"Państwo Islamskie w masie ludzi przemyca agentów". Szewko wyjaśnia, czy za zamachy w Europie odpowiadają uchodźcy

Polska ciągle jest wolna od zamachów.
Polska ciągle jest wolna od zamachów. Fot. Robfoto/Public Domain/Pixabay.com
– Większość komórek terrorystycznych, ich trzon bojowy i ideologiczny, stanowią osoby, które przebywają od co najmniej kilku, kilkunastu lat w UE lub już urodzone w Europie drugie pokolenie, które wykształcone na Starym Kontynencie wyjeżdżało masowo na wojnę do Syrii, Libii i tam po przeszkoleniu bojowym powróciło do Europy – mówi w rozmowie z naTemat dr Wojciech Szewko, ekspert ds. bezpieczeństwa. Jak dodaje, uchodźcy sami w sobie nigdy nie stoją za zamachami, ale ci, którzy się za nich podają, mogą być ich wykonawcami.

Na ile prawdziwe jest zdanie, że za zamachami stoją uchodźcy?

Dr Wojciech Szewko: Za zamachami nigdy nie "stoją" uchodźcy, natomiast uchodźcy lub ci, którzy się za nich podają, bywają autorami czy wykonawcami zamachów terrorystycznych. Było wiele ataków w Europie i dużo więcej np. w Turcji, których dokonywali ci, którzy przybyli z falą uchodźców. To zresztą nic nowego – z podobnym zjawiskiem mamy i mieliśmy do czynienia w Libanie, Turcji, Pakistanie.

Jak to działa w praktyce?

Państwo Islamskie doceniło ten pomysł, żeby w masie ludzi, którzy podlegają bardzo pobieżnej weryfikacji, przemycać swoich agentów. Komando, które dokonało zamachu w Paryżu 13 listopada 2015 roku to dobry przykład, ale Europol informował w grudniu 2016 roku o zmianie modus operandi IS i udokumentowanych próbach zwerbowania około 300 osób (z Syrii) wśród uchodźców w kwietniu 2016 r.

A jaki jest najczęstszy przypadek?

Większość komórek terrorystycznych, ich trzon bojowy i ideologiczny, stanowią osoby, które przebywają od co najmniej kilku, kilkunastu lat w UE (np z emigracji 2004-2009 z Libii) lub już urodzone w Europie drugie pokolenie, które wykształcone w Europie wyjeżdżało masowo na wojnę do Syrii, Libii i tam po przeszkoleniu bojowym powróciło do Europy. Czasem wraz z uchodźcami, a czasem – i to najczęściej – po prostu samolotem z Turcji.

Jakie są więc prawdziwe źródła terroryzmu islamskiego na Zachodzie Europy? W szczególności we Francji, Wielkiej Brytanii i w Belgii?

W każdym z tych krajów mamy różne tło rozwoju i swoistego rozkwitu ruchów ekstremizmu islamskiego i inną ich strukturę. Najbardziej patologicznym przykładem jest Belgia, w której napady np. na Żydów przez radykałów islamskich z Molenbeek i Schaerbeek były dobrze opisywane i udokumentowane (np. przez ośrodki izraelskie), jeszcze zanim usłyszeliśmy o Państwie Islamskim. Ale to patologia klasy politycznej, która pomyliła pojęcie wolności z anarchią i której fetyszem była jakaś wynaturzona i nie mająca precedensu "poprawność polityczna". Rezultatem jest nie tylko to, że proporcjonalnie z Belgii wyjechało na hidżra najwięcej dżihadystów, ale na dodatek zasłynęli tam wyjątkowym okrucieństwem – torturami, masowymi mordami, nadzorowaniem egzekucji, aparatu opresji. O tym mówi się zdecydowanie za rzadko.

Co z Francją i Wielką Brytanią?

We Francji i Wielkiej Brytanii ów rozkwit ekstremizmu ostatnich 3-4 lat to świadoma polityka władz, które pozwalały na swobodne operowanie grup, które realizowały cele ich polityki zagranicznej. Mówiąc prościej – mieliśmy oto "własnych" bojowników, których można było wysyłać do Syrii, Libii, Jemenu, Afganistanu, kiedyś na Bałkany. Słynna niedawno dzięki zamachowi w Manchesterze LIFG (Libijska Islamska Grupa Walcząca) była wykorzystywana do zwalczania Kadaffiego, brytyjska Al Mohajiroun – i jej kolejne wcielenia, np. Sharia4UK – do rekrutacji setek dżihadystów, którzy przez Turcję byli przerzucani do Syrii, żeby zwalczać Assada. Część z nich zginęła, część przeszła do IS (kiedy powstało), część wróciła i właśnie pojawia się w kolejnych zamachach jako ich wykonawcy lub planiści.

Jak domyślam się, władze zagrożonych rejonów nie radzą sobie ze zjawiskiem w odpowiedni sposób.

Nie i to zarówno w rozumieniu systemowym, jak i doraźnym. O doraźnym wiemy najwięcej – ponieważ po każdym zamachu jest śledztwo, powtarzana jest jak mantra fraza "był świetnie znany służbom" itd. W ujęciu systemowym problem jest dużo poważniejszy. To kwestia zdolności państwa demokratycznego (lub braku zdolności) do ingerencji w wolność wyznania, zrzeszania się. To sprawa zasadniczo różnych definicji tego, co jest już działalnością ekstremistyczną, a co nie, w poszczególnych krajach UE. To problem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i luk w systemie azylowym. Nawet znany i dobrze rozpoznany przez służby terrorysta nie może zostać wydalony z UE – bo w kraju z którego przybył czeka go prawdopodobnie kara śmierci. Nie dostanie też azylu. Nie ma też podstaw, żeby go osadzić w więzieniu.

A czynniki zewnętrzne, spoza Europy?

To również kwestia polityki zagranicznej, głównie Francji i Wielkiej Brytanii. W Libii, Syrii, Jemenie każdy jej tydzień skutkuje rekrutacją kolejnych osób, które są gotowe dokonać zamachów. Farid Ikken, zamachowiec z Notre Dame, był niereligijnym, wykształconym i bardzo niechętnym IS (jeszcze w 2016 roku). Teraz rzucił się na policjantów z okrzykiem "to za Syrię". Taką motywację podają liczni zamachowcy lub niedoszli zamachowcy, których normalnie Państwo Islamskie nigdy by nie zwerbowało.

Na ile realny jest zamach w Polsce?

Nie jesteśmy obecnie na "celowniku" organizacji terrorystycznych. Nie ma uzasadnienia ani politycznego, ani polityczno-teologicznego, dla dokonania tu zamachu. Te bajki opowiadane ostatnio w polskiej publicystyce dla rozpaczliwej chęci zaistnienia można traktować jak opowieści Denikena. Fascynujące, o ile pamiętamy, że to literatura fikcji. A jeśli jesteśmy zagrożeni, to na równi ze Słowacją, Rumunią i Łotwą. Ale to praktycznie  w każdej chwili może się zmienić.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...