symulują choroby, by nie iść do szkoły, gdy w planie jest religia" – czytamy w "Gazecie Powiatowej – Wiadomości Oławskie". Artykuł nosi tytuł: "Katechetka przekracza granice i podnosi rękę na dziecko".

Gdy pani od religii użyła przemocy fizycznej, sprawa nabrała zupełnie innego wymiaru. Dyrektorka szkoły bardzo szybko powiadomiła kuratorium oświaty, kurię oraz księdza proboszcza i burmistrza miasta. Było to w kwietniu. Do dziś żadna z instytucji nie zajęła stanowiska, a katechetka wciąż uczy w szkole.

- Pani podeszła do niej, złapała za plecy i potem uderzyła w buzię – to relacja jednego z uczniów pierwszej klasy...

Opublikowany przez Gazeta Powiatowa-Wiadomości Oławskie na 8 czerwca 2017
Sprawa nie jest krystalicznie jednoznaczna. W relacjach zgodnie powtarza się, że dziewczynka była niegrzeczna, udawała owcę, zrzucała książki, bezczelnie odzywała się do nauczycielki. Niejednego nauczyciela mogłaby takim zachowaniem wyprowadzić z równowagi, nie tylko katechetkę. Ale nikt nie ma też prawa na nikogo podnosić ręki. Gdyby tak zachował się jakikolwiek nauczyciel, żaden z rodziców, nie puściłby tego płazem.
Relacje świadków
"Gazeta Powiatowa – Wiadomości Oławskie"

"Kasia ciągle wychodziła z ławki. Dwa razy powiedziała do pani "durna". Pani wzięła ją za rękę, poprowadziła do ławki i kazała usiąść. Wtedy nazwała panią "głupią". Pani podeszła do niej, złapała za plecy, i potem uderzyła w buzię".

"Dziewczynka była bardzo niegrzeczna – chodziła po klasie i nieładnie się odzywała do nauczycielki. Pani katechetka dwukrotnie odprowadzała ją na miejsce w ławce. Dziewczynka również dwukrotnie zwróciła się do nauczycielki słowami "jesteś durna". Po tych słowach katechetką uderzyła dziecko dłonią w twarz".

Tu katechetka najpierw sama przyznała, że uderzyła, ale potem w rozmowie z dziennikarzem gazety zaprzeczyła. Z nami rozmawiać już nie chciała.
"Z jej ust padają słowa 'spalicie się w piekle' "
– To nie rodzice tej dziewczynki się do nas zgłosili. Zrobili to inni rodzice z klasy, którzy byli oburzeni tym zdarzeniem – mówi nam Kamil Tysa, autor artykułu. Był w szkole, rozmawiał z dyrektorką, widział wszystkie dokumenty i notatki dotyczące incydentu. W swoim artykule napisał też, że po tamtym zdarzeniu do dyrekcji zgłosiło się jeszcze paru rodziców, którzy kwestionowali nauczanie religii przez panią katechetkę, która – ich zdaniem – nie nadaje się do szkoły podstawowej.

"W sposób narzucający i wulgarny wygłasza swoje własne poglądy dotyczące np. tzw. czarnego marszu, WOŚP i Jurka Owsiaka (...). Z jej ust padają słowa "spalicie się w piekle", "dzieło szatana", "podrzynanie gardła", "puszczalskie kobiety" – czytamy.

Któryś z rodziców po prostu nie wytrzymał
Dyrektorka w ogóle nie chce już o tej sprawie rozmawiać. Mówi, że uruchomiła drogę oficjalną i czeka na odpowiedź. Ucina odpowiedź na każde pytanie.

Przewodnicząca Rady Rodziców, Teresa Siciorek, tonuje zamieszanie. – Któryś z rodziców po prostu nie wytrzymał i powiadomił gazetę. Ale my nie chcieliśmy żadnej akcji. Chcieliśmy poczekać na oficjalną odpowiedź, która ma przyjść na dniach. Sprawa jest w toku – mówi. To samo mówi radna Marzena Bar. – Nie chcemy pochopnie postępować, nic strasznego się nie dzieje. Czekamy na oficjalną odpowiedź Kurii – mówi.

Nie udało nam się uzyskać ani stanowiska Kurii, ani kuratorium. Burmistrz Jelcza przyznaje jednak, że sytuacja jest niezręczna, a temat niełatwy. – Na dzień dzisiejszy nie ma żadnej zwrotnej odpowiedzi. Delikatnie mówiąc, trochę budzi to zdziwienie. Formalnie, na pisma urzędowe jest do 30 dni na odpowiedź – czy umarzamy, czy zajmujemy się dalej. A tu nie ma nic – mówi nam burmistrz Jelcza Bogdan Szczęśniak. Widział dokumenty, mówi, że są wiarygodne. W nauczanie religii w szkole gminnej radykalnie ingerować jednak nie chce. Dlatego, jak inni też czeka.

"Dobrze, że rodzice mają odwagę"
Artykuł jest tylko w papierowym wydaniu tygodnika (online płatny), nas poinformował o nim zbulwersowany czytelnik. "Katechetka uderzyła na lekcji jedną z uczennic pierwszej klasy. To nie wszystko! Owa nauczycielka sprawia, że dzieci boją się chodzić na religię!" – napisał.

– I bardzo dobrze, że zdarzają się rodzice, którzy mają odwagę, żeby o takich rzeczach powiedzieć głośno. Że nie chowają głowy w piasek, tylko idą do mediów lub do kuratorium – mówi nam Jerzy Kamiński, redaktor naczelny "Gazety Powiatowej – Wiadomości Oławskie". Podkreśla, że w małych społecznościach nie jest to takie proste.
Jelcz znajduje się niedaleko Oławy, liczy 15 tys. mieszkańców, kiedyś siedziba wielkiej firmy motoryzacyjnej. Dziś została jej tylko część. W połowie maja Antoni Macierewicz poinformował, że za 400 mln zł fabryka ma produkować samochody dla wojska.

– Jelcz jest większym miastem. Tu są duże blokowiska. Łatwiej o taką otwartość. Ale w wioskach, gdzie jest ksiądz i 15 domów, nawet dzieci niewierzące też chodzą na religię i przystępują do I Komunii świętej, bo taka jest presja. Jak wszyscy w wiosce chodzą, to trzeba. Rodzice baliby się nie puścić dziecka – mówi Jerzy Kamiński.
"Po co kalać dobre imię księży?"
Nie odczuł jeszcze siły komentarzy po tej publikacji, nie wie, jaki jest odbiór społeczny. Ale pamięta dwie inne kościelne historie z Oławy, gdy wielu ludziom nie podobało się, że poruszają takie tematy. – Pytali: po co o tym piszecie? Po co kalać dobre imię księży? Tyle dobrego zrobił, a wy tak piszecie – opowiada.
Jedna z historii była głośna na całą Polskę. Chodziło o ks. prof. Waldemara Irka, byłego rektora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, który – jak się okazało już po jego śmierci – miał syna Kubę. Druga jest z marca i dotyczy księdza, który miał dopuścić się gwałtu na innym kapłanie. – Sprawa cały czas się toczy. Domniemany sprawca ukrył się w domu, ale ciągle widywany jest w Oławie, być może odprawia nawet msze w jakiejś małej wiosce – mówi Jerzy Kamiński.

Tu, w Jelczu, na razie, też wszystko wygląda tak, jakby nic się nie stało. – Jeżeli tak było, jak opisano to w gazecie, jeżeli to prawda, to wygląda to fatalnie – przyznaje przewodnicząca Rady Miasta Beata Bejda. Dla niej to świeża sprawa. Dopiero dowiedziała się z gazety.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...